poniedziałek , 5 Grudzień 2016
Home / Kultura / Muzyka / Niesamity wrzask i nie-śpiew
fot.
Blur "Parklive" CD/DVD (fot. )

Niesamity wrzask i nie-śpiew

„Parklive” to zapis ponaddwugodzinnego koncertu, jaki Blur dało na zakończenie tegorocznej Olimpiady w Londynie. Ktoś mógłby spytać: dlaczego? Przecież już w 2009 dostaliśmy z okazji reaktywacji koncertówkę „All The People” od Albarna i spółki. Takie głosy są absolutnie uzasadnione – nie ma sensu kupować obu wydawnictw. Ale mieć choć jedno po prostu wypada.

Mimo wszystko „Parklive” to trochę bardziej ryzykowny pomysł, niż „All The People”. Na koncerty w Hyde Parku zjawili się fani, natomiast publiczność z zakończenia igrzysk była dużo bardziej przypadkowa. Mimo to ani przez chwilę nie zawodzi – od albarnowskiego „Good evening… are you ready?”  do końca „The Universal” dwie godziny i dwie minuty później nie ma chwili, by kilkaset gardeł nie krzyczało w niebogłosy, ani jeden wers nie został wyśpiewany bez pomocy tłumu. 
 
Repertuarowo pojawiło się wszystko. Tylko „Think Tank” zostało potraktowane po macoszemu, ale łatwo to zrozumieć – to podczas sesji do tego krążka zespół opuścił Graham Coxon. Po reaktywacji razem grają tylko utwór, który zdążyli zarejestrować jako kwartet – „Out of Time”. Poza tym znalazło się miejsce i na britpopowy okres twórczości Blur (z wywołującym niesamowity wrzask „London Loves”, „For Tomorrow” i – czy trzeba dodawać? – „Song 2”), jak i eksperymenty. Szczególnie cieszy solidna, bo aż pięcioutworowa, reprezentacja „13”, ze świetnym wykonaniem zgrzytliwego „Trimm Trabb” na czele. 

Wykonawczo nie można się do niczego przyczepić – kto trawi nie-śpiew Albarna, będzie zachwycony. Kogo nie rusza – nawet nie wzruszy ramionami. Cieszy obecność świeżynki, „Under The Westway”, dziwi brak „Fool’s Day”, pierwszego utworu nagranego po zejściu się. Mimo wszystko „Parklive” najlepiej sprawdza się jako zestaw przebojów Blur. Świetne wykonanie, bardzo dobry dobór utworów i rewelacyjne reakcje publiczności plus nowy utwór stawia jednak tę płytę półpiętro wyżej, niż „All The People”. Dla fana rzecz obowiązkowa.
 

Autor: Michał Stachura

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close