Home / Sport / Żużel / Junior najlepszy – coś nie tak
(fot. )

Junior najlepszy – coś nie tak

Większość kibiców, która w niedzielny wieczór wybrała się na spotkanie z Unibaxem liczyła na obejrzenie dobrego widowiska. Niektórzy cicho mówili, że mamy być pierwszą drużyną, która pokona Torunian na wyjeździe. O ile pierwszy i drugi bieg przyniosły nadzieję na zwycięstwo (Zengota przyjeżdża pół prostej przed pretendentem do IMŚJ, Chrisem Holderem a Dobrucki zwycięża z parą Kościecha – Miedziński), to następne były jedną wielką tragedią, której nie powstydziliby się nawet greccy mistrzowie. Całkowita bezradność Fredrika Lindgrena i Nielsa K. Iversena to coś, do czego w tym sezonie zdążyliśmy się przyzwyczaić. Jednak to, co pokazał na torze Grzegorz Walasek sprawiło, iż kibice zastanawiali się, czy to na pewno nasz kapitan jedzie w tym meczu. Słabo zaprezentował się Piotr Protasiewicz, choć w niektórych wyścigach starał się nawiązać walkę z zawodnikami gości. Powracający na tor po kontuzji Rafał Dobrucki wygrał dwa wyścigi, co na tle pozostałych seniorów było całkiem niezłym wyczynem.

Falubaz, why?

Jedynym jasnym punktem naszej drużyny był Grzegorz Zengota, który, jeżeli nie przeszkadzali mu koledzy, rywalizował jak równy z równym z zawodnikami Unibaxu. Jednak jak powiedział kiedyś trener Marek Cieślak: „jeżeli w drużynie najlepszy jest junior to znaczy, że coś jest nie tak”. Zielonogórscy zawodnicy, pomimo wygranych startów nie potrafili utrzymać prowadzenia dalej niż do pierwszego łuku, gdzie najczęściej w widowiskowy sposób objeżdżali ich wicemistrzowie Polski. W niedzielę oglądaliśmy podobne sceny jak podczas meczów z Lesznem i Częstochową. Nie wiadomo jednak, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. O ile w poprzednich razach zawodnicy zrzucali winę na stan toru, to tym razem stwierdzili, że była dobrze przygotowana. Atmosfera w drużynie chyba też była całkiem inna – żużlowcy przed meczem wyszli razem na tor, rozdawali autografy. Przyczyn porażek nie potrafi nikt wytłumaczyć – ani prezes, ani trener ani tym bardziej zawodnicy. Sytuacja jak w czeskim filmie – nikt nic nie wie.
 
Autor: Weronika Górnicka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close