ZIELONA GÓRA:

Oldschoolowy czajnik czy poważny sprzęt do ćwiczeń? O kettlebell z Marcinem Kilem

Na igrzyskach olimpijskich jest miejsce dla rozmaitych, czasem niezwykłych dyscyplin. Curling żartobliwie nazywa się rywalizacją czajników, a to nie jedyny sport z rekwizytami czajnikopodobnymi. Kettlebell olimpijskiego uznania się nie doczekał, ale może powinniśmy dodać: jeszcze?

Kariera odważników kettlebell zaczęła się nie do końca sportowo, bo od targu i cyrku. Odkąd trafiły na siłownię, stały się najbardziej popularne. Ćwiczyć z nimi może niemal każdy.

Może każdy, ale mamy pewne zastrzeżenia, jeśli chodzi o wady kręgosłupa. Podobnie u ludzi, u których zdiagnozowane jest nadciśnienie lub wady serca. No i oczywiście osoby, które mają problemy neurologiczne, też raczej nie mogą ćwiczyć. Oczywiście zdarzają się wyjątki, gdy pracujemy z osobami, które w jakimś stopniu są niepełnosprawne.Marcin Kil

Jeśli chodzi o granicę wiekową, zacząć może nastolatek. W centrum sportowym Iron Church najmłodszym uczestnikiem treningów 15-latek. Górnego limitu w zasadzie nie ma, bo ćwiczą nawet 60-latkowie.

Przewagą kettli nad siłownią jest niewątpliwie to, że w trening angażujemy wiele mięśni. Inaczej niż w czasie ćwiczeń na maszynach, gdzie skupiamy się na pojedynczych partiach. Pamiętajmy jednak, że kettlebell czy inne formy ćwiczeń to tylko część drogi do wymarzonej sylwetki.

Ćwiczenia kettlebell w Zielonej Górze mają również charytatywny wymiar. „Milion swingów dla autyzmu” to maraton treningowy, za sprawą którego zyskali zarówno sportowcy, jak i dzieci ze szkoły stowarzyszenia Dalej Razem. Zapowiedź kolejnego „Miliona swingów” w Iron Church w całości wywiadu.

Marcin Kil

Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl+Enter.

Zobacz więcej
Back to top button
0:00
0:00
X

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: