niedziela , 4 Grudzień 2016
Home / Kultura / Pozostałe / Wysokie loty Zielonej Góry
fot.
(fot. )

Wysokie loty Zielonej Góry

Przygodę, którą przeżywam z siedemnastoma innymi redaktorami z całej Polski, organizuje Komisja Europejska – przedstawicielstwo w Polsce. Po co? Byśmy mogli zobaczyć, jak działa Komisja i jak funkcjonuje Parlament Europejski, wziąć udział w briefingu prasowym, pozazdrościć radiowych i telewizyjnych studiów, które mieszczą się w komisji specjalnie dla użytku dziennikarzy… Podróż do Europy zaczyna się jednak w Babimoście.

Jesteśmy w Europie
Ale czy to na pewno podróż do Europy? Przecież jesteśmy w Europie! Na Lotnisku Babimost-Zielona Góra da się to odczuć, a w samolocie wita mnie uśmiechnięta stewardessa. Swoje miejsce znajduję błyskawicznie, samolot jest nieduży. Wolnych miejsc nie ma. Punktualnie o godz. 7:30 samolot zaczyna startować. Zawsze przy starcie przechodzi mnie dreszcz… a po chwili lecimy już na wysokości 4 tysięcy metrów. Stewardessa częstuje nas słodyczami i kawą. Po godzinie miękko lądujemy na Okęciu. A tutaj…
Nadprogramowe spotkanie
Dzięki uprzejmości posła Bogusława Wontora udaje mi się zwiedzić Sejm i Senat. Plakietka „Gość Posła” upoważnia do wejścia w najbardziej interesujące zakątki budynku. Szalony, fascynujący maraton wzdłuż i wszerz Marszałkowskiej 4/6/8 kończy się na posiedzeniu Sejmu. Żeby obrady mogły się zacząć, marszałek Ewa Kopacz ucisza posłów jak uczniów w gimnazjum. Długo usiedzieć w loży prasowej nie można (zwłaszcza gdy nie trzeba…), więc opuszczam towarzystwo rozbawionych i trochę znudzonych reporterów i po trzech godzinach zwiedzania rządowych posiadłości jadę na konferencję do polskiego przedstawicielstwa Komisji Europejskiej.

Wolność zaczęła się u nas
Dyrektorem przedstawicielstwa KE w Polsce jest Ewa Synowiec, wprowadza nas w tematykę unijną gładko, prezentując główne założenia KE i cele na ten rok, a na koniec chwyta nas za serce teledyskiem, który za zgodą zespołu U2 przygotował zespół KE:
 
 
 
Dyskusja o dziennikarzach w Europie przenosi się po kilku godzinach na pokład samolotu do Brukseli.
Europa, Osiecka i gofry
Pierwszy wieczór w Brukseli – sercu Europy – przypomniał mi książkę Agnieszki Osieckiej pt. „Szpetni czterdziestoletni”… Wspominała w niej o starej, dobrej Europie:
„W tamtych czasach wyjeżdżaliśmy do Europy z paroma zaszytymi w mankiet dolarami: (żeby, choć mieć na bilet do Luwru), a wracaliśmy zmarnowani i wychudzeni, ale świecący światłem wewnętrznym, napromieniowani Goyą i objedzeni rozmaitymi kolażami i witrażami. (…) Słowo „Europa” oznaczało w potocznym języku coś znacznie więcej niż geograficzną nazwę kontynentu. Było to określenie szczególnie eleganckiego i światowego gestu, obyczaju bądź zdarzenia”. Europa – chociaż nowa – wydaje się tutaj tak niezwykła, jak kiedyś dla Osieckiej. Pięciokątny Wielki Plac, strzelisty ratusz (reflektory wokół niego można by spokojnie wyłączyć – jest całymi nocami oświetlany przez lampy błyskowe turystów), zachwycająca Katedra św. Michała i św. Guduli, a to wszystko uwspółcześnione przez ciągnące się w nieskończoność uliczki pełne restauracji, kawiarni i pubów, pachnące czekoladą, kawą, goframi, smażonymi krewetkami – różnorodnością.
 
Z wizytą u Róży Thun
Europa to praca. Setki ludzi, których mijam na korytarzach Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej, próbuje nadążyć za potrzebami obywateli Europy. Szerzej opowiada o tym Róża Thun, polska posłanka Parlamentu Europejskiego. Właściwie nazywa się Róża Maria Gräfin von Thun und Hohenstein, ale – jak twierdzi – została tak wychowana, by nie epatować tytułami. Jako członkini Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów, zajmuje się wszystkim tym, co ma ułatwić Europejczykom kontakty międzynarodowe, wizytę u lekarza za granicą, korzystanie z Internetu, zakupy.

Nadbagaż
Parlament Europejski i Komisja Europejska to fascynujące miejsca, w których wszelkim obradom i decyzjom towarzyszy kilkunastu tłumaczy. Niesamowicie jest oglądać taką Europę, w której wspólne cele i język globalny to jedno, a wszechobecna różnorodność to drugie – nie mniej ważne. Inaczej wraca się później do swojego miejsca w Europie: lądując najpierw w Warszawie, a potem w Babimoście wiem, że wrażenia, które przywiozłam z Brukseli, ważą zdecydowanie więcej niż dozwolone w samolocie 20 kilo.
 
Polecamy www.lotnisko.lubuskie.pl

Autor: Kaja Rostkowska

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close