niedziela , 11 Grudzień 2016
Home / Kultura / Muzyka / Radiohead zagrali w Poznaniu
(fot. )

Radiohead zagrali w Poznaniu

– Cholernie dawno nas tu nie było i nie wiemy, które piosenki znacie, a które nie. Jeżeli jednak nie kojarzycie tej, to mamy przechlapane – powiedział Thom Yorke przed wykonaniem słynnego "Creep". To był wyjątkowy moment, ponieważ Radiohead na koncertach rzadko sięgają po swój pierwszy przebój. Tym utworem zespół zakończył ponad dwugodzinny występ w ramach festiwalu Poznań dla Ziemi.

A co działo się wcześniej? Na początek usłyszeliśmy "15 Steps" i "There There", podczas którego Yorke zaprezentował swój niesamowity taniec, który za każdym razem robi ogromne wrażenie. Szalone ruchy przywołujące pasję, z jaką do swoich piosenek tańczył Ian Curtis z Joy Division.

Repertuar stanowiły głównie utwory z okresu od "Kid A" w górę (z "OK Computer" zagrali tylko trzy kompozycje). Z "The Bends" zagrali jedynie liryczne "Street Spirit", skontrastowany elektronicznym "The Glooming", a następnie drapieżnym "Mixomatosis". Wbrew pozorom każdy z tych utworów świetnie zabrzmiał w sąsiedztwie kompozycji z całkiem innej bajki.

W "Karma Police" Radiohead zastosowali patent ze wspólnym odśpiewaniem końcówki utworu z publicznością. Fani w Poznaniu nie dali plamy, ale na festiwalu w Roskilde byłem świadkiem imponującego wspólnego śpiewu Radiohead-publika, który trwał dobrych kilka minut. W Poznaniu na szczęście obyło się bez inicjatyw w stylu "białe serduszka" czy "biało-czerwona flaga". Zauważyłem jedną flagę z napisem "Thom Marry Me", trzymaną przez jakąś dziewczynę siedzącą na ramionach chłopaka. Zauważył ją również i Yorke, który wskazał palcem na transparent i wykonał żartobliwy gest głową. Działo się to podczas drugiego bisu, podczas którego wokalista Radiohead aż tryskał humorem. Wychodząc do publiczności po blisko dwóch godzinach koncertu przywitał się "Dobry wieczór".

Najlepszy fragment koncertu? Nie, to nie był "Paranoid Android". Zdecydowanie najbardziej zapadający moment w pamięci to "The National Anthem". Porażające gitary, świetne wściekłe wykonanie, potężna dawka energii. To był szczytowy fragment koncertu Radiohead w Poznaniu.

Nie bez powodu przywołałem wcześniej akcje fanów z koncertów U2 czy Madonny. W Poznaniu nie liczyły się sceny za 40 milionów dolarów czy układy taneczne i rolls royce na estradzie. Najważniejsza była muzyka, oprawiona skromnym, ale pomysłowym i efektownym oświetleniem przypominającym wiszące sople lodu. Radiohead, choć są zespołem z absolutnego topu, na szczęście nie zamienili się w obwoźny cyrk muzyczny. Wciąż stawiają na muzykę, którą odbiera się czy to z zamkniętymi oczami, jak chłopak stojący obok mnie, czy też pobijając rekordy w skoku dosiężnym, jak pewna nastolatka bawiąca się przede mną.

W Poznaniu usłyszeliśmy m.in. najnowszy utwór Radiohead "These Are My Twisted Words". Gitarowa, inspirowana nową falą kompozycja pokazująca, że Brytyjczycy wciąż poszukują. Nam pozostaje czekać na ich następną wizytę w Polsce, bo koncert w Poznaniu pozostawił niedosyt. Pozytywny niedosyt, bo grupa nie zawiodła, ale sprawiła, że z ich muzyką chciałoby się obcować częściej niż raz na 15 lat.
 

Autor: www.interia.pl, Artur Wróblewski, Poznań

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close