ZIELONA GÓRA:

Znany na świecie, zapomniany w mieście [Nieznana Zielona Góra]

W Grünbergu „miasteczku […] dość oddalonym od świata i kultury” 200 lat temu urodziła się postać największego intelektualnego formatu filozofii i literatury jakim był Rudolf Haym. Znany na całym świecie, zapomniany w dzisiejszym mieście…

Historia protestanckiej Haymów w Grünbergu rozpoczyna się w 1819 roku, kiedy to Johann Gottlieb Hayn otrzymał nominację na konrektora (szkoły miejskiej przy dzisiejszej ul. Lisowskiego). Wraz ze swoją narzeczoną guwernantką wprowadził się do budynku szkolnego zajmując jedno z mieszkań. Rudolf urodził się 5 października 1821 roku w budynku szkolnym.

W mieście ukończył podstawowe nauczanie, a po opuszczeniu grünberskiej szkoły podjął naukę w Kőllnische Gymnasium w Berlinie, które „zgodnie z wola ojca” miało go przygotować do roli teologa. Niestety Rudolf nie był dobry z przedmiotów ścisłych, a pod wpływem jednego z nauczycieli zaczął interesować się twórczością Ghoethego. Zaczął interesować się historia literatury, a następnie zainteresował się twórczością Hedera oraz zgłębiał nauke łaciny. Szkołę ukończył z wyróżnieniem i podjął nauk,ę na studiach teologicznych w Halle. W tym czasie przyłączył się do Burschenchaftów, czyli zwolenników utworzenia „jednolitego państwa, demokratycznej konstytucji i zagwarantowania w niej praw obywatelskich”. Następnie podjął studia filologiczne w Berlinie, gdzie zagłębiał się w działa m. in. Platona i Hegla. W styczniu 1843 roku obronił doktorat, a następnie podjął prace w gimnazjum do którego wcześniej jako młody chłopak uczęszczał oraz jako wykładowca w szkole handlowej. W 1848 roku został członkiem Parlamentu Frankfurckiego, a od 1866 roku był posłem parlamentu pruskiego. W 1873 roku został rektorem Martin-Luther-Universität Halle-Wittenberg. W międzyczasie redagował także czasopismo zwolenników narodowego liberalizmu i zjednoczonego niemieckiego państwa pt. „Prussicher Jahbrucher”.

Haym był jednym z najważniejszych literaturoznawców swoich czasów. Jego biografia Schopenhauera budziła wiele kontrowersji, a pozostałe prace naukowe do dziś uważane są za „arcydzieła badań biograficznych”. Dzięki swojej pracy i wnikliwości w 1900 roku został przyjęty jako członek Pruskiej Akademii Nauk.

Pod koniec swojego życia postanowił napisać swoja autobiografię, która została wydana po jego śmierci w Berlinie pt. „Moje życie. Wspomnienia”. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że pisał tam o czasach swojego dzieciństwa w Grünbergu! Wspomnienia są o tyle ciekawe, że opisy miasta są nadzwyczaj niespotykane. Został opisany m. in. budynek szkoły przy ul. Lisowskiego:

Domem moich narodzin był wielki budynek szkolny, w którym znajdowały się cztery mieszkania nauczycielskie, cztery klasy miejskiej szkoły oraz dwa mieszkania dla pierwszego i drugiego duchownego ewangelickiego. W pierwszym wejściu na parterze znajdowało się mieszkanie subrektora, a na piętrze mieszkanie mojego ojca, konrektora. Drugie wejście prowadziło do mieszkającego niżej kantora, mieszkającego wyżej rektora i równocześnie do dwóch niższych i dwóch wyższych klas. Pastor i pastor primarius mieli dwukrotnie większe mieszkania niż nauczyciele, dodatkowo z osobnymi wejściami. Na placu rosły piękne stare kasztany, najpiękniejsze zaś przed drugim wejściem. Jedynie przed naszymi drzwiami zamiast kasztana znajdował się słup latarni i duży plac zabaw. Na tym zazwyczaj mało ruchliwym placu tylko w dni targowe zatrzymywał się wóz rozwożący chleb. Za budynkiem (aż do mieszkań pastorów, z których jedno miało z tyłu osobne większe podwórko, drugie zaś podwórko i duży ogród) znajdował się duży i szeroki dziedziniec szkolny, który uszczuplono jeszcze o parę ogródków. Nieco większy ogródek, do którego można było jednak dojść tylko przez drewutnię oficyny, przypisano do mieszkania mojego ojca i był on przez niego uprawiany z troskliwą starannością. Dwie ściany tych ogródków były grube od porastającego je bluszczu i często musiały cierpieć, gdy bluszcz potrzebny był gdzie indziej. Ściana trzecia, podłużna, podpierała rząd winorośli i znajdowała się pod szczególną opieką ojca. Wreszcie dolną granicę formował płot obrośnięty malinami, agrestem i porzeczkami. Na grządkach posadzone były warzywa, przede wszystkim sałata. Wysokopienne róże, tulipany, szczególnie zaś goździki, ulubione kwiaty ojca, składały się na kwietnik. Ogródek wyglądał całkiem porządnie i czysto. Pośrodku zaś ściany porośniętej bluszczem stała altanka z napisem “Zacisze”, tutaj od czasu do czasu jadano w letnie wieczory. Szczególnym przywilejem było przeniesienie tam prywatnych lekcji. Spoglądało się ponad tamtymi płotami na drugą stronę na wielką łąkę i dalej, na ulicę i za nią na kolejne łąki z wielkimi orzechami. To także składało się na otwarty, zielony widok z okien naszej izby, przed którą ponadto wyrastała na szkolnym dziedzińcu wysoka grusza. Tak był położony podłużny, masywny budynek szkoły, na zupełnie otwartej przestrzeni i w zieleni.

