Home / Kultura / Film / Zjadając własny ogon – recenzja
(fot. )

Zjadając własny ogon – recenzja

Tarantino w jednej ręce trzyma książkę do historii II Wojny Światowej. Do tego dokłada z kanonu spaghetti westernów i podlewa swoim wyjątkowym stylem. Co wyszło? Remake „Bękartów wojny” z 1978 roku o tym samym tytule. Film dobry, ale nie wybitny. W moim rankingu o kilkaset metrów nawet za słabym „Jackie Brown”.   

W czasach, gdy „po pierwsze, promocja” o takim filmie mówiło się i będzie się mówić. Chociażby z powodu wątku historycznego. Głupi odezwą się, że „to przecież tak nie było”, głupsi zaczną doszukiwać się spisku żydowskiego czającego się za kadrami filmu. A polska premiera obliczona na 11 września nie wzbudziła takiego szumu, jak przy okazji sierpniowego koncertu Madonny.  

Tylko świnie siedzą w kinie

Tarantino zrezygnował z mieszania w chronologii, ale z umieszczenia rozdziałów już nie. Akcja zaczyna się w 1941 roku podczas wymordowania rodziny francuskich Żydów. W kolejnym wątku porucznik Aldo Kaine (B. Pitt) organizuje amerykańsko-żydowski oddział „Bastards”, który ma plan zabicia ścisłego kierownictwa III Rzeszy z Adolfem Hitlerem na czele. W całą akcję zamieszani są także niemieccy dywersanci i Żydzi pragnący zemsty, Wszystko kończy się w paryskim kinie, gdzie zaplanowano zamach.

Niestety, kreatywny Tarantino zjada własny ogon. Tak bardzo był świadomy własnego stylu, że zapomniał o treści. Po staremu bawi się konwencją, montaż to główny smaczek filmu  Jest tarantinowska krew i długie dialogi. Wyrazisty Christoph Waltz w roli pułkownika Hansa Landy także się obronił. Reszta in minus, a długość filmu jest testem na przynależność do grona fanatyków Quentina. Pulp Fiction także trwał ponad 2 godziny, ale tam każdy wątek jest tematem na osobną historię, tutaj dialogi podpierają dłużące się rozdziały. A i tak wiadomo, że na końcu każdego będzie jatka.

„Bękarty wojny” to film tylko dla maniaków reżysera Pulp Fiction. Takich, którzy cytują wersety Ezechiela bez zająknięcia i wiedzą, jak się nazywał Ford Czarnej Mamby. Reszta kinomaniaków obejrzy ten film na własną odpowiedzialność.

Autor: Kamil Kwaśniak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close