Home / Kultura / Pozostałe / Z Babimostu do Warszawy
(fot. )

Z Babimostu do Warszawy

Możecie wsiąść do pociągu („byle jakiego” jak śpiewała Maryla Rodowicz i już wtedy miała rację, bo koleje do dziś wysoką jakością usług nie grzeszą). Jak nie tłok, to spóźnienia, akcje protestacyjne, podwyżki biletów, klejące się wszystko do wszystkiego lub zepsute: drzwi, ogrzewanie, okna… niepotrzebne skreślić. Albo lepiej nie skreślać, bo zazwyczaj psuje się wszystko po (nomen omen) kolei. No i podróż trwa jakieś 6 godzin. Umówmy się – to nie jest francuskie TGV.
    Wygodniejszą formą podróżowania jest autobus. Ale ten też nie rozwija prędkości jak w filmie „Speed” z Keanu Reevesem i Sandrą Bullock. Szybkość poruszania nie jest jedyną wadą.  Rozprostowanie nóg w trakcie podróży to marzenie ściętej głowy. To może samochód? Przy obecnych cenach benzyny, lepiej o tym zapomnieć.
    No to zostaje nam już wyłącznie samolot. Połączenie z Babimostu do Warszawy jest idealne. Gorzej, gdy ma się akurat fobię samolotową. Ja mam.
    Ale przychodzi taki dzień, gdy trzeba się przełamać. Przełamałam się pewnego wrześniowego poranka. Ile stresu mnie to kosztowało, wiem tylko ja. Razem z innymi pasażerami odprawiłam się na lotnisku (przygotujcie się na zdjęcie kurtek, czapek, butów, odłożenie toreb, wyjęcie z kieszeni wszystkiego co tam macie i nie zapomnijcie o zdjęciu paska ze spodni – inaczej będziecie piszczeć przechodząc przez bramkę). W drodze powrotnej na Okęciu możecie też zostać wywołani do kontroli osobistej. Panie trafiają w ręce pań w gumowych rękawiczkach. Spokojnie, bez stresu. Chodzi tylko o macanie przez ciuchy.
    Razem z innymi pasażerami zapakowałam się do samolotu (mały, ładny, zgrabny: jako kobieta – mimo stresu – zwróciłam też i na to uwagę).
    Przyznaję – instrukcje przekazywane przez stewardów bądź stewardesy dotyczące ewentualnej ewakuacji nie brzmią zachęcająco. Świadomość kamizelki ratunkowej umieszczonej pod fotelem też nie ułatwia sytuacji. Na szczęście pod ręką są papierowe torebki (w razie gdyby ten stres zaowocował jeszcze niespodziewanymi perturbacjami żołądkowymi). O dziwo – nie korzystałam.
    Podobno starty i lądowania do najprzyjemniejszych odczuć nie należą. Tu poszło jak po maśle. Start przypomina nalot bombowy z czasu II wojny światowej – przynajmniej w warstwie dźwiękowej. Przygotujcie się też na zmianę ciśnienia.  Krótko mówiąc – zatykają się uszy. Warto wtedy mieć ze sobą gumy do żucia. 100% gwarancji nie dają, ale zawsze to jakaś ulga.
    Chwila moment i nagle coś co było od nas kilkanaście razy większe, niknie w oczach. Domy zamieniają się w małe domeczki, a wielkie pola i połacie lasu to kilka szarych, brązowych i zielonych kwadracików wyglądających jak na makiecie z Muzeum Ziemi Lubuskiej.
    Aż nie chce się wierzyć, że przesuwające się w ślamazarnym tempie widoki za małym samolotowym okienkiem, to tylko złudzenie. Samolot leci na wysokości 5000 metrów z prędkością 420 km/godzinę
(o czym nie omieszkał poinformować nas w trakcie lotu pilot). Gdy usłyszałam te dane – przestałam oddychać.
    Cały lot trwa tylko godzinę. Wystarczy to jedynie na zapięcie pasów, szybkie przejrzenie gazety lub przeczytanie kilku kartek książki, zjedzenie orzeszków lub słodyczy serwowanych przez stewardesę i wypicie wody, soku, kawy lub herbaty. Potem trzeba już lądować.
    Tym sposobem zamieniacie kilka godzin tułaczki na szybką godzinę lotu. Oszczędzacie przy okazji pieniądze, bo bilet lotniczy do Warszawy kosztuje was jedynie 149 zł. To cena promocyjna (brutto wraz z opłatami i podatkami). Takie bilety dostępne są w ograniczonej liczbie dla pasażerów dokonujących zakupu z wyprzedzeniem.
 
    Cena biletu w taryfie ekonomicznej wynosi 199 zł za przelot jednej osoby w jedną stronę (zmiany dozwolone za dopłatą, zwrot niedozwolony) oraz 249 zł w taryfie elastycznej (zmiany i zwroty biletu dozwolone bez dodatkowych opłat). Nawet na lotnisko dowiozą i odwiozą was autobusem za dodatkowe 10 zł (w jedną stronę).
    Czy ten sposób podróżowania ma jakieś wady? Ja zauważyłam tylko jedną. Turbulencje, w które wpada się przy gorszej pogodzie. Nam w drodze powrotnej lądowanie utrudniał silny wiatr. Bujało jak na morzu w czasie sztormu. I z ręką na sercu – to doświadczenie do najmilszych nie należy.
    Ale tak jak na drodze nie mamy wpływu na wypadki, na torach na wykolejenie się pociągu, tak w powietrzu na turbulencje. Trzeba je albo zaakceptować, albo liczyć na sprzyjające wiatry. Bo kiedy pogoda nie przeszkadza, to latanie okazuje się nie tylko szybkie, ale i całkiem przyjemne.

Autor: Podniebna gazeta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close