Home / Informacje / Rozmowa na 96 fm / Opowieść wigilijna [opowiadanie]
fot. archiwum
Święta coraz bliżej (fot. archiwum)

Opowieść wigilijna [opowiadanie]

Piotr siedział w pełnym przedziale pociągu do Warszawy. Na dwa dni przed świętami kierownictwo wysłało go, na bardzo ważne i jak zawsze niezbędne szkolenie. Nie był z tego powodu szczęśliwy. O wiele bardziej chciałby spędzić te ostatnie dni w biurze, pracując spokojnie i ciesząc się na zbliżające święta, które miał spędzić z rodzicami i siostrą. Niestety, nie miał wyjścia i teraz podążał do stolicy wpatrując się znudzonym wzrokiem w krajobraz za oknem. Wyjechał już o świcie, nie chcąc się spóźnić. Na miejscu miał zgłosić się już dziś po południu, bo na wieczór przewidziane były początkowe zajęcia. Zapowiadała się długa i nużąca droga. Przymknął oczy, wsłuchując się w monotonny dźwięk jadącego składu. Oparł głowę o zagłówek fotela i w końcu zasnął.

Dotarł na miejsce spóźniony tylko kilka minut. Na dworze zrobiło się już ciemno i jeszcze mroźniej. Wciąż padał śnieg, pokrywając wszystko białym puchem.  Z dworca wziął taksówkę, za którą sporo przepłacił. Na szczęście hotel okazał się przytulny i niezbyt duży, co go bardzo ucieszyło. Zameldował się szybko i wskoczył pod prysznic, żeby odświeżyć się przed początkowymi zajęciami.

Kolejne dwa dni minęły mu dość szybko, na niezliczonej ilości wykładów, przeplatanych przerwami na kawę i posiłki. Wieczorem, po kolacji odbywały się rozmowy branżowe, przy udziale dość sporej ilości alkoholu. Czuł się wycieńczony i zmęczony. Myślał tylko o wyjeździe i spokojnej drodze do domu.

Wybiła szósta rano 24 grudnia. Odezwał się natarczywy alarm telefonu. Wstał ociężale z łóżka, trzymając się za głowę. Powrotny pociąg miał za dwie godziny. Nalał sobie wody i połknął dwie tabletki paracetamolu. Czuł się koszmarnie i nie miał ochoty nawet na śniadanie. Umył się i zaczął szybko pakować, żeby jak najszybciej stąd odjechać.

Godzinę później stał przy kasie biletowej i kupował bilet z rezerwacją. Na dworcu kręciło się mnóstwo zniecierpliwionych podróżnych i sporo stałych bywalców. Jeden z nich, niski, łysawy mężczyzna, ubrany w zieloną kurtkę stanął przy nim i wyciągnął rękę.

– Panie, dołóż pan do biletu – wymamrotał niewyraźnie.
Piotr ledwo na niego spojrzał i odszedł bez słowa. Z biletem w ręce skierował się do najbliższego dworcowego baru, żeby przeczekać czas do odjazdu. Zamówił kawę, rogala i usiadł przy stoliku w kącie. Po chwili dostrzegł jak mężczyzna, który go niedawno zaczepił gramoli się do stolika obok. Nieznajomy sapał, prychał i ciągle się wiercił, przy okazji popijając napój z kubka. Po piętnastu minutach jednak zakończył wizytę i wyszedł.

Piotr odetchnął z ulgą i spojrzał na zegarek. Pozostało mu zaledwie dwadzieścia minut. Powoli  wstał i zaczął się ubierać. Złapał się odruchowo za lewą kieszeń płaszcza.
– O cholera! Gdzie mój portfel?! – zaklął wystraszony.
Zaczął nerwowo przeszukiwać garderobę i torbę. Zrobiło mu się gorąco, a na czole poczuł krople potu. Po kilku minutach złapał bagaż i prawie biegiem wypadł na hol dworca. Zaczął rozglądać się dookoła. W końcu wyszedł na podjazd dworca, gdzie pomimo zakazu wszyscy palili papierosy. Chwilę się przyglądał, aż w końcu zauważył przy jednym z filarów mężczyznę w zielonej kurtce. Gdy powoli podchodził w jego stronę, tamten nagle ruszył szybkim krokiem w przeciwnym kierunku. Piotr zaczął coraz szybciej iść, a później puścił się za nim biegiem.
Po krótkim pościgu zdołał zatrzymać mężczyznę.
– Gdzie mój portfel? – zagrzmiał zdyszanym głosem.    
Bezdomny skulił się w sobie i spuścił wzrok. Jedną dłonią sięgnął do kieszeni.
– Przepraszam, ale strasznie chce mi się jeść. Nic nie miałem w ustach od dwóch dni – mówił powoli, oddając skradziony przedmiot.
– To nie powód, żeby mnie okradać! – krzyczał Piotr zdenerwowany całą sytuacją.
Cieszył się, że odzyskał wszystkie dokumenty i pieniądze, ale zupełnie nie rozumiał sytuacji i motywacji człowieka, który stał teraz przed nim. Spojrzał na niego w świetle latarni i zamyślił się. Bezdomny trząsł się z zimna, a strąki jego nielicznych włosów porywał mroźny wiatr.
Piotr po chwili spojrzał na zegarek. Stwierdził, że pociąg do domu już mu odjechał, a na następny będzie musiał poczekać kilka godzin.
– Jesteś głodny? – zapytał.
Mężczyzna w prochowcu potakująco kiwnął głową.
– Masz z kim spędzić wigilię?
– Nie.
– No to idziemy na wyżerkę. Mam nadzieję, że opowiesz mi o sobie.

Autor: Marcin Radwański

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close