czwartek , 8 Grudzień 2016
Home / Sport / Piłka Nożna / Brak wykończenia akcji grzechem Lechii
fot. Lechia
(fot. Lechia)

Brak wykończenia akcji grzechem Lechii

Ciężkie lanie od Nielby Wągrowiec przed tygodniem wymusiło na Lechii grę ostrożną i każda zdobycz punktowa z Kotwicą byłaby sukcesem. Największym przegranym po meczu w Wągrowcu okazał się bramkarz – Łukasz Twarowski, którego zastąpił Dobrociński. I on okazał się jednym z bohaterów wczorajszego spotkania.

W typowym meczu walki, gdzie akcja rozgrywała się głównie w środkowej strefie boiska lepsze wrażenie sprawiali jednak piłkarze gości. Wprawdzie pierwsze akcje meczu stworzyli Lechici: Świtaj na początku spotkania, próba lobowania z 17. minuty tego samego gracza, Górecki w 27. minucie gry strzela i Ryłka wybija piłkę na aut (co już świadczy o sile uderzenia).

Strzelali gospodarze, a gola zdobyli goście. Ze spalonego. Okazało się, że wrzuconą w pole karne piłkę napastnik Kotwicy strzelił stojąc na pozycji spalonej. Sytuacja kontrowersyjna, ale mimo protestów ławki drużyny gości bramki nie było. Podobnie w 35. minucie, gdy Marciniak upadł w polu karnym Lechii. Sędzia ponownie musiał zmartwić piłkarzy Kotwicy i jedenastki nie dał.

Zielonogórskich fanów porywał, a potem deprymował Adrian Jeremicz. Najpierw fantastycznie kiwał jednego, potem drugiego (w 15. minucie dwie siatki: pierwszą stojącemu jak kołek rywalowi, drugą po sekundzie innemu jadącemu na odsiecz wślizgiem), a czasem nawet trzeciego. Co z tego?  Wychodząc sam na sam nie potrafił składnie dograć, czy zakończyć akcji strzałem. Po pół godzinie gry właśnie wbiegł z lewej strony pole karne, aby po okiwaniu obrońcy niepotrzebnie popisał się dośrodkowaniem piłkarskim „krzyżakiem”. Z wybornej sytuacji wyszedł jęk zawodu na trybunach.

Nie dziwne, że po kolejnej solówce z 68. minuty trener zastąpił go Dorniakiem. Na boisku nadal był początkowy wynik, ale z optyczną przewagą gości. Tylko postawa obrony z Wojtysiakiem oraz bramkarza zapobiegała przed utrata bramki. Za strzelanie w ekipie Lechii brał się Świtaj, ale dobrze bronił Ryłka.

Ostatnie 10 minut gry to pokazy zapaśnicze graczy Kotwicy. 3 żółte kartki praktycznie akcja po akcji pokazały, że Kotwica nie przyjechała po drugą porażkę w sezonie, a nawet pragnie strzelić gola. Z tyłu kilka razy skórę ratował man of the match – Ryłka, ale z przodu akcje zatrzymywały się na Wojtysiaku. Końcowy wynik 0-0 i częściowa rehabilitacja w oczach kibiców piłkarzy Lechii.

Lechia: Dobroliński – Sztonyk, Wojtysiak, Sucharek, Markowski, Górecki, Głowania, Jeremicz (71. min Dorniak), Piskorski (61. min Janczyszyn Ż), Świtaj, Kojder (90. min Marczak).

Kotwica: Ryłka – Małkowski, Stankiewicz Ż, Grocholski Ż, Kowalczuk (75. min Kaciczak Ż), Teśmian, Pietroń, Malinowski (46. min Komar), Sysio (53. min Starecki), Marciniak, Rusinek.
Autor: Kamil Kwaśniak

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close