Home / Sport / Żużel / Zrób to jak Falubaz
fot. Mateusz Kucza
(fot. Mateusz Kucza)

Zrób to jak Falubaz

Prawdziwa psychoza zapanowała w kraju nad Wisłą i szybko rozprzestrzeniła się poza jego granice. Dźwięk telefonu budził postrach na miarę słynnej czarnej Wołgi. Jak grzyby po deszczu zaczęły mnożyć się oskarżenia o spiskowanie z Duńczykiem, czyli podjęcie jakichkolwiek rozmów na temat jego ewentualnego zatrudnienia. Zielona Góra, Toruń, Rzeszów, Bydgoszcz… – czarna lista rozrastała się z dnia na dzień. Najpierw pomówieniom zaprzeczył prezes Dowhana, później prezes Stępniewski, ale za to oferta pani prezes Półtorak okazała się czymś więcej niż tylko wyssaną z palca bajką. Czy podjęte ryzyko będzie opłacalne? Rzeszowianie może i zyskają mistrza świata, ale z pewnością zostaną okrzyknięci zdrajcami na miarę Judasza, którzy zadali śmiertelny cios krucjacie na rzecz uwolnienia polskiej ligi od pazernych karierowiczów.

Nie ma jak w Zielonej Górze…

W Zielonej Górze jak zawsze musiano zrobić z czegoś z igły widły. Jak zawsze, kiedy cierpimy na niedosyt nadmiernych emocji. Ponieważ pierwsza kolejka ich nie przywiozła, a właściwie to Włókniarz nie przywiózł w swoim składzie ani Pedersena ani Hancocka, dziurę postanowiono załatać w inny sposób. I zamiast budzić emocje na torze Duńczyk wystąpił w teatrzyku wystawionym przez działaczy naszego klubu.

Może to i dobrze, że w klubie działają ludzie, który potrafią stale utrzymywać zainteresowanie Falubazem. I to nie tylko w województwie, ale i w całej Polsce. Dywagowano kogo należałoby ładnie poprosić żeby zrezygnował z Grand Prix – Walaska czy Lindgrena, ile weźmie Pedersen za rok startów i dlaczego prezes Dowhan je z nim zupę pomidorową. Dobra strategia marketingowa to jest to! Zwłaszcza, jeżeli żużlowcy najpierw nie wzbudzają emocji na torze a później rozleniwiają się przed telewizorem w czasie świąt.
       
Na przystawkę Walas, na główne – Stal

Za to w maju narzekać nikt chyba nie będzie mógł. Na przystawkę Grzegorz Walasek powalczy w Grand Prix Europy w Lesznie. Za kapitanem Falubazu pojedzie z pewnością połowa Zielonej Góry. Sam „Greg” nie zakłada rewelacyjnych i powalających na kolana wyników, ale fani widzą to inaczej i mocno trzymają za niego kciuki. Bo kto jak to, ale on na sukces na pewno zasługuje. Tak samo jak reszta naszej drużyny, która 24 maja stanie oko w oko z dziećmi prezesa Komarnickiego. Czy będzie to wielkie widowisko nie wiem, ale emocje z cała pewnością będą wielkie. A nad wszystkim będzie czuwał nie kto inny jak słynny „ojciec – prezes”. 
 

Autor: Krystyna Górnicka

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close