niedziela , 4 Grudzień 2016
Home / Sport / Pozostałe / Amerykański delfin, błyskawica z Jamajki i… czyli kto błyszczał na IO
fot. www.olympic.org
(fot. www.olympic.org)

Amerykański delfin, błyskawica z Jamajki i… czyli kto błyszczał na IO

Igrzyska dobiegły końca. Chińczycy dopięli swego – trzeba przyznać, że były to Igrzyska niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Jednak nie zawsze na sportowo. Azjaci, oprócz rywalizacji na sportowych arenach zafundowali nam kilka skandali, które zaczęły się od otwarcia Olimpiady (komputerowe fajerwerki i podrobiona dziewczynka…a raczej jej głos) i trwały przez cały turniej. Do dziś wielu zachodzi w głowę jak nikomu nieznana Chinka mogła tak fenomenalnie poprawić rekord w pływaniu na 200 m delfinem a akrobatki postarzały się w mig o 2 – 3 lata. Jednak ponieważ to sportowcy są głównymi bohaterami Igrzysk lepiej skupić się na tym, co oni niesamowitego zrobili na tym turnieju.

W pierwszym tygodniu Olimpiady oczy całego świata zwrócone były na „Wodną Kostkę” gdzie Michael Phelps walczył o poprawę rekordu swojego rodaka Marka Spitza – Amerykanin przyjechał do Pekinu z mocnym postanowieniem zdobycia ośmiu medali (czyli jednego więcej niż Spitz). Cudowne dziecko amerykańskiego basenu naśladujące ruchy delfina, z wydolnością serca i pojemnością płuc dwa razy większą niż u zwykłego śmiertelnika osiągnął swój cel. Trzeba przyznać, że w tym wszystkim miał jednak dużo szczęścia (wyścig na 100 m stylem motylkowym wygrał zaledwie o 0,01 s!) i oczywiście dobrych kolegów – płynął w dwóch sztafetach. Na dokładkę dorzucił jeszcze siedem rekordów świata. Bez wątpienia Phelps był jedną z najjaśniejszych gwiazd tegorocznych Igrzysk – dla wielu tą największą bowiem zdecydowanie (czemu akurat trudno się dziwić) wygrał klasyfikację multimedalistów Igrzysk Olimpijskich w Pekinie.

Jednym z zawodników, którzy mogą rywalizować z Phelpsem o miano najlepszego na tegorocznej Olimpiadzie jest Usain Bolt. Jamajczyk złamał magiczną granicę 9.7 s w biegu na 100 m – od tego roku rekord wynosi 9.69 s. Styl, w jakim tego dokonał jest niesamowity: szybko odstawił rywali, a ostatnie metry przed metą w jego wykonaniu to nie szaleńczy wyścig z czasem tylko świętowanie zwycięstwa i prawie trucht. Do złotego medalu w sprincie Bolt dołożył jeszcze dwa z tego samego kruszcu – jeden za bieg na 200 m i jeden za sztafetę 4x100m.

Oprócz Bolta 3 złote medale z Pekinu wywiozą brytyjski kolarz torowy Chris Hoy, który zwyciężył w sprincie indywidualnym, drużynowym i keirinie , Australijka Stephanie Rice, która w „Wodnej Kostce” pokonała rywalki na dystansie 200 i 400 metrów stylem zmiennym oraz zwyciężyła z koleżankami w sztafecie 4 x 200 m. Również 3 złote krążki zapisał na swoim koncie chiński gimnastyk Zou Kai, zwycięzca ćwiczeń na drążku, ćwiczeń wolnych i, razem z kolegami z drużyny, wieloboju.

Polscy sportowcy w Pekinie zdobyli razem 3 złote medale. Dwa razy większy był dorobek srebrnych, a brązowy był jeden krążek (bo w wielu przypadkach zabrakło do niego zaledwie ułamków sekund). Nie ma jednak co rozpaczać, bo mogło być o wiele gorzej – w końcu mieliśmy wielu finalistów. Mimo wszystko zakończyliśmy te Igrzyska na 20. miejscu w klasyfikacji medalowej. Na tych Igrzyskach i tak byli więksi przegrani niż my. Jeremy Wariner przegrał na swoim koronnym dystansie 400 metrów. Również Blanka Vlasic skończyła konkurs skoku wzwyż „zaledwie” na 2 miejscu. Faworyzowani brazylijscy siatkarze polegli w finale z Amerykanami a ich rodacy od piłki kopanej stanęli „tylko” na najniższym stopniu podium. Sztafety amerykańskie i jamajskie gubiły pałeczki.

Na koniec coś z innej beczki – nic nie przebije tego, co działo się w trakcie rozgrywania jednej z konkurencji pięcioboju nowoczesnego – jeździectwa. Już  w Atenach można było zauważyć, że coś jest nie tak. Wtedy, gdy Marcin Horbacz wylosował słynną już na cały świat klacz Alexis II i bała się skakać przez przeszkody, wszyscy zastanawiali się jak można wystawić takiego konia do zawodów. Minęły cztery lata i sytuacja „koń człowiekowi wilkiem” znowu się powtórzyła – wierzchowiec Gege zatrzymał się już przed pierwszą przeszkodą a po chwili pojechał w róg parkuru. To był koniec występu konia, który powędrował zaraz do stajni, ale także zawodnika, który go dosiadał. Czech David Svoboda wylosował konia o groźnie brzmiącym imieniu Hunhun, jednak za jego sprawą spadł z drugiego miejsca, i stracił szansę na medal. Był także Bubu, wierzchowiec o niewinnym dla odmiany imieniu zawzięcie zrzucał zawodników ze swojego grzbietu. Koń by się uśmiał prawda? Czy podobnie będzie w 2012 roku w Londynie?

Autor: Weronika Górnicka

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close