Home / Kultura / Muzyka / Radiohead: Wreszcie się udało
fot.
(fot. )

Radiohead: Wreszcie się udało

W 1994 roku kwintet z Oxford był jednym z wielu gitarowych zespołów z Wysp Brytyjskich, któremu dodatkowo udało się wylansować przebój "Creep". Piosenka to wyjątkowa, ale płyta, na której się znalazła ("Pablo Honey", 1993) jest wydawnictwem delikatnie mówiąc solidnym. Dlatego z koncertu Radiohead w ramach festiwalu Marlboro Rock-In w Sopocie nikt nie robił wielkiego szumu. Szumu, który towarzyszy obecnej wizycie muzyków w Polsce.

Muzycy mieli świadomość przeciętności debiutu i następnym albumem chcieