Home / Kultura / Pozostałe / Bez polskiego na maturze?
fot. www.sxc.hu / datarec
(fot. www.sxc.hu / datarec)

Bez polskiego na maturze?

Jakkolwiek przywrócenie obowiązkowej matematyki było bardzo dobrym posunięciem, bo obliczenia i umiejętność logicznego myślenia są niezbędne na co dzień w życiu, to niemniej jednak nie rozumiem, dlaczego Ministerstwo Edukacji Narodowej tak kurczowo trzyma się wypracowań z polskiego, nawet na podstawach? Przecież wśród licealistów są nie tylko humaniści ale też ścisłowcy – przyszli lekarze, inżynierowie, matematycy, fizycy, elektronicy, informatycy itp, którym lanie wody o „Panu Tadeuszu" przyda się jedynie na rozpałkę w piecu w zimie, do niczego więcej. A ludzie ci na ogół mają problemy z pisaniem wypracowań. Jakkolwiek ćwiczenie tej umiejętności w trakcie szkolnej edukacji uważam za uzasadnione, tak samo, jak naukę biologii, geografii czy innego przedmiotu – po prostu dla zdobycia podstawowej wiedzy, niemniej jednak nie rozumiem, po co wymaga się na maturze od takich ludzi umiejętności, które im się w ogóle nie przydadzą nie tylko w dalszej edukacji i karierze zawodowej, ale i w życiu codziennym?

Ocena niedostateczna z wypracowania domowego czy klasowego jest do poprawienia w ciągu kilku dni i nie oznacza ona klęski, natomiast taka ocena na maturze to rok do tyłu ze studiami i to przez coś, co w życiu się tym ludziom nie przyda. Owszem – jestem jak najbardziej za pozostawieniem j. polskiego jako obowiązkowego przedmiotu maturalnego, w końcu jesteśmy Polakami, ale dla kandydatów na studia o kierunkach ścisłych i technicznych ten egzamin powinien być w uproszczonej formie, np. w formie testu, sprawdzianu czy quizu z wiedzy o polskiej literaturze, a nie w formie wypracowania, w dodatku ocenianego wg jakiegoś tam chorego klucza wymyślonego z nudów czy po pijaku przez jakiegoś urzędasa z komisji egzaminacyjnej. Skoro wymaga się od licealistów talentu literackiego, to może wprowadźmy na maturze obowiązkowe skomponowanie piosenki, namalowanie obrazu i wykonanie rzeźby?

Nie wymagajmy do licha posiadania talentu twórczego od tych, którym ten talent nie jest potrzebny. Poza tym w szkołach średnich na j. polskim nie uczy się w ogóle tego, co potrzebne jest na co dzień, a więc gramatyki i ortografii, a wałkuje się aż do znudzenia „Makbeta", „Kordiana", „Dziady" czy „Nad Niemnem". Efekty potem widać na forach – pełno błędów ortograficznych, o interpunkcji i składni nie wspomnę. To właśnie efekt wałkowania literatury i totalnego olewania podstawowej, potrzebnej w codziennym życiu wiedzy gramatycznej. Wygląda to tak samo, jakby na matematyce uczono samej matematyki wyższej – całek, pochodnych i równań różniczkowych, a pominięto ułamki, równania, procenty i geometrię. Naukę polskiego w szkołach średnich można śmiało nazwać „polonistyką wyższą", która w takim zakresie potrzebna jest jedynie kandydatom na studia humanistyczne, a na pewno nie przyszłym inżynierom czy lekarzom.

Wiem, co piszę, bo sam jestem ścisłowcem, znam wiele osób o podobnych zainteresowaniach i każdy z nich ma problemy z pisaniem wypracowań. Uważam, że tym ludziom wystarczą wypracowania pisane w trakcie nauki szkolnej, bowiem jakieś ćwiczenia w pisaniu każdy przejść musi, ale na maturze mogą one poważnie zaszkodzić ścisłowcom w dalszej edukacji.

Wiem, że zaraz znajdą się na forum wpisy typu: mieszkasz w Polsce, jesteś Polakiem, więc polski musisz zdawać. Wyprzedzę więc forumowiczów i odpowiem tak: zgadzam się, polski jako Polak muszę zdawać, muszę znać podstawy literatury, ale niech ktoś mi do licha wytłumaczy: dlaczego chcąc studiować np. na politechnice muszę mieć talent literacki, skoro mam zostać inżynierem i interesuję się naukami ścisłymi? Dlaczego wymaga się ode mnie tej umiejętności? Jeżeli nie wiążę swojej przyszłości z przedmiotami humanistycznymi, to do znajomości podstawowej literatury wystarczą mi lekcje j. polskiego, wypracowania pisane w trakcie szkolnej edukacji i egzamin maturalny na zasadzie: pytanie – odpowiedź. A do napisania pracy dyplomowej wystarczy mi wiedza i znajomość słownictwa fachowego zdobyta podczas studiów. Dodam, że jestem inżynierem, skończyłem politechnikę, po studiach poszedłem do pracy i od matury, czyli przez 21 lat, ani razu nie przydała mi się umiejętność lania wody na temat „Kordiana", „Dziadów" czy „Lalki", natomiast gramatyka, ortografia i interpunkcja, której w liceum, nie wiem czemu, nie ma, przydaje mi się niemal codziennie. Pozostawmy więc wypracowania humanistom, ścisłowcom dajmy z nimi spokój. Nie każdy w końcu musi być Sienkiewiczem.

A może by tak wprowadzić na maturze z matematyki na poziomie podstawowym całki, pochodne funkcji i różniczki? Wtedy poziom trudności egzaminów z polskiego i matematyki byłby wyrównany, wszyscy zdający, niezależnie od zdolności, mieliby jednakowe szanse i jednakowo musieliby się męczyć. Bo jak na razie mimo obowiązkowej matematyki i tak humaniści mają lepiej, bo matura z matematyki na poziomie podstawowym jest o wiele prostsza niż polski na takim samym poziomie.

Autor: interia360.pl / Gustlik

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close