Home / Sport / Koszykówka / Prezes Czarkowski walczy z przepisem
(fot. )

Prezes Czarkowski walczy z przepisem

Na sędziów boiskowych i komisarza pierwszoligowy klub musi wygospodarować w sezonie przeszło 50 tys. zł. A jeśli jeszcze drużyna solidnie pogra w play-off, wyjdzie blisko 70 tys. zł. W okresie wnikliwego poszukiwania oszczędności każdy zarządca klubu zastanowi się nad taką kwotą. Ale jest coś jeszcze. – Jeżeli mam płacić sędziom obowiązujące stawki za mecz i pokrywać koszty dojazdu, proszę bardzo. Ale niech to będą rzeczywiste koszty. A teraz nie są – orzekł szef zielonogórskiego klubu Rafał Czarkowski i napisał do prezesa Polskiego Związku Koszykówki wniosek o zmianę w uchwale zarządu PZKosz.

Przez lata obowiązywał następujący układ: Sędziowie kasowali w klubach stawki za prowadzenie meczu, a do tego dochodziły kwoty za dojazdy w wysokościach uzależnionych od odległości. Był podział na kilka stawek kilometrowych. Klubom wychodziło taniej, gdy arbitrzy dojeżdżali z miast ościennych. Zaistniał przy tym rozliczeniowy problem z opodatkowaniem. Dlatego od początku br. wszystkie stawki sędziowskie zostały ubruttowione, lecz także ujednolicone. Bez względu na to, skąd przyjeżdża sędzia, klub zapłaci mu za dojazd 300 zł brutto. I jeśli do Zielonej Góry jedzie np. arbiter z Białegostoku, to stratny na ujednoliceniu będzie właśnie arbiter. Jeżeli jednak arbiter przyjedzie np. z Gorzowa, to z kwoty ok. 240 zł netto zostanie mu pieniędzy na paliwo i będzie mógł urządzić sobie darmową wycieczkę w góry.

I właśnie z tym absurdem postanowił rozprawić się zielonogórzanin Rafał Czarkowski. W liście do Romana Ludwiczuka, prezesa PZKosz, napisał m.in.: "Idea ubruttowienia kosztów przejazdów sędziów jest bardzo słuszna, lecz dodanie do kwoty 300 zł brutto do ryczałtu sędziowskiego (I liga) bez względu na odległość dojazdu jest niesprawiedliwe i powoduje dodatkowe obciążenie klubów." Nasz prezes podparł się konkretnymi wyliczeniami z br. i zestawił te wyliczenia ze starymi przepisami. Wyszło, że Zastal rzeczywiście przepłaca. Rafał Czarkowski zapytał, dlaczego ma fundować sędziom prywatne podróże i wnioskował o pilne wprowadzenie zmian. Od miesiąca czeka na odpowiedź.

Szefowie koszykarskiej centrali sprawę znają, ale argumentów Czarkowskiego raczej nie podzielają.

Byliśmy zmuszeni do zrobienia porządku z rozliczaniem opłat za sędziów i odprowadzeniem podatków. Wyszło, jak wyszło. Zostały dwa miesiące do końca rozgrywek. To raczej słaby czas na wprowadzanie zmian. Przed nowym sezonem zmiany są, oczywiście, możliwe. Ale wziąwszy średnią z całego kraju i ligi, to okaże się, że koszty klubów nie wzrosły – mówi nam prezes zarządu PZKosz. Roman Ludwiczuk i odsyła po szczegóły do swojego zastępcy w zarządzie, a zarazem przewodniczącego kolegium sędziów Dariusza Kowalczyka. Komisja ds. I i II ligi miała się spotkać 11 lutego, ale na prośbę członków komisji spotkanie zostało przełożone na 24 lutego, wtedy porozmawiamy sobie o tym wniosku. Ale to nie jest tak, że teraz sędziowie zarabiają za nic, a kluby tylko tracą. Ubruttowienie stawek nastąpiło, bo wnioskowały o to kluby. A ujednolicenie oparliśmy na delegacji dla sędziego, który ma do pokonania 300 km na mecz. Jeśli weźmiemy I-ligowego sędziego z Gdańska, to on na najbliższy mecz ma bodaj 360 km, a jeździ też dalej, czyli za każdym razem jest w plecy! Zastal Zielona Góra jest w tej wyjątkowej sytuacji, że wokół ma miasta z tradycjami sędziowskimi. Trzy czwarte polskich arbitrów wywodzi się z czterech miast. W innych rejonach Polski nie da się zapewniać klubom obsady sędziowskiej z miast ościennych, o ile nie chcemy, by w jednej hali przez cały sezon przewijali się ci sami sędziowie. Bo taka sytuacja jest oczywiście niezdrowa. Są więc kluby, które mogły zyskać finansowo na ujednoliceniu stawek. Nasz zamysł polega jednak na tym, by kluby nie wnikały, skąd jadą do nich sędziowie. Jeżeli Zastal czeka ważny mecz, to posyłamy tam najlepszego sędziego, choćby był z Białegostoku, a zielonogórski klub nie musi się tym martwić. Z pozycji arbitra wygląda to tak, że raz jedzie na mecze 150 km, ale innym razem 650 km. Co raz zyska, drugim razem straci – przekonuje Dariusz Kowalczyk. Jeżeli jednak będą wnioski klubów o zmianę obecnego systemu, będziemy o tym rozmawiać.

Andrzej Tomasik (Gazeta Wyborcza Zielona Góra)

Autor: Gazeta Wyborcza Zielona Góra

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close