UCZELNIA:

Być przyzwoitym człowiekiem – rozmowa z doktorem Krystianem Sają

Na uniwersyteckich korytarzach można go spotkać zawsze życzliwego i uśmiechniętego od ucha do  ucha. Większość studentów Wydziału Humanistycznego miała okazję uczestniczyć w prowadzonych przez niego wykładach. Krystian Saja – doktor nauk humanistycznych w dziedzinie literaturoznawstwa. Wykładowca Uniwersytetu Zielonogórskiego. Autor książki „Wampir w świecie entropii. Kognitywizm subsymboliczny w literaturoznawstwie” oraz wielu publikacji naukowych. Patriota z krwi i kości. Pasjonuje się fizyką, kognitywistyką oraz historią Warszawy. Swoimi pasjami zaraża studentów. Umiejętnością przekazania wiedzy zachęca do jej pogłębiania.

Dr Saja z Instytutu Filologii Polskiej w rozmowie ze studentami dziennikarstwa.

Anna Gerke, Kamila Frontczak, Magdalena Juzalak: Jest Pan młodym naukowcem, jak znalazł się Pan na Uniwersytecie Zielonogórskim?

Minęło kilka lat od czasu moich studiów magisterskich na Uniwersytecie Zielonogórskim. Pracowałem wówczas w różnych miejscach. W regionie, z którego pochodzę ciężko było o pracę. Wykonywałem między innymi ciężką pracę fizyczną. Postanowiłem nawiązać kontakt z moimi dawnymi Wykładowcami, celem podjęcia studiów doktoranckich. Marzyłem o nich już w trakcie studiów magisterskich, co mogą potwierdzić niektórzy z moich dawnych Mistrzów. Niestety wówczas, w roku 2009, nie było jeszcze możliwości podjęcia studiów trzeciego stopnia w zakresie literaturoznawstwa na Wydziale Humanistycznym. Z czasem wszystko się zmieniło. Udało się podjąć studia, ukończyć je szybciej, bo w przeciągu trzech lat i teraz jestem tutaj z Wami.

Jak wyglądały początki pracy?

Początki były różne. Olbrzymim wyzwaniem było przygotowanie programu zajęć. Pochłaniało to sporo czasu i energii. Konieczne było również przełamanie początkowego stresu oraz niepewności, które dziś zniknęły.

Jaka jest studencka młodzież? Dobrze się Panu z nami pracuje?

Społeczność studencka bywa różna. To oczywiste. Jednak nie mogę o Was Studentach powiedzieć złego słowa. Uwielbiam swoją pracę między innymi dzięki Wam. Nie jestem w  stanie wyobrazić sobie innego życia. Praca z młodzieżą, o ile mogę tak o Was powiedzieć, jest wyjątkowa i budująca. Oczywiście bycie studentem, a następnie wykładowcą na tej samej Uczelni nie jest łatwe. Kiedy przejdzie się na „drugą stronę barykady” wszystko się zmienia. Odwraca się dotychczasowe wyobrażenie o pracy wykładowcy, a także o wiele więcej się rozumie.

Gdyby mógłby Pan cofnąć czas i robić coś innego w swoim życiu, to co by to było? I gdyby nie był Pan wykładowcą, to jaki zawód wchodziłby w grę?

Kiedyś marzyłem, aby być marynarzem, ponieważ kochałem i nadal kocham morze. Następnie chciałem zostać prawnikiem oraz historykiem, ponieważ żywo – naprawdę żywo – interesuję się historią. Interesowałem się również architekturą i budownictwem. Był także epizod literacki, w którym wielka fascynacja osobą Adama Mickiewicza, kazała mi napisać dramat zatytułowany „W kręgu cieni”. Była to adaptacja arcydramatu jakim są „Dziady” Mickiewicza. Tekst, napisany trzynastozgłoskowcem, liczący około 130 stron był dodatkiem do mojej pracy magisterskiej. Kilka lat później powstała także powieść poetycka. Pamiętam jeszcze jej tytuł: „Cyrograf katyński”. Oczywiście wszystko zostało „w szufladzie”. Całe moje życie w dziwny sposób pchało mnie w stronę nauk humanistycznych, choć nie zabrakło w tym wszystkim wątków ścisłych. Dziś nie wyobrażam sobie innej drogi. Praca naukowo-dydaktyczna jest moim wielkim powołaniem. Gdybym nie był wykładowcą na pewno chciałbym się rozwijać jako nauczyciel.

A co lubi Pan robić w wolnym czasie?

Trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ moją największą pasją jest moja praca. W wolnych chwilach sporo czytam. Jak już wspomniałem interesuję się historią, w tym przede wszystkim okresem od pierwszej wojny światowej do upadku PRL-u. Moją wielką pasją stało się ostatnio poznawanie tajemnic Warszawy. Jak tylko znajdę trochę czasu (ostatnio jedynie w pociągu) czytam o niej książki. Jeszcze inną pasją jest motoryzacja, modelarstwo oraz majsterkowanie, ale to już zupełnie inna historia. Lubię również spacerować.

Pamiętamy z Pana opowiadań, że Pana wuj zaszczepił w Panu pasję do Warszawy…

Mój wuj był dla mnie wzorem obywatelskich postaw. Uczestniczył w bitwie nad Bzurą oraz walczył za Warszawę będąc w wieku 17 lat. On kochał to miasto całym sercem. Widział, jak cierpi i jak się odradza. Podobnie jest ze mną. Ja również kocham Warszawę, przede wszystkim za to, że się nie dała, że jej obywatele się nie poddali. Będąc z wujem w stolicy, a miałem wówczas zaledwie kilkanaście lat, przeżyłem niesamowite chwile wzruszeń oraz śmiechu – wuj miał niezwykłe poczucie humoru, a przy tym niesamowity dar do opowieści.  

Jakie miejsce szczególnie Pan lubi odwiedzać w Warszawie?

Uwielbiam błądzić po Warszawie i słuchać jej tętna, które niegdyś niemal ucichło na zawsze. Najwspanialsze są tak zwane „smaczki”, czyli pozostałości przedwojennych mieszczańskich kamienic. Jedna z nich, znajdująca się przy ul. Mokotowskiej, niedaleko Placu Trzech Krzyży, robi na mnie piorunujące wrażenie. Olbrzym pozbawiony ogona, obdarty ze skóry przez wichry przeszłości. Oczywiście lubię również to, co każdy…

…a więc?

…piękne jest Krakowskie Przedmieście – wręcz bajeczne, Plac Zamkowy urzeka urokiem rozdroża oraz gmachem odbudowanego dopiero w latach osiemdziesiątych Zamku Królewskiego, z kolei na Starym Mieście aż chce się przysiąść i podumać. Za coś wspaniałego uważam Aleje Ujazdowskie, z ich pięknymi drzewami. Kiedy Warszawa płonęła, te drzewa dziwnym zrządzeniem losu ocalały. Niezmiernie przykrą pamiątką dawnych dni jest dla mnie Pałac Kultury i Nauki, choć uważam, że dziś rzeczywiście wpasował się w miasto. Tragiczne jest to, że ocalałe w tym miejscu kamienice burzyli sami Polacy! Przetrwało tam niemal w całości około 64 procent zabudowy. Zresztą tego typu przykładów było znacznie więcej. Tak zwany BOS czyli Biuro Odbudowy Stolicy, burzył wiele warszawskich kamienic, budując swoją „nową, sprawiedliwą Warszawę”. Taki los spotkał również przepiękną ulicę Marszałkowską, gdzie zdaniem historyków również nie było aż tak źle, jak nam wmawiano. Problem w tym, że po wojnie, w nocy, specjalne ekipy zawalały frontowe ściany kamienic i wyrywały drzewa, aby ulica obrzydła Warszawiakom. Poza tym poszerzono akurat tę stronę ulicy, na której przetrwało najwięcej kamienic. Wielkim bohaterem tamtych dni jest dla mnie Profesor Jan Zachwatowicz. To on dosłownie uratował od całkowitej śmierci Stare Miasto, Krakowskie Przedmieście oraz Nowy Świat. Bezwzględnie należy o nim pamiętać.

Ale nie myśli Pan o przeprowadzce?

Kiedyś o tym myślałem, ale mam też drugą „miejską miłość” – Zieloną Górę. To miasto do życia. Niemałe, ale i nie za duże. Takie w sam raz. Warszawę odwiedzam, gdy za nią zatęsknię, ale żyję i chciałbym żyć dalej w naszej pięknej Zielonej. Możecie się ze mną zgodzić lub nie, ale jest coś pięknego w tym mieści, coś, co każe wracać do niego z wielką radością za każdym razem, nawet wówczas, gdy muszę opuścić moją ukochaną Warszawę.

Warszawa kojarzy się z patriotyzmem… Czym dzisiaj jest patriotyzm?

To arcytrudne pytanie, zwłaszcza w czasach, gdy Ojczyzna znaczy tyle, co slogan lub hasło głoszone dla korzyści materialnych. Patriotyzm ma się w sercu. To się po prostu czuje. Nie jest nim noszenie sztandarów, głoszenie haseł, wiwatowanie czy też donośne śpiewanie hymnu. Jest wreszcie czymś prawdziwym jedynie wówczas, gdy szanuje się przeszłość, żyje godnie w teraźniejszości i patrzy w przyszłość. To wynosi się z domu od naszych ojców i matek. Zawsze uważałem się za patriotę, a to dlatego, że nie boję się szczerych wzruszeń, gdy czytam o Polsce, mówię o niej lub na nią patrzę. Kocham ten kraj obojętnie kto nim rządzi, jak mi się żyje i – niestety – bez względu na to, ile jest w nim nienawiści. Miejmy nadzieję, że gdy przyjdzie kolejny dzień próby, ten skory do waśni naród po raz kolejny pokaże, że jest jednością i nic nie złamie polskiego serca oraz ducha.

Jak Pan widzi nastawienie studentów do patriotyzmu?

Wierzę w Was, choć nie ukrywam, że boję się, czy sprostacie wyzwaniu. Nie zrozumcie mnie źle. Problem polega na tym, że urodziliście się w czasach pokoju, żyjecie w nowoczesności oraz dążycie do ciągłego samodoskonalenia oraz jak największego osobistego komfortu. W tym ostatnim upatruję największy problem. Po prostu boję się, że w chwili próby powiecie: „Nie! A co mi dał ten kraj? Uciekam za granicę!”. Mam wielką nadzieję, że to tylko pozory, bardzo w to wierzę. Nie dajcie się sprowokować, omamić czy zepsuć. Ten kraj to ziemia Ojców, nasze dziedzictwo i przeznaczenie.

Przystając przy temacie studentów i uczelni, jest Pan autorem książki „Wampir w świecie entropii. Kognitywizm subsymboliczny w literaturoznawstwie”. Co zapoczątkowało u Pana pasję do wampiryzmu?

Trudno to nazwać pasją. Prawdę mówiąc wampiryzm doskonale nadawał się do zaprezentowania czegoś zupełnie innego. Książka jest przede wszystkim teoretycznoliteracka, a kwestie wampiryczne są w niej tłem dla rozważań. Historia wampirów kulturowych (w tym literackich) doskonale współgra z częścią teoretyczną. W monografii przedstawiłem autorską koncepcję literaturoznawstwa kognitywnego, opartego na fundamentach nauk ścisłych, takich jak: fizyka, astronomia, biologia, neurobiologia, matematyka oraz mechanika kwantowa. Wbrew pozorom między naukami ścisłymi i humanistycznymi nieustannie dochodzi do interferencji. Bez niej literatura byłaby po prostu jałowa, pozbawiona, jak to się mówi „tego czegoś”. Dziś rozwijam teorię na innym polu. Zajmuję się szeroko pojętą interdyscyplinarnością badań naukowych, w tym przede wszystkich tych z obszaru literaturoznawstwa.

Zna Pan przepis na szczęście?

Być przyzwoitym człowiekiem. Przez cały czas powtarzam sobie w myślach słowa Władysława Bartoszewskiego: „Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto” .

Rozmawiały: Anna Gerke, Kamila Frontczak, Magdalena Juzalak

Dr Krystian Saja – absolwent filologii polskiej Uniwersytetu Zielonogórskiego. Członek Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza (oddział w Zielonej Górze). Autor monografii „Wampir w świecie antropii. Kognitywizm subsymboliczny w literaturoznawstwie”. Współautor książki „Interdyscyplinarność w globalnym świecie. Konteksty literaturoznawcze, ekonomiczne oraz medyczne współczesnej nauki”, a także wielu innych publikacji naukowych. Pracownik Zakładu Literatury Dawnej i Nauk Pomocniczych Filologii, Instytutu Filologii Polskiej, Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego. Swoje zainteresowania badawcze skupia na literaturoznawstwie kognitywnym (głównie w ujęciu subsymbolicznym), antropologii kultury, memetyce oraz teorii literatury. Ponadto jego zainteresowania naukowe oscylują wokół wpływu nauk ścisłych na poszczególne dziedziny nauk humanistycznych. Tym samym sięga on do takich dyscyplin jak matematyka, astronomia, biologia i fizyka. Z racji obecności w dziele literackim tak zwanych przestrzeni generycznych (fizycznych oraz mentalnych) uważa, że nauki ścisłe wywierają istotny wpływ na proces konstytuowaniu dzieła literackiego oraz jego końcową interpretację.

SKOMENTUJ ARTYKUŁ

Tagi
Zobacz więcej
Back to top button
Close
X

Spelling error report

The following text will be sent to our editors:

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close