niedziela , 11 Grudzień 2016
Home / Kultura / Muzyka / Tylko garstka ludzi…
(fot. )

Tylko garstka ludzi…

Na koncert grupy California Stories Uncovered szedłem z małym zamętem w głowie. Przede wszystkim, jak wspomniałem, moje nastawienie do rodzimych grup jest sceptyczne. Po drugie, dane mi było zapoznać się tylko z czterooutworową, w pełni instrumentalną EPką,  przesiąkniętą klimatem dokonań grupy Mogwai. Brzmienie poprawne, kompozycje dobre, ale jakby wtórne. Sam zespół odgrażał się przed koncertem, że w żadnym wypadku wspomniane wydawnictwo nie pokazuje tego, czym są teraz. I mieli racje.

Zaczęło się od opóźnienia, gdyż klub Straszny Dwór wedle niepisanej umowy z sąsiadującym kinem Newa czeka z rozpoczęciem koncertów do momentu zakończenia seansu. Po niecałej godzinie wyczekiwania pięć osób pojawiło się na scenie. Chwycili za instrumenty i zaczęli. Znakiem firmowym California Stories Uncovered są przede wszystkim przejścia od cichych, spokojnych dźwięków do ogłuszającego hałasu. Poza Mogwai, których duch unosi się gdzieś nad kompozycjami – choć nie już tak nachalnie – słychać inspiracje grupami shoegaze’owymi, jak Ride czy My Bloody Valentine. Poza trzema gitarami, basem i perkusją panowie umiejętnie wplatają w swe kompozycje klawisze i brzmienia syntetyczne. No i najważniejsza zmiana od czasów EPki – dodanie wokalu.

Po niespełna godzinie grania panowie zapowiedzieli ostatni utwór, po którym zagrali jeszcze numer instrumentalny, następnie zeszli ze sceny. Bez przesadnych pożegnań, wzdychań, trzydziestu bisów i zagadywania publiczności, która może nie była liczna, ale szczodrze wynagradzała każdą piosenkę oklaskami.
 
To, co zapamiętałem z tego koncertu to przede wszystkim bardzo dobre kompozycje, sprawność instrumentalistów, niesamowitą ekspresję sceniczną i uczucie, że to wszystko jest w pełni szczere, że muzycy wierzą w to, co robią. Ostatnie wspomnienie dotyczy niskiej frekwencji. Niestety, występ California Stories Uncovered przyszła obejrzeć tylko garstka ludzi, jednak jestem pewny, iż wyszli oni w pełni zadowoleni – dało się to zaobserwować, gdy po koncercie pod stoiskiem z płytami i koszulkami zrobił się mały tłok. Byle więcej takich koncertów!

Autor: Michał Stachura /fot. Filip Maniuk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close