ZIELONA GÓRA:

Tego dnia nikt nie był samotny. Wigilia Caritas w Zielonej Górze

W święta nie tylko nasi bliscy, ale też ubodzy oraz samotni zasługują na serdeczność i miejsce przy stole. Caritas diecezji zielonogórsko-gorzowskiej przygotował Wigilię dla potrzebujących z naszego regionu. W Zielonej Górze ubogich, bezdomnych i samotnych ugościła zielonogórska parafia pw. Ducha Świętego.

Niektórzy wolontariusze wstali o 4 rano, by przygotować świąteczną wieczerzę. Najważniejsze jest jednak to, że mogą dać podopiecznym schronienie i posiłek.

Każdy się wziął w garść, zwieźliśmy pierogi, barszcz. Praktycznie jesteśmy cały czas na nogach. Od tego jesteśmy, żeby pomagać. Cieszymy się, że ludzie bezdomni przyjdą na Wigilię, zjedzą, zamiast chodzić akurat gdy jest zimno. Dzisiaj jest ciepło na dworze, ale są takie dni, że jest bardzo zimno.Mirosław, wolontariusz Caritas w Zielonej Górze

Osoby, które wzięły udział w spotkaniu, bardzo cenią sobie ten wysiłek.

Tworzymy wspólnotę. Bez tej wspólnoty nie byłoby ani tej kolacji, ani niczego bez wysiłku Caritasu, kierownictwa i księdza dyrektora. Oni też muszą włożyć bardzo dużo pracy w to, żeby się tutaj spotkać i stworzyć to wszystko.Tomasz Kubiak, uczestnik spotkania wigilijnego

Zebranym na Wigilii towarzyszył ks. Tadeusz Lityński, biskup diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.

To, jak ważne jest takie wydarzenie, pięknie ujął papież Franciszek w ostatnim liście apostolskim. Pokazując, że Bóg przychodzi przez ubóstwo i chce, byśmy w tym zewnętrznym znaku dostrzegli jego wielką miłość. Ten gest, akt życzliwości, dzielenia się dobrym słowem, opłatkiem, jest bardzo wymowny i oczekiwany przez tych ludzi, którzy przeżywają swoiste doświadczenie braterstwa ponad podziałami.ks. bp Tadeusz Lityński

Zielonogórska Wigilia dla ubogich, bezdomnych i samotnych była jednym z takich wydarzeń w województwie lubuskim. Drugie odbyło się w Gorzowie.

Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl+Enter.

Zobacz więcej
Back to top button
X

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: