poniedziałek , 5 Grudzień 2016
Home / Kultura / Film / Pod maską czai się bestia
fot.
(fot. )

Pod maską czai się bestia

Poza samochodem w filmie występują rzecz jasna bohaterowie, ale nie będę się silił na ich wymienienie. Sam Walt w każdej scenie zwraca się do nich wymyślając im nowe imię i dopiero pod koniec filmu sztuka zapamiętywania imion chińskich sąsiadów zostaje przez niego opanowana.

„Gran Torino” to film w reżyserii 79-letniego Clinta Eastwooda, który gra tutaj także główną rolę – Walta Kowalskiego, stąd to nawiązanie do westernów. Wcale nie bezpodstawne. Walt niemal bez przerwy ma przy sobie broń.

Młody, często niedomyty, posiadacz sześciostrzałowego colta Walt po wielu latach zamienia się w zgorzkniałego, uprzedzonego do wszystkiego i wszystkich weterana wojny w Korei. Nie lubię filmów z nim, generalnie nie lubię Clinta jako aktora. Jednak po obejrzeniu „Gran Torino” biję się w pierś, bo chyba dopiero teraz zobaczyłem to, co w Eastwoodzie widzą miliony. Przesadziłem? Nie sądzę. Rola Walta łączy w sobie cechy chyba wszystkich bohaterów do tej pory granych przez Clinta. Perfekcyjna do bólu, a ból w filmie nastąpi, ale o tym ciiii, by niczego nie zdradzić. Eastwood jest tutaj po prostu jak tytułowy Ford: Gran Torino z 1972 roku. Tego nie widać, ale czuć, że pod maską kryje się bestia.

Można zadać sobie pytanie, co wyjdzie z takiego połączenia. Z jednej strony weteran wojny, uprzedzony do wszystkiego, do czarnych, do białych, do żółtych i do kościoła. Z drugiej strony natomiast rodzina chińskich emigrantów. Może z tego wyjść naprawdę niezły film w treści którego znajdziemy wszystko. Bohaterstwo, dziwną przyjaźń, odpowiedzialność, honor, zemstę która prowadzi do sprawiedliwości. Dodajmy do tego jeszcze rodzinę Walta, księdza z jego parafii, wiele przypadkowych spotkań z różnymi ludźmi. Wymieszajmy to razem i dajmy Clintowi by to wszystko uporządkował. Jako reżyser na pewno nie miał łatwego zadania. Poradził sobie z nim rewelacyjnie. Zarówno przed jak i za kamerą.

Wiem, jak na recenzję, mało w tym tekście o filmie. „Gran Torino” nie jest filmem do streszczania, do opowiadania. To film do zobaczenia i do zrozumienia. Eastwood nosi tutaj broń i nawet z niej korzysta, ale to nie jest kolejna produkcja, do której można doczepić podtytuł „sześciostrzałowy Clint”.

Autor: Mateusz Stawecki

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close