W innym fragmencie swojej autobiografii Haym wspomina jak wyglądało miasto na początku XIX wieku.

Wyglądając z naszej izby od frontu widziało się wysoką i smukłą wieżę ratuszową na pobliskim rynku, a także nowo zbudowaną, dopiero w moich latach chłopięcych, wieżę kościoła ewangelickiego, słyszało się uderzenia dzwonów z obydwu wież tak mocno, że nawet dla lekcji szkolnych nie potrzeba było żadnego innego zegara. Całe miasteczko leżało na otwartej i zielonej przestrzeni. Jego nazwa była więc właściwa. Wieniec obsadzonych winoroślą wzgórz opasał miasto. Widziałem żyźniejsze i wspanialsze okolice, ale nie widziałem milszego spłachetka piasku, na którym obok winnego krzewu rosły sosny, ani krainy położonej na wzgórzach, w której winnicach rosły drzewa owocowe, pomiędzy posiadłościami szerokie trawniki, krainy wprost stworzonej do spacerowania, urozmaiconej widokiem wielu większych, mniejszych i zupełnie małych drewnianych domków winiarskich. Że były tam jeszcze pola kartofli i zbóż, mało mnie to obchodziło.”

Haym opisał nie tylko samo miasto. Skupił się także na najbliższych okolicach i terenach odwiedzanych przez siebie, gdyż często chodził na spacery i wycieczki. Dlatego opisywał je tak:

Ścieżki naszych spacerów prowadziły albo do winnicy zaprzyjaźnionego właściciela, bądź do “Vorwcrk”, bądź do “Rohrbusch”, gdzie między winnymi wzgórzami utrzymał się las i zarośla, albo do kilku młynów ukrytych zupełnie w lesie nad strumyczkiem i stawem. Nie wszystkie te spacery wspominam równie miło, często podczas nich brakowało mi tych z kolegów, których rodzice mieli inną pozycję społeczną niż moi. Ale chętnie sam towarzyszyłem ojcu, także wtedy, gdy rozpoczętą w domu lekcję prowadził dalej po drodze. Najważniejszy był jednak coroczny spacer z okazji urodzin ojca 31 sierpnia, na który szła cała klasa, zazwyczaj tylko do Rohrbusch, bądź wyjątkowo do oddalonego o ponad milę Lasu Odrzańskiego, wspaniałego dębowego lasu, gdzie po raz pierwszy był mi dany widok wielkiej rzeki. Obrazy tych spacerów poza miastem, uważam, tkwią w moich myślach mocniej niż obrazy mej nauki.”

Ciekawostką jest także opis dotyczący wspomnień ówczesnych mieszkańców miasta. Można wysnuć opinię jakie zdanie miał o tamtejszych grünberczykach autor:

Atmosfera w naszym mieście nie była bynajmniej czysta. W samych tylko rodzinach o lepszej pozycji stosunki układały się co najmniej pomyślnie. Pewna lekkość życia, swoboda obyczajów panowały jednak z góry do dołu. Nieprzystojne opowieści, roznoszone przez małomiasteczkową pasję do plotkowania, docierały także zbyt często nawet do uszu chłopców. Później dopiero zostało mi uświadomione, jak rozprzestrzenił się upiór nieczystości, jak wielka była tolerancja w tych sprawach. Brak wykształcenia u większości, brak wyższych zainteresowań duchowych, nuda prowincjonalnego miasta były tym, co ponosiło winę za niski poziom moralny.”

Ówczesna Zielona Góra była jego miastem narodzin i młodości. To właśnie tutaj ukształtował swoje poglądy oraz osobowość. Znany na całym świecie i należący do największych krytyków XIX-wiecznej filozofii niemieckiej w mieście jest jedynie ledwie zauważony, a jego biografia, choć z błędami, ukazała się tylko w jednej książce…

Przy pisaniu niniejszego tekstu wykorzystano wspomnienia Hayma znajdujące się w tekście autorstwa dr A. Janczys, T. Mroza, pt. „Rudolf Haym (1821-1901) i jego zielonogórskie korzenie” [w:] Studia Zachodnie, nr 11, Zielona Góra 2009.

Źródła:
-opracowania własne;
-A. Janczys, T. Mroza, pt. „Rudolf Haym (1821-1901) i jego zielonogórskie korzenie” [w:] Studia Zachodnie, nr 11, Zielona Góra 2009.
-J.P. Majchrzak, Rudolf Haym (1821-1897), {w:] Znani zielonogórzanie XIX i XX wuieku, t. 2, red. H. Szczegóła, Zielona Góra 1996;
-https://www.biografie-niemieckie.pl/rudolf-haym
-www.catalogus-professorum-halensis.de/

 

Tekst:
dr Grzegorz Biszczanik – historyk, filokartysta, znawca dziejów Zielonej Góry

Budynek dawnej szkoły w której urodził się Rudolf Haym. Pocztówka z początku XX wieku. Zbiory własne
Rudolf Haym w 1847 roku. Źródło podane na zdjęciu
Rudolf Haym jako rektor uczelni w Halle. Źródło podane na zdjęciu
Budynek dawnej szkoły w której urodził się Rudolf Haym. Widok współczesny. Fot. własne
Budynek dawnej szkoły w której urodził się Rudolf Haym. Widok współczesny. Fot. własne
Zobacz więcej
Back to top button
0:00
0:00
X