SPORT:

Sukces zielonogórskiego tenisisty w USA!

„Polak robi karierę za oceanem!” – takie zdania słyszeliśmy już wielokrotnie. W przypadku Arnolda Kokulewskiego, zielonogórskiego tenisisty można powiedzieć, że zrobił furorę za oceanem, bo wraz z kolegami zwyciężył w prestiżowych rozgrywkach NCAA, drugiej dywizji.

21-latek wybrał inną drogę tenisowego rozwoju niż wielu jego rówieśników. Postawił na Stany Zjednoczone, studia i naukę tam oraz grę w rozgrywkach NCAA. Jako amator. Studiujący za oceanem sportowcy, którzy reprezentują swoje uczelnie, nie mogą mieć profesjonalnych kontraktów i pobierać wynagrodzenia. Arnold Kokulewski trafił do Columbus State University w Atlancie, gdzie oświadczono mu, że w tenisie dla tej uczelni liczy się tylko… zwycięstwo. NCAA, to organizacja, która zrzesza szkoły wyższe w Stanach Zjednoczonych. Organizuje ligę w różnych dyscyplinach sportu. Rozgrywki cieszą się dużym zainteresowaniem.

Mecz składa się z dziewięciu gier. Ktokolwiek wygra pięciokrotnie, mecz jest kończony. Ściągnięto mnie jako specjalistę od debla, ale trener zaangażował mnie także w singlach.Arnold Kokulewski

W finale drużyna Kokulewskiego pokonała drużynę z uniwersytetu w Miami, mimo, że w rundzie zasadniczej dotkliwie poległa.

Cały sezon zastanawialiśmy się jak ich pokonać. Poprzestawialiśmy zestawienie, porobiliśmy zmiany, które okazały się dobre. Mam wielki szacunek do trenera, bo to jest potężny umysł, jeżeli chodzi o sport. Ten mecz przeszedł do historii jako „old-time classic”.Arnold Kokulewski

Mecz trzymał w napięciu do samego końca. Uczelnia Kokulewskiego przegrywała już 2:4, by ostatecznie wygrać 5:4.

Ja wygrałem swój mecz singlowy na 4:3 i ostatnie mecze wygrali nasi zawodnicy. To były mecze 3-setowe.Arnold Kokulewski

Jak studiuje się za oceanem? Jak wygląda tenisowa droga Arnolda Kokulewskiego i jakie ma plany na przyszłość? O tym w rozmowie poniżej.

Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl+Enter.

Zobacz więcej
Back to top button
X

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: