niedziela , 11 Grudzień 2016
Home / Kultura / Pozostałe / Rosyjska prekursorka emo
(fot. )

Rosyjska prekursorka emo

Marika: Lubuski Teatr wyszedł poza ramy standardowego, klasycznego teatru.
Michał: Tutaj możemy znaleźć elementy kina offowego, kiedy np. jeden z aktorów wybiega ze sceny i śledzi go kamera. Jest bardzo dużo projekcji, które pokazywały otoczenie w którym znajdowali się bohaterowie. Na przykład gdy akcja rozgrywa się na dworcu widzimy jadące pociągi, akcja ma miejsce na wyścigach konnych – widzimy biegnące konie. Gra aktorska również jest tutaj bardzo ważna. Wyróżnić możemy kilka postaci. Tobie się bardzo podobała gra Dawida Rafalskiego…
Marika: Ja generalnie jestem jego wielką fanką i w roli Levina absolutnie mnie nie zawiódł. Pokazał prawdziwą stronę swojego bohatera. Był romantyczny, zabawny, niespokojny. Bardzo dobrze się go ogląda na deskach teatru. Natomiast nie do końca przekonuje mnie postać Anny Kareniny. W tej roli mogliśmy zobaczyć Martę Frąckowiak. Zagrała dobrze, ale czegoś mi brakowało.
Michał: A mi się rola Anny Kareniny podobała. Ona musiała grac irytującą postać i bardzo dobrze jej to wyszło. Oglądając sztukę chciałem w pewnym momencie wejść na scenę, podejść do niej i zapytać „no o co tobie chodzi, kobieto?!” Marta dobrze odegrała swoją rolę. Również jej partner Ernest Nita, który gra Wrońskiego pokazał kunszt aktorski. Wyróżnić można również Joannę Koc za rolę Kiti. Mimo, że rzadko się pojawiała, to kiedy już była na scenie było sympatycznie.
Marika: Tak. I Wroński i Kiti to postaci zagrane od początku do końca. Kiti to taka dobra osoba, nie mająca pretensji i żalu do nikogo przede wszystkim o to, że żyje.
Michał: Tak mnie teraz naszło, że Anna Karenina była chyba prekursorką Emo w Rosji… Zadziwiające jest przede wszystkim to, jak zgrabnie udało się twórcom zawrzeć tych kilka tomów w trzech godzinach. I inną fajną sprawa jest to, że tych trzech godzin wcale się nie odczuwa.
Marika: Dokładnie. O tym jeszcze nie wspomnieliśmy. Wybierając się na ten spektakl pojawia się lekki grymas, że lubię teatr, ale jednak trzy godziny to trochę długo i jak ja wysiedzę? A tutaj niespodzianka, wcale nie dało się tego odczuć. Niektóre spektakle trwające niecałe pół godziny są bardziej męczące. W wypadku „Anny Kareniny” ja wcale nie chciałam, żeby ten spektakl się skończył. .I..
Michał: A ja chciałem, bo druga część.., ale zaraz do tego przejdziemy.
Marika: Chciałam poruszyć kwestię Pana Karenina… w tej roli Marcin Wiśniewski..
Michał: No był sobie. On jakoś specjalnie na mnie wrażenia nie zrobił, poza tym , że miał fajną monoklę..
Marika: A na mnie zrobił wrażenie. Ja go widziałam już w niejednym spektaklu i on za każdym razem pokazuje inną stronę siebie. W Annie Kareninie grał surowego, twardego, statecznego człowieka, natomiast później pojawiają się emocje. Zaczyna ustępować swojej żonie i wpada jak większość osób w wir, który wytworzyła wokół siebie Anna Karenina.
Michał: Dla mnie była to przeciętna gra. Może jestem niesprawiedliwy, ale nie zrobił na mnie takiego wrażenie jak Nita czy Rafalski. Ale zacząłem mówić, że chciałem jednak w pewnym momencie, by sztuka się już skończyła. Jest ona podzielona na dwie części. Pierwsza jest bardzo dynamiczna, wciąga, druga natomiast trochę się rozłazi. Za dużo czasu twórcy poświęcili na psychikę Anny Kareniny, która nie dość, że jest skomplikowana to także irytująca.
Marika: Ale mimo wszystko ta druga część jest bardzo ważna jak i również bardzo ciekawa. Jednak mniej porywająca niż pierwsza. Mimo tego, że przepadam za tym klasycznym teatrem, to jednak unowocześnienie Anny Kareniny zrobiło na mnie ogromne wrażenie i nadało życia tej powieści.
Michał: Po prostu bardzo fajnie zrobiona powieść obyczajowa. Wydawałoby się, że dla pań…
Marika: Właśnie ona jest tak zrobiona, że dociera do widza nie tylko z jednego kręgu, a raczej do szerokiej gamy odbiorców. Nie każdy spektakl jest „dla każdego”, ten natomiast zdecydowanie tak.
Michał: Tak, dokładnie… ale jeszcze zapomniałem o jednej ważnej postaci, mianowicie rola Mikołaja, która odegrał Marek Sitarski – również świetna kreacja. Podsumowując, naprawdę warto wybrać się na „Annę Kareninę” przede wszystkim jeżeli spodziewacie się czegoś więcej niż kolejna sztuka kostiumowa, bo tu absolutnie rozczarowania nie będzie. Dostaniecie coś nowego, świeżego aczkolwiek nasyconego klasycznym klimatem teatru.
Marika: „Anna Karenina” może być sposobem na spędzenie miłego wieczoru. Naprawdę warto zarezerwować sobie ponad trzy godziny, spędzić je w teatrze, a później usiąść i przemyśleć, bo jak już wspomnieliśmy mimo, że to sztuka obyczajowa to skłania do myślenia.
 
– To jest mój debiut w Lubuskim Teatrze i pierwsza premiera, właściwie to pierwsza premiera od lat w Polsce, ponieważ Anna Karenina przez 35 lat nie była wystawiana. (…) Jest to spektakl epicki i jest to opowiadanie historii, bardzo specyficzna sztuka. (…) Postać Kiti, którą gram jest czymś świeżym i czystym, co nie znaczy, że jest ona pusta i głupiutka (…). Spotkanie z reżyserem Michałem Kotańskim było dla mnie bardzo istotne, dało mi to, jak trzeba myśleć o postaci w kontekście całego dużego dzieła, gdzie jesteśmy jednym z elementów. (…) Na drugim roku w szkole robiliśmy monologi z literatury rosyjskiej kobiece i ja bardzo chciałam zagrać Kiti…
Joanna Koc, która w spektaklu „Anna Karenina” gra postać Kiti
 

Audycja “Za kurtyną” w każdy piątek o godz. 12:00 w Akademickim Radiu Index.

Autor: Marika Adamska, Michał Cierniak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close