niedziela , 11 Grudzień 2016
Home / Kultura / Pozostałe / Prawdziwe oblicze kłamstwa
(fot. )

Prawdziwe oblicze kłamstwa

Będąc dzieckiem widziałem wampira, ostrzącego błyszczący sztylet przy czerwonym kabriolecie. Chodziłem do pierwszej klasy, a siostra zakonna kazała nam z okazji dnia Wszystkich Świętych odwiedzić zapomniane groby. Zaopatrzeni w grabki, wiaderka i znicze wybraliśmy się z grupą pierwszoklasistów na zamknięty, poniemiecki cmentarz na obrzeżach mojej rodzinnej miejscowości.
    Maszerując wesoło zauważyliśmy kilkaset metrów przed nami lasek, w którym znajdowały się groby oraz samochód, z którego wyszedł wysoki mężczyzna w czarnym płaszczu. Z buzi wystawały mu długie kły, a włosy miał zaczesane do tyłu. W dłoni połyskiwał sztylet, który wyciągał (niby) na nasz widok. Z krzykiem zawróciliśmy i czym prącej pobiegliśmy zdać przerażającą relację naszym rodzicom. „Paweł, nie kłam” – powiedziała mama, marszcząc czoło i wymachując palcem jak gdybym to ja zawinił. Za karę nie mogłem oglądać wieczorynki… Z wiekiem nasłuchałem się wielu równie szokujących i przezabawnych opowieści, które serwowali moi znajomi lub przypadkowi gawędziarza.
    Stawiając sobie pytanie,  dlaczego ludzie kłamią, odpowiedź nie zawsze jest jednoznaczna. Czasem po prostu kłamstwo jest wygodniejsze i zapobiegniemy dzięki niemu lawiny narastających pytań. Wielu decyduje się też na wyssane z palca opowieści tylko dlatego, by urozmaicić sobie życie. Jesteśmy już na tyle duzi, by wiedzieć, że wszyscy kiedyś umrzemy, a prędzej czy później grozi nam jakiś kataklizm. Życie nie wszystkim pisze ekscytujące scenariusze, dlatego sami kolorujemy i trochę plączemy nasze losy, gdy rutyna i monotonia wywołują w nas mdłości. Kłamiemy, by przetrwać w szarzyźnie codzienności, uwierzyć we własne zdolności lub nie zranić uczuć najbliższych. Całe epoki miały swoje „kłamstwa” wierząc w bożków, elfy z Cottingley czy szczęście Marilyn Monroe, które z czasem musiały zmierzyć się z obliczem prawdy.
    Jako dorosły człowiek mogę przyznać: nie skłamałem, mówiąc mamie o wampirze stojącym przy opuszczonym cmentarzu. Jednocześnie muszę dodać: skłamałem. Wampiry przecież unikają światła dziennego, a w ofiary nie wbijają sztyletów, tylko kły. Mając możliwość funkcjonowania w „pisarskim świecie”, na piśmie rezygnuję więc z tego niecodziennego obrazu stanowiącego fragment mojego dzieciństwa. Może właśnie oczami dziecka w taki, a nie inny sposób ujrzałem świat, który choć dostępny dla wszystkich, doświadczany jest na różne sposoby. Świadome lub nieświadome, mówione w dobrej wierze lub z przyzwyczajenia, kłamstwa są czymś powszechnym, a w wielu przypadkach dajemy ciche przyzwolenie na ich funkcjonalnie. Prawdę mówiąc, kłamstwo to zawsze kłamstwo, a budowane na jego fundamentach domy czy poglądy rozsypują się w pył. Zanim jednak ukarzemy winnego, rozważmy prawdziwą przyczynę narodzin kłamstwa.

Autor: Paweł J. Sochacki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close