Home / Kultura / Pozostałe / Tak się zaczęło…ponownie
(fot. )

Tak się zaczęło…ponownie

Strach pomyśleć, jakie nowe pomysły mogły wpaść mu do głowy przez wakacje. Było już: wynoszenie łóżka z pokoju, zamykanie drzwi na klucz, różnego rodzaju pułapki tutaj wymienić należy: garnki tuż za drzwiami (uwierzcie, nie da się ich ominąć), sznurki, taśmy klejące (dziwnym trafem rozwieszone tak, że się w nie wchodziło) i wiele innych. Tak było w ubiegłym roku, a w tym? Nie dam się!
 
Dzień pierwszy.
 
Wprowadza się, jako drugi… Więc wszystkie potrzebne szafki, półki (te o lepszym położeniu oczywiście) zajęłam – po co mu tyle miejsca i tak pewnie nie ma tyle rzeczy, a nawet jeśli… jak ma więcej niż zaplanowałam to niech skoczy do warzywniaka po kartony ot co. Przecież ja musze mieć miejsce na wszystko. Jestem kobietą, więc mam prawo do tego aby mieć więcej (tylko niezbędnych) rzeczy i miejsca na nie. Żeby nie marudził jak już przyjedzie (i żebym miała czego się czepiać) dom jest posprzątany, pozmywany, ogólnie błyszczy – niech zobaczy jak dom wygląda bez niego. Czysto, aż pachnie na parterze (mieszkamy na 10 piętrze). Grafik sprzątania zrobiony na 3 miesiące z góry. Wszystko gotowe, niech tylko przyjedzie.
 
Przyjechał… Wprowadza się razem ze swoim bałaganem. Pewnie jeszcze myśli, że mu pomogę coś wnieść? I to na 10-te piętro?… No dobra, pomogę, ten ostatni raz.
 
Przytył ze 3 kilogramy – to dobra wiadomość, ale czepiać się tak od razu nie będę. Poczekam do jutra.
Ooo nie! Wlazł w butach i wnosimy jego graty. Skąd on tyle tego ma? Po co mu to?. Rozumiem rower, ale koła samochodowe w pokoju? Co to ma być? Warsztat samochodowy!? Co on jeszcze niesie? Komputer, wieża, głośniki, płyty, jakieś torby, książki (o cos nowego), statyw. Ej jaki statyw? Odpowiada mi dziwny uśmiech, a po chwili (dość długiej), tarabani się z klawiszami (informacja dla laików: przywiózł keyboard) . Chyba nie sądzi, że podczas mojej drzemki będzie brzdękał na tym czymś. Znowu trzeba zmienić reguły gry. Żadnego grania przed 9-tą i najlepiej po 9-tej. Nie ustąpię.
 
Podsumowując powoli: 2 walizki ciuchów, 6 par butów, 3 kurtki, pościel, koc, kapcie, przybory toaletowe i to wszystko, co już wymieniłam. Dobrze, że tylko tyle – wszystkie półki będą dla mnie. Kurtki i buty zostawi w przedpokoju więcej miejsce w „mojej” szafie nie będzie mu potrzebne. Od razu poprawia mi się humor. Wszystko wniesione, więc już nie przeszkadzam, niech się rozpakuje.
 
Ratunku!! Co to za hałas? Coś piszczy, trzeszczy i dziwnie hałasuje… chyba wieża mu się popsuła albo płyta się zacięła czy inny diabeł. Już wiem, zostałam oświecona, to coś, to muzyka i to jaka, jazzu mu się zachciało – chyba w czasie wakacji upadł na głowę. Już cicho – przypomniałam mu, że ma słuchawki. Znowu jakiś hałas, tym razem w środku nocy, faktycznie – przyjechał – słychać wyraźnie, aż za. Spać nie mogę, słyszę jak łazi po domu. Kręci się po kuchni, czego on tam szuka? Nie ma tam żadnych rzeczy. W końcu ponownie zasnęłam, a rano… gdzie jest mój kubek? Mój ulubiony kubek? Ten mój kubek z misiem? Nie ma, zniknął.
 
Dzisiaj mija tydzień… kubka dalej nie mogę znaleźć, ale za to mam naprawioną szafę, szybę w drzwiach i wiem, że wychodząc na imprezę słowa „będzie Ci zimno” albo „równie dobrze możesz iść w stroju kąpielowym…” nie są wcale złośliwe, a troskliwe. Teraz okazuje się, że to coś, znaczy mój sublokator potrafi doradzić w kwestiach doboru ubrania… kto by pomyślał… niby facet, a nawet go czasami posłucham, a kubka ciągle szukam.

Autor: Anna Gogulska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close