Home / Kultura / Pozostałe / Viva Espana!
(fot. www.sxc.hu / magda s)

Viva Espana!

Hiszpania zajmuje większą część półwyspu iberyjskiego. Wielkością, kształtem i liczbą ludności przypomina Polskę. Atrakcją tego kraju jest jednak długie wybrzeże i klimat śródziemnomorski, a co pociąga za sobą nieziemsko piękne krajobrazy, bujną roślinność, urodzaj.

Pierwsze, duże wrażenie robią na przyjezdnych palmy i drzewa pomarańczowe, piaszczyste plaże, błękit morza. Nie tylko to jednak powoduje, że chce się tu mieszkać. To ludzie, zawsze roześmiani, cieszący się życiem, dzielący swój czas równomiernie pomiędzy zabawę i pracę. Tak, jak w Polsce – rodzina jest tutaj najważniejsza. Niedzielę spędza się na spacerze po plaży, bądź parku. Następnie u dziadków bądź rodziców na obiedzie – niejednokrotnie słynnej paelli (potrawa z ryżu i owoców morza lub ryżu, kurczaka i królika). Cudowny i nieodosobniony jest widok ludzi starszych, spacerujących razem i trzymających się za ręce.

Miasta i miasteczka są schludne i uporządkowane. Dużo w nich barów, kawiarenek, restauracji. Hiszpanie żyją na ulicy – raczej nie goszczą się w domach, spędzają każdą wolną chwilę na wolnym powietrzu. Przyjemnością jest posiłek w gronie znajomych, jest chwilą ploteczek. Na śniadanie zjadają przeważnie coś słodkiego – croissanta lub bułeczkę z czekoladą, popijają sokiem pomarańczowym lub colacao. Nie może również zabraknąć kawy: solo (espresso); cortado (espresso z odrobiną mleka); czy cafe con leche (kawa z mlekiem); lub takie specjały jak cafe bombon (z gęstym mlekiem słodzonym) czy cafe del tiempo (z kostkami lodu).

Po takiej dawce energii, mieszkańcy śpieszą do pracy, potem już tylko wyczekując czasu siesty. To godziny pomiędzy czternastą i siedemnastą. W mniejszych miejscowościach zamyka się sklepy, życie na ulicach zamiera na tych kilka godzin. To pora obiadu, krótkiej drzemki. W większych miastach już raczej nie praktykuje się tej przerwy. Jednakże w barach i restauracjach obowiązuje wtedy "menu del dia"- jadłospis zawierający: przystawkę (sałatkę lub owoce morza, zupę na chłodno Gazpacho), potrawy dnia – normalnie dwie do wyboru z pośród: mięsa, ryb, makaronu lub owoców morza. Na dodatek jeszcze kawa i deser i to wszystko w jednej, ustalonej cenie. Po południu wraca się do pracy, na uczelnię.

Zajęcia kończy się około godziny dwudziestej, niemiłosierny jest wtedy tłok w komunikacji miejskiej – autobusach, metrze. Kolację je się późno, około dwudziestej pierwszej, dwudziestej drugiej. Towarzyszą jej wiadomości telewizyjne, a potem jakiś film. Weekend zaczyna się od zakupów na rynku: świeże owoce i warzywa, ryby, owoce morza, wędzona szynka, żółte, wędzone sery i oczywiście nieodzowne czerwone wino. Następnie Hiszpanki odwiedzają swoje zaprzyjaźnione salony fryzjerskie i salony urody. Dbałość o ujarzmienie włosów jest tutaj nawet przesadna. Ze względu na temperaturę, szczególną uwagę przywiązuje się również do higieny, płacąc bajońskie ceny za depilacje laserowe. Potem jeszcze szał w poszukiwaniu kreacji, obuwia, najnowszych perfum i kosmetyków i już można myśleć o wieczornych spotkaniach.

W większych miastach młodzi bawią się przez cały tydzień, jedynie poniedziałek jest umownym dniem odpoczynku, kiedy zamyka się bary i nocne kluby. Jednakże to piątek, a szczególnie sobota jest nocą szaleństw i zabawy. Nastolatkowie urządzają "botellon" – picie alkoholu na ulicy, trochę starsi raczej rozpoczynają wieczór kolacją, potem drinki. Wychodzi się z domu około północy i rusza na podbój barów w centrum miasta. Zazwyczaj spotyka się grupa znajomych, bądź kilka takich grup. Hiszpanie są bardzo otwarci na nowe znajomości, mają mnóstwo przyjaciół i pielęgnują te relacje często się spotykając. Weekend jest właśnie taką, doskonałą okazją do bawienia się razem. Ważny jest strój, podąża się tutaj za modą, jednak najważniejsze są fryzury – jak od fryzjera i oczywiście buty na wysokich obcasach. W barach po prostu się stoi, pije, pali i dyskutuje, można łatwo nawiązać kontakt z nowymi osobami. Około godziny drugiej – trzeciej, towarzystwo przenosi się zazwyczaj do klubu – dyskoteki, gdzie wszyscy się bawią do białego rana albo jeszcze dłużej. Tradycją jest bowiem, gdy zamykają dyskotekę – około godziny szóstej rano, impreza przenosi się do czyjegoś domu, bądź kawiarni. Je się wtedy churros (ciasto smażone na głębokim tłuszczu) i popija gorącą czekoladą. Odsypia się do późnego popołudnia, a wieczorem już czeka nowa przygoda i tak, byleby do poniedziałku… Najciekawsze jest jednak to, że Hiszpanie rzadko przesadzają z alkoholem. Chyba nigdy nie widziałam tutaj zataczającego się przechodnia.

Fascynujące jest to, skąd na to imprezowanie Hiszpanie mają pieniądze, czas… Odpowiedź jest prosta, wyznają zasadę "Carpe diem" – chwytaj dzień, ciesz się życiem. Czy to wpływ słońca, czy po prostu natura tego narodu sprawia, że "fiesta" (impreza) jest tutaj równie ważna, a czasem i ważniejsza niż praca.

Autor: interia360.pl / pietrzanka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close