niedziela , 4 Grudzień 2016
Home / Kultura / Muzyka / Nie podążać za utartymi regułami
fot.
(fot. )

Nie podążać za utartymi regułami

Jesteście dość mało znani w Polsce. Na dobry początek opowiedz może, skąd się wzięliście.
 
Nie wiem nawet, od czego zacząć. Z jednej strony aż tak długo nie istniejemy. Wszyscy poznaliśmy się w szkole, ale tylko kilkoro z nas tworzy zespół od początku. Wtedy nie mieliśmy ze sobą zbyt wiele wspólnego, ale zaczęliśmy grać razem, ale z biegiem czasu doszliśmy do brzmienia, którego szukaliśmy. Tak, czy owak, pod tą nazwą gramy krótko, jakoś od 2007, może 2008. Wtedy właśnie skład się ustatkował i od tego czasu dodaliśmy tylko paru muzyków. To w sumie wszystko.
 
Zawsze wiedziałeś, że muzyka to coś, co chcesz robić w życiu?
 
Kiedy byłem młodszy, od kiedy miałem pięć lat, interesowałem się rysunkiem. To była moja obsesja, robiłem tylko to. Ale gdy miałem jakieś 12 lat, odwiedziłem kumpla, który miał gitarę. Brzmiała okropnie, ale chwyciłem ją i od razu też chciałem taką mieć. Było w niej coś, co mnie wciągnęło i od tego czasu wiedziałem, że to jest to, co chcę robić. Swoją pierwszą gitarę dostałem na urodziny, od ciągłej gry kaleczyłem sobie palce.

Już wtedy bawiłeś się w psychodeliczne brzmienia?
 
Och, nie, wcale nie! Wiesz, byłem bardzo młody, podobało mi się to, co leciało w radiu i może parę rzeczy, których słuchała moja rodzina i przyjaciele. Na początku chodziło o granie samo w sobie, nie o pisanie piosenek, czy poszukiwanie brzmienia. Miałem chyba 15 lat, gdy zacząłem słuchać The Brian Jonestown Massacre, oni wszystko zmienili. Szukałem głębiej i zacząłem słuchać rzeczy, które inspirowały ich. To psychodeliczne brzmienie uderzyło mnie i wiedziałem, że tego szukam. Wtedy odkryłem jeszcze starsze rzeczy, słuchałem mnóstwo The Velvet Underground, zacząłem poznawać The Beatles, bardzo dużo Hendriksa, potem już rzeczy nie tak bardzo znane… ale wtedy urodził mi się pomysł, by brzmieć właśnie w ten sposób. Miałem wtedy 15 lat, więc musiało upłynąć trochę czasu, by je osiągnąć. Musieliśmy do tego dojrzeć.
 
Psychodela nie jest obecnie najpopularniejszym z gatunków, swoje tryumfy święciła w latach 60. i 70. Nie obawiacie się, że ludzie nie tęsknią za tą muzyką?
 
Uwielbiam brzmienie, do którego dążymy i muzykę, której słuchamy. Być może nie odnosi takich sukcesów, jak inne rodzaje muzyki, ale my robimy, co chcemy. Musisz podążać za tym, co kochasz, wtedy to będzie prawdziwe. W dodatku sam zauważyłem, że coraz więcej ludzi lubi taką muzykę, zdaje się, że wraca do łask, co może nam pomóc, ale nie tylko nam. Jest mnóstwo zespołów, bardzo dobrych zespołów psychodelicznych, które są dość trudne do znalezienia. Tu wkracza Internet, jako dobra rzecz, możesz sam szukać rzeczy, które lubisz, nie musisz już polegać na radiu, ani telewizji. Myślę, że mnóstwo ludzi lubi takie brzmienia, może po prostu się z tym nie afiszują.
 
Jest jakaś wiadomość, którą chcesz przekazać, pisząc piosenki?
 
Jeśli chodzi o moje teksty, to są dość osobiste. Piszę po prostu o tym, co jest dla mnie prawdziwe, co czuje. Ale gdy już wypuścisz piosenkę, przestaje być twoją. W momencie, gdy ktoś ja usłyszy i interpretuje na swój sposób, przez swoje doświadczenia. Wszystko znaczenie, w zależności od osoby, myślę, że to w porządku. Lubię zostawiać sprawę otwartą i dać ludziom zadecydować.
 
Na swojej oficjalnej stronie jest cała lista artystów, którzy mają na was wpływ. To raczej nieczęste, skąd taki pomysł?
 
Myślę, że to nie w porządku, udawać, że jesteś totalnie oryginalny i nikt cię nie inspiruje. Wielu artystów miało na mnie wpływ i nadawało kierunek temu, co robię. Mnóstwo z nich jest słabo znanych i kochając czyjąś twórczość i inspirując się nią, niedobrze byłoby udawać, że jej nie ma, trzymać ją tylko dla siebie. Przecież zasługują na to, by ich słuchać, tak, jak ciebie. Jeśli boisz się zdradzić swoje inspiracje, to może dlatego, że zbytnio się na nich wzorujesz? 
 
Waszą muzykę można pobrać za darmo ze strony wytwórni Flower Power Records. W czasach, gdy modne jest sprzedawanie praktycznie wszystkiego, wy rozdajecie swoje piosenki za darmo. 
 
Naszą muzykę można kupić . Jest na iTunes i w innych miejscach, więc jeśli chcesz za nią zapłacić – kupujesz ją, ale jeśli nie – ściągniesz ją za darmo z naszej strony. Jednym z powodów, dla którego ro zrobiliśmy to fakt, że teoretycznie po sprzedaniu tylko jednej płyty całość może wylądować w sieci i każdy będzie mieć do niej dostęp za darmo. Nie sądzę, by był sens z tym walczyć. Osobiście sam nie lubię płacić za coś, co nie jest namacalne, na przykład muzyka w postaci cyfrowej. Nie wydaje mi się, by w tej postaci była wydanych pieniędzy. Planujemy wydanie naszych nagrać na płytach winylowych, które będziemy sprzedawać, ale co do muzyki w sieci, to powinniśmy rozdawać ją, komu się tylko da i cieszyć się z tego. Jeśli ludziom wystarczająco się spodoba – kupią winyl. 
 
Nie mogę teraz nie spytać o twoje zdanie na temat wpływu Internetu na przemysłu muzycznego.
 
Myślę, że jest i zły, i dobry. Jest zły przez to, że ludzie mogą mieć praktycznie wszystko za darmo. Przynajmniej teraz, bo zdaje się, że zaczyna to się zmieniać. W tym samym czasie Internet pomaga nam i zespołom takim, jak my – młodym muzykom, którzy nie muszą już polegać na wytwórniach płytowych i mogą iść swoją drogą. Możesz w pełni kontrolować to, co stanie się z twoją muzyką, jaka ona będzie. Możesz sam promować swój zespół na dużą skalę, co wcześniej nie było możliwe bez wsparcia wytwórni, w tym Internet sprawdza się świetnie, ale też w pewnym sensie obniżył wartość muzyki przez możliwość darmowego ściągnięcia wszystkiego. My próbujemy wykorzystać to, co najlepsze z obu tych światów. Promujemy się za pomocą Internetu, jak tylko możemy, rozdając muzykę za darmo, ale też chcemy ją sprzedawać  – w tej właściwej, fizycznej formie. 

Na początku tego roku ukazał się wasz debiut, „Comatose”. Opinie słuchaczy były takie, jakich się spodziewałeś?
 
Tak, poszło naprawdę nieźle! Naczekaliśmy się na tę płytę i pod koniec chcieliśmy wydać ją jak najprędzej. Złożyło się na nią kilkanaście sesji nagraniowych trwających ponad rok. Nagrywaliśmy częściowo w opłaconym studiu, a częściowo u przyjaciela i nie szło nam. Było zbyt dużo opinii różnych ludzi dotyczących naszego brzmienia, które je psuło. Zbyt wiele kłótni o to, co powinniśmy zrobić, albo co chcieliśmy zrobić… W końcu odłożyłem trochę pieniędzy, kupiłem własny sprzęt i nagrałem oraz zmiksowałem materiał sam. Nie musiałem podążać za niczyimi pomysłami, ani utartymi regułami i czułem się z tym naprawdę dobrze. Przez to też zajęło to dobry rok, nim materiał był gotowy, bo zacząłem wszystko od zera. Za to teraz jesteśmy bardzo zadowoleni z brzmienia i reakcje na tę płytę również są świetne. Przez to, że udostępniliśmy tę płytę za darmo, zaczął tworzyć się wokół niej mały szum, teraz musimy ją w końcu wytłoczyć na CD. 
 
Czy jest jakiś utwór, z którego jesteś szczególnie dumny?
 
Całość. Zadbałem o to, by nie znalazło się na niej nic, czego byśmy nie chcieli. Kontrolowaliśmy wszystko dość dokładnie. Może wyróżniłbym ostatnią piosenkę, „Washout”. Nagrałem ją zupełnie inaczej, niż pozostałe. Użyłem innego brzmienia bębnów i bawiłem się nowym efektem gitarowym i otrzymałem niesamowity dźwięk. Jestem z tej piosenki naprawdę dumny, ale też z całego albumu. 

Skończyliście prace nad drugą płytą. Plany jej wydania nie kłócą się z zamiarem wydania debiutu w fizycznej formie?
 
Nie jesteśmy jeszcze pewni, co zrobimy. Istnieje pomysł, by spróbować wydać je w tym samym czasie. Właśnie skończyliśmy pracę nad drygą płytą, jakiś tydzień temu zakończyłem mastering… Wiesz, po tym całym długim wyczekiwaniu, nagrywaniu po różnych studiach, zaczynaniu od nowa i tak dalej, nie chcemy kazać ludziom czekać, chcemy od razu pokazywać rzeczy, które tworzymy. Wiesz, myślę, że jeśli czekasz zbyt długo z dzieleniem się swoją muzyką, możesz stać się w pewien sposób leniwy i „siedzieć” na niej, nic nie robiąc, bez nowych pomysłów. Jeśli cały czas wydajesz nowe rzeczy, cały czas jesteś na krawędzi, wymyślać coś nowego. To bardzo dobra sytuacja dla zespołu.
 
Druga płyta jest porównywalna do debiutu, czy to zupełnie coś innego?
 
Jest w tym samym duchu, nagraliśmy go trochę z biegu, nie zbieraliśmy piosenek przez rok, ani nic z tych rzeczy. Te utwory powstawały w małych odstępach czasu, więc są jakby jednym dziełem. Brzmienie jest cięższe, mocniejsze. Trudno mi to wyjaśnić, ale dla mnie ten album przede wszystkim to jedna część, jako całość. 

A kiedy się ukaże?
 
Jeśli chodzi o nagranie, album jest kompletny. Jeśli chodzi o wydanie go, damy ludziom jeszcze trochę czasu na przetworzenie pierwszej płyty i wydamy go późnym latem, może wczesną jesienią. W sumie będą to dwie płyty fizycznie – debiut i ta. Wrzesień, październik? Ten okres wydaje się być idealny. Musimy postarać się jeszcze o graficzną oprawę krążka. Z poprzednim spieszyliśmy się tak bardzo, że chyba zaniedbaliśmy nieco tę sferę. Teraz chcemy nad tym przysiąść i wyskoczyć z czymś naprawdę niezłym, a to może chwilę zająć. 
 
 
facebook.com/rocknoca

Autor: Michał Stachura

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close