ZIELONA GÓRA:

Bohaterowie drugiego planu. Bliscy medyków w obliczu pandemii

Doceniamy medyków za heroiczną walkę z koronawirusem. Są jednak wśród nas także bohaterowie drugiego planu – członkowie ich rodzin, przyjaciele i znajomi. Wspierają personel medyczny, a czy sami potrafią zachować spokój w kryzysowej sytuacji?

– Boimy się wszyscy. Mój strach wpisany jest w moją pracę. Wy boicie się o mnie i to jest nieporównywalnie trudniejsze – to słowa lekarza i szefa zielonogórskiego SOR-u, Szymona Michniewicza skierowane do najbliższych.

Wiem, że za codziennym uśmiechem często kryje się duży niepokój. Wiem, że zdejmując ze mnie codzienność, wzięliście te obowiązki na siebie. Chciałbym wam bardzo podziękować. Chciałbym podziękować wszystkim bohaterom drugiego planu – naszym rodzinom, znajomym, przyjaciołom. Wszystkim, dzięki których wsparciu możemy być tu, gdzie dziś musimy być.

Agnieszka Kaszubska, żona ratownika medycznego, zwraca uwagę, że medycy doświadczają trudnych sytuacji na co dzień. Zawsze był to zawód wysokiego ryzyka, ale teraz jest ono dużo większe.

Za każdym razem, jak mój mąż wychodzi do pracy, myślę o tym, czy wróci, czy może wróci za dwa tygodnie, bo będzie musiał być objęty kwarantanną. Czy być może jeszcze dłużej się nie zobaczymy. Każdy dyżur jest obarczony taką sytuacją. Potrafię co jakiś czas zadzwonić, czy wszystko jest OK i czy wszystkie wyjazdy były na tyle bezpieczne, że zobaczymy się wieczorem. Chyba najbardziej boimy się tego, że ktoś nie będzie wobec ratowników szczery. Że któryś z pacjentów nie będzie na tyle szczery, by móc spowodować, że mój mąż będzie mógł zastosować środki ochrony bezpośredniej. I że one będą na tyle bezpieczne, że wróci do domu.

Medycy i ich najbliżsi wspierają siebie nawzajem. Zdarzają się jednak przykre sytuacje. – Słyszałam o tym, że innych ratowników stygmatyzują. Nie wpuszczając do sklepu, bo są na pierwszej linii frontu i są najbardziej narażeni na koronawirusa. My na szczęście nie spotkaliśmy się z takimi zachowaniami – mówi Agnieszka Kaszubska.

Rodziny medyków korzystają też z pomocy psychologów. Jak uważa specjalista Robert Piela – często po to, by nie obciążać bliskich swoimi zmartwieniami.

To się bardzo dosłownie pojawia w rozmowach. Mówią, że dzwonią do nas dlatego, by nie ujawniać tego swoim najbliższym, którzy wracają z SOR-u, z pogotowia, ze szpitala. Nie czują, że mogą dodatkowo ich obciążać. Mówią: nie teraz, nie w tym czasie, nie mogę mu dołożyć, nie mogę jej dołożyć. Szukają gdzieś na boku kogoś, kto jest w stanie ich wysłuchać bez potrzeby obciążania drugiej osoby w domu.

Z bezpłatnej i anonimowej pomocy psychologicznej można skorzystać, dzwoniąc na numer 605 633 859.

Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl+Enter.

SKOMENTUJ ARTYKUŁ

Tagi
Zobacz więcej
Back to top button
Close
X

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: