niedziela , 11 Grudzień 2016
Home / Kultura / Muzyka / Zalef(sic!) [WYWIAD]
Krzysztof Zalewski (fot. mat. prasowe)

Zalef(sic!) [WYWIAD]

Krzysiek po dziesięciu latach powrócił z autorskim projektem. Wydawałoby się, że przez ten czas zniknął z przemysłu muzycznego, ale tak naprawdę wciąż w nim uczestniczył. Jest członkiem zespołu Muchy, który w tym roku obchodzi swoje dziesięciolecie i wydał fantastyczny krążek ,,Karma Market”. Ponadto Zalef wielokrotnie stał na scenie z innymi grupami oraz wokalistami tworząc dla nich akompaniament. Z muzyką nigdy się nie rozstał i nie zamierza. W październiku odwiedził Zieloną Górę w Hydrozagadce.

– Cześć Zalef! Może na początek przyznamy się, że ja w sierpniu skończyłam 18 lat, a Ty 30. U Ciebie jakieś głębsze przemyślenia, a może nawet przerażenie? Czy to już ten etap, kiedy sprzedają Ci fajki bez dowodu i nie mylą z szesnastolatkiem?

– Jeszcze miesiąc temu spytali mnie o dowód jak kupowałem szlugi… Trzydziestka, to chyba magiczna granica, bo świeżo minęła, a już wydarzyło się szereg rzeczy, które zmieniły moje życie. Jednak, to tylko formalna granica. Wiadomo, że już nie można być dziecinnym. Wiek to kwestia ducha i nastawienia do życia. Ja mam zamiar być osiemnastolatkiem do śmierci.

– Jesteś takim przesiąkaczem – Zeligiem. Czym przesiąknięty przejechałeś do nas?

– Wczoraj graliśmy z chłopakami na dziesięcioleciu Much, więc przesiąknięty jestem atmosferą świętowania. Również refleksja, że do tej branży wszedłem dziesięć lat temu, więc melancholijno – wspomnieniowy nastrój z mocnym parciem na przód. Pracuję mocno już nad kolejną płytą. Mam już część gotowych piosenek i planujemy sesję, aby singiel ukazał się jeszcze w tym roku, a płyta wyszła wczesną wiosną.

– No właśnie, w zeszłym roku mówiłeś, że zamierzacie teraz ciągle wydawać płyty.

– Tak, ale jak zwykle trochę się po drodze wydarzyło. W wakacje grałem sporo koncertów zarówno ze swoim zespołem jak i z Brodką, a jeszcze w międzyczasie była trasa z Męskie Granie Orkiestrą. W tej chwili gramy już regularne próby i nowe piosenki, więc jeszcze w październiku chcemy wejść do studia i zacząć nagrywać.

– Na nowej płycie piosenki też będą tak różnorodne jak na Zeligu?

– Myślę, że tak. Jest parę przebojowych melodii. Oczywiście w naszym języku znaczy to co innego niż w języku dyrektorów programowych komercyjnych stacji. Piosenki będą myślę bardziej komunikatywne, ale parę wykrętów też na pewno zostawimy.

– A od Ciebie czym można przesiąknąć?

– Na pewno radością z grania i miłością do muzyki. Oczywiście czasami jak każdy mam gorszy dzień i wtedy zatruwam wszystkich jęczeniem i marudzeniem. Staram się tego unikać, bo nikt nie lubi mieć wokół siebie marud. Jeżeli miałbym szukać pozytywnych cech, to właśnie radość z grania. Muzyka według mnie jest najsilniejszym narkotykiem i nawet na ostatnich nogach jak się wchodzi na scenę, to przy pierwszych taktach adrenalina dźwiga cały organizm.

– Męskie Granie też Cię tak mocno wciągnęło?

– Byłem dość mocno zaangażowany. Było siedem koncertów pod szyldem MG, w ramach których zagrałem cztery koncerty z Brodką, siedem z kapelą Męskie Granie Orkiestra pod wodzą Smolika i jeden własny, Zalewski. Na pewno było to bardzo dobre doświadczenie, bo znowu miałem okazję znaleźć się w innym zestawie ludzkim. Wiesz, od tego podpatrzę jeden riff na gitarze, ta tamtego parę knyfów na vibrafonie i tak dalej. Poza tym cześć z tej ekipy, to moi znajomi z którymi grałem w różnych składach, a do tej pory nie było okazji by wystąpić na jednej scenie pod jednym szyldem.

– A skąd wybór na Męskie Granie piosenki ,,Nim wstanie dzień”?

– Nie byłem odpowiedzialny za wybór repertuaru. Pomysł był taki, aby głównie pokazać polskie piosenki z lat 80’. Oprócz tego znalazł się ten numer nieco starszej daty, bo to jest bardzo ładna piosenka.

– Masz rację, ja cały czas tego słucham odkąd weszła w eter.

– To znakomity numer. Tę piosenkę grałem przez parę lat z Kasią Nosowską na vibrafonie przy projekcie Nosowska- Osiecka. Kaśka śpiewa ten numer rewelacyjnie, moje wykonanie nie ma podejścia. Tak czy owak z tą piosenką czuję się związany.

–  Zelig to taka dosyć psychodeliczna płyta, która mocno zakorzenia się w umyśle, ale do tej pory wszyscy chyba są zdrowi. Prawda? U Ciebie też wszystko okej?

– Powiedzmy. Żeby muzykę traktować na serio, nie jako hobby, tylko uprawiać ją jako zawód, to trzeba być trochę wariatem i mieć nierówno pod sufitem.

– Ale i tak wszedłeś do tego zawodu z pokorą.

– No tak, ale jak masz trzydzieści lat i nadal w małych klubach targasz graty i jarasz się, że niesiesz kawałek rockowej energii, to trzeba mieć nierówno pod sufitem. Taka moja droga. Taki jestem. Nie mógłbym być teraz kwiaciarzem, czy bankierem.

I bardzo dobrze! A udało się w końcu komuś sklasyfikować Zeliga? Przy wydawaniu płyty mówiłeś, że teraz czekasz na propozycje od dziennikarzy, co to za gatunek.

– Nie spotkałem się jeszcze. Power metal-disco relax. Tak naprawdę jest to rockowa płyta. Nie zamykam się na żaden gatunek muzyczny, ale ze względu na klasyczny rockowy skład i moją „zatokową” barwę głosu zawsze będzie około rockowe.

– Masz jakieś marzenie muzyczne, cel do którego dążysz? Czy raczej spontanicznie?

– Chciałbym robić evergreeny, piosenki, które będą wzruszać ludzi przez lata. Co prawda jak się wszechświat skurczy, to i po Szekspirze nic nie zostanie, ale trudno się pozbyć potrzeby bycia nieśmiertelnym w jakiś sposób.

 – Tobie przez co ostatnio przyklejała się krew do żył?

– Przez złą dietę i kłótnie gęstnieje atmosfera.

– Na co dzień też jesteś takim zwierzęciem scenicznym?

– Podobno mi się zdarza. Ja to traktuję jako objaw braku profesjonalizmu. Muzyk tak jak aktor powinien umieć wyzwolić emocje na zawołanie. Oczywiście najczęściej jest tak, że muzyka mnie ponosi i jest masakra. Bywa i tak, że jest gorszy dzień, czapa na głowie i dobry Boże nie pomoże. Wtedy jestem raczej zwierzątkiem, albo mopsem scenicznym co najwyżej. Mam nadzieję, że dzisiaj też uda nam się tak zakręcić, że zejdziemy całkowicie spoceni i zmęczeni ze sceny.

– Na koncertach wolisz dobierać się słuchaczom do gardeł/uszy w pojedynkę, czy raczej w stadzie, zespole?

–  Zdecydowanie wolę grać w zespole. Wtedy mnoży się tę energię przez ludzi w zespole i wzajemnie nakręca. Jak jest dobra energia, to wystarczy, że spojrzysz w oczy koledze obok i od razu jest dwa razy mocniej. Pewnie satysfakcja jest większa jeżeli samemu uda się złapać ludzi. Mimo wszystko mam większą frajdę, kiedy wspiera mnie gruby sound zespołu.

– A Ty ,,czego najbardziej się boisz”?

– Oprócz tego, że ,,przeciętności lękam się w chuj”? Uciekającego czasu, tego by plany zamieniały się w projekty. Uciekających lat i przyspieszającego zegarka. Boję się, bym nie obudził się z ręką w nocniku, że na wszystko jest już za późno, a mogłem tyle zrobić, a teraz  jestem stary i wokół mnie pielęgniary. Lęki popularne. Na pewno nie chciałbym być przeciętny. Wolę zrobić spektakularny błąd, który mnie naprowadzi na właściwą ścieżkę niż trzymać się bezpiecznego środka.

– Co Cię nastraja lub kto?

– Ray Charles. Zawsze jak mam jakąś zapaść to włączam ,,What’d I say”. Momentalnie od razu jest lepiej. Z najgorszego doła Ray Charles potrafi mnie wyprowadzić.

– A masz takie wrażenie, że jesteś nie z tej epoki, nie z tego wieku i chciałbyś się cofnąć?

– Jasne. Jak byłem mały strasznie chciałem być muszkieterem i żałowałem, że nie urodziłem się w siedemnastowiecznej Francji. Serio. Strasznie płakałem, że nie jeżdżę na koniu i że nie mam szpady. To był dla mnie ból. A jak teraz sobie jęczę ,,O tempora! O mores!” to żałuję, że nie urodziłem się przynajmniej trzydzieści lat temu i bardziej w lewo na mapie.

– W czasach rock n’ rolla?

– Tak, w złotych latach kiedy pionierzy kuli żelazo. Takie tęsknoty najlepiej chyba spointował Woody Allen w filmie ,,O północy w Paryżu”. Światowy film, polecam.

– Wciąż nienawidzisz Internetu?

– Nienawiść zazwyczaj bierze się z niezrozumienia. Wiadomo, że Internet ułatwia życie, ale jest wyzwaniem. Pewnie jakbym urodził się trzydzieści lat później, to bym żałował, że nie urodziłem się w tych czasach, kiedy byli pionierzy Internetu, a on dopiero raczkował i wtedy można było robić karierę. Łatwo ogłupieć w tym nawale informacji. Trudno jest skupić się, by coś Cię naprawdę zaciekawiło. Trudno jest słuchać całej płyty jeszcze raz i jeszcze raz w nią wejść. Z drugiej strony, każdy chłopak, który ma gitarę akustyczną i laptopa w domu, może zawojować świat z pozycji małego pokoju. Nie potrzebuje on do tego dużej wytwórni i stacji radiowych. W moim przypadku trzeba zmienić podejście i zacząć zastanawiać się jak go wykorzystać.

– Będziesz wykorzystywał?

– Mam taki plan. Może wezmę korepetycje z Internetu. Albo weźmiemy następnego członku zespołu, jakiegoś geeka internetowego.

– Jest  coś o czym byś nigdy nie zaśpiewał?

– To chyba nie jest kwestia tematu, a sposobu w jaki go podasz. Nie sądzę, aby były tematy, o których bym nie zaśpiewał.

Autor: Agnieszka Kowalska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close