Home / Kultura / Pozostałe / Stacja Erasmus: Chambéry
fot. archwium prywatne
Stacja Erasmus: Chambéry (fot. archwium prywatne)

Stacja Erasmus: Chambéry

Po nocnej podróży samochodem do Berlina, locie do Lyonu i przesiadce na autobus do miasta docelowego, udało się nam znaleźć akademik Jacob-Bellecombette, w którym miałyśmy być zakwaterowane. Z dworca autobusowego szłyśmy pod górkę, później znów pod górkę… a na końcu… jeszcze raz pod górkę! Każda z nas miała ze sobą 2 walizki, które odmawiały posłuszeństwa przez całą drogę. Bagaże były wypchane do granic możliwości. Niestety, jednej z nas w Lyonie przypomniało się, że ma w swojej większej walizce coś niezbędnego (koniecznie musi to z niej wyciągnąć na środku lotniska!). Gdyby nie pomoc przechodzącego obok mężczyzny, trudno byłoby nam ją zapiąć z powrotem. Najwidoczniej pomocnik ma żonę, córkę, siostrę i wie, jak to bywa z damskimi walizkami.

Gimnastyka na schodach

Gdy udało się już znaleźć akademik, okazało się, że „pod górkę”, to już nie największy problem. Pojawiły się schody. Teraz, po 3 dniach pobytu tutaj już wiemy, że gdziekolwiek chce się wybrać (nawet po zwykłą bagietkę do sklepu!), trzeba przemierzyć kilkadziesiąt schodów. W akademiku też mieszkamy na piętrach, a nie ma windy… Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – powtarzamy sobie, że to dla złapania kondycji.

Francuz ma czas!

Trudno powiedzieć, jak wyglądają tutaj studia, bo okazuje się, że Francuzi mają na wszystko czas, więc nawet na rejestrację naszego pobytu na uczelni musimy poczekać do przyszłego tygodnia, a z kolei na stały dostęp do internetu – do połowy października. Do tej pory służyć nam będą hotspoty w mieście, ale żeby do nich dotrzeć, trzeba przejść spory kawałek, plus wspomniane wcześniej schody.

Czy mieszkamy same w akademiku?!

Największym zaskoczeniem jest chyba jednak, paradoksalnie… zachowywanie ciszy nocnej w akademiku! Pierwszego wieczora tutaj zastanawiałyśmy się, czy ktoś oprócz nas mieszka w tym DSie. Okazało się, że tak, bo większość kierunków zaczęła już swoje zajęcia. Jedyne zamieszanie, jakie się tworzy każdego dnia, to wieczorne gotowanie kolacji (ok. 20-22), a największy hałas, to podnoszenie lub opuszczanie rolet zewnętrznych. Wieczorami to miasteczko akademickie po prostu śpi. Ciekawe, czy to norma, czy coś się jeszcze zmieni… Nietypowym zwyczajem jest mówienie dosłownie wszystkim mijanym na korytarzu, o każdej porze dnia i nocy „bonjour” („dzień dobry”) lub „bonsoir” („dobry wieczór”).

Osobliwe znajomości

Spotykamy samych życzliwych ludzi – Kelly, która pomogła nam dźwigać po schodach nasze bagaże, zauroczonego jedną z nas Afrykańczyka, którego imienia nie da się powtórzyć, Włocha, dla którego czas to pojęcie względne, Francuzkę, dla której wysokie obcasy nie są przeszkodą w poruszaniu się po kamienistej drodze z niesamowitą prędkością, kierowcę autobusu miejskiego, który widząc, że nie jesteśmy stąd, dał nam plan miasta, sprzedawcę w sklepie, który pomyślał, ze jesteśmy Rosjankami…

Co jest piękne? To, że można się budzić rano i przez okno widzieć góry. Na zdjęciu obok widzicie widok z okna jednej z nas.

Pozdrawiam alpejsko z Chambéry! Do usłyszenia wkrótce!

Autor: Kamila Maciejewska

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close