niedziela , 11 Grudzień 2016
Home / Kultura / Film / “22 Jump Street”, czyli ABC udanego sequela
22 Jump Street - plakat (fot. mat. prasowe)

“22 Jump Street”, czyli ABC udanego sequela

Pomysł na powrót na Jump Street jest piękny w swojej prostocie i zawiera kilka elementów, które umiejętnie wymieszane dają efekt w postaci jednego z najlepszych sequeli ostatnich lat. Całość udało mi się zamknąć w poniższym abecadle (delikatnie naciąganym i wybrakowanym), które ukułem podczas seansu.

A jak aktorzy – Channing "Czajnik" Tatum i Jonah "Prawie-Dostałem-Oscara" Hill to idealny duet oparty na najprostszym schemacie: gruby, brzydki i oczytany vs. przypakowany, tępy z krzepą. Taki Flip i Flap XXI wieku. Chemia między aktorami wycieka z każdej sceny. Widać, że chłopaki czują się świetnie w swoim towarzystwie i wspólna gra daje im mnóstwo frajdy. Drugie, ale jakże ważne, skrzypce gra dalszy plan, doskonale uzupełniający skład. Wtop aktorskich nie zanotowano.

B jak bromance/buddy movie – trzecia część "Szklanej Pułapki", dylogia "Bad Boys", cztery odsłony "Zabójczej Broni" – wszystko co dobre w tych filmach znajdziemy też tutaj. Duet Jenko/Schmidt czerpie garściami z kanonicznych, ekranowych bromance'ów i dodaje swoje trzy grosze. Miejsce w panteonie najciekawszych reprezentantów buddy movie gwarantowany.

C jak czajnik – Tatum zaczyna (wbrew swojej fizyczności) wyrastać na doskonałego aktora komediowego. Bawi się wizerunkiem i nie stroni od autoironii. Poza tym ma udział w dwóch najlepszych scenach filmu, po których sala wybuchła śmiechem, jakiego w kinie dawno nie słyszałem.

D jak dystans – największy atut "22 Jump Street" i najważniejszy składnik sukcesu. Twórcy oraz bohaterowie niemal mówią wprost do widza: "wiemy, że to sequel i wiemy, jakimi prawami się rządzi i mamy to gdzieś". Podteksty, drugie dno, sarkazm i krytyka hollywoodzkich tasiemców – puszczania przysłowiowego oka jest tu mnóstwo i tylko powtórny seans pozwoli znaleźć je wszystkie.

E jak efekt zaskoczenia – pierwsze "Jump Street" pojawiło się trochę znikąd. Niespodzianka, jaką ten film zrobił widzom, producentom i krytykom, sprawiła, że oczekiwania wobec kontynuacji były spore. Bałem się, że twórcy pozbawieni efektu zaskoczenia stracą swoją najmocniejszą kartę. Jak się okazuje, mieli w zanadrzu jeszcze całą talię zaskoczeń.

I jak Ice Cube – dopiero druga część wykorzystuje potencjał, jaki nosił w sobie kapitan głównych bohaterów. Tutaj dostaje większe pole do popisu, a jeden z zabawniejszych zwrotów fabularnych to jego zasługa.

J jak Jonah Hill – nominacje do Oscara na szczęście nie zepsuły rubasznego aktora. Wciąż potrafi śmiać się ze swojej postury i wciąż jest skarbnicą kosmicznych dialogów. W "22 Jump Street" oddaje trochę pola gry kolegom z planu, ale to wciąż mocny punkt programu.

K jak komedia – Michael Bacall, Oren Uziel, Rodney Rothman – to trio odpowiedzialne za scenariusz i większość gagów w filmie. Nie wiem, jak wyglądała pracy tej ekipy, ale mam wrażenie, że spora ilość średnio legalnych "zmieniaczy" świadomości towarzyszyły podczas tworzenia kolejnych gagów. Takich rzeczy nie można przecież wymyśleć na trzeźwo!

P jak popkultura – odniesień do niej są tu setki. Jest powrót do klasycznego, telewizyjnego Jump Street. Są nawiązania do "Spring Breakers" (patrz niżej), pojawia się nawet Seth Rogen. Reszty z obawy przed spoilerem wyliczać nie będę.

S jak Spring Breakers – wciąż nie wiem jakim cudem, ale film "Spring Breakers" paru osobom się podobał. Ba! Niektórzy widzą w nim filozoficzne przesłania na temat XXI wieku: że wpływ gier na młodzież, że przemoc, że bla, bla, bla… "22 Jump Street" radzi sobie z wiosenną przerwą po swojemu, za co twórcom dziękuję.

T jak trylogia – chyba nikt nie ma wątpliwości, że po sukcesie, jaki film osiąga na całym świecie (ponad 90 mln $ na chwilę obecną), producenci już zacierają łapska na trzecią część "Jump Street". Przerażonych tą wizją uspokajam i polecam zobaczyć, co się dzieje po napisach.

W jak Wietnamski Jezus – najpierw był Koreański, teraz jest Wietnamski. Co tu dużo pisać – twórcy dbają o poprawność polityczną. "22 Jump Street says no to racism"?

Z jak zajebistość – to słowo idealnie oddaje, czym "22 Jump Street" ocieka. Za wszech miar udana kombinacja komedii i akcji, która bawi się konwencją w sposób niemal kaskaderski i na skalę dotąd niespotykaną. Oczywiście wciąż mamy tu żarty z ligi kloacznej, ale wszystko utrzymane jest w ryzach, tylko delikatnie zahaczając o cienką granicę dobrego smaku. Trzeba też pamiętać, że to tylko (i aż zarazem) rozrywka i odkrywczości w niej za grosz. Nie jest to jednak film głupi. Wprawny i spostrzegawczy widz znajdzie tu coś dla siebie, a ten mniej wymagający rozkoszować się będzie kolejnymi gagami i wybuchami (w tej części wybucha niemal wszystko). Od dziś w słownikach i encyklopediach całego świata pod hasłem "zajebistość" znajdziemy prostą definicję: "22 Jump Street"!

Autor: Paweł Hekman

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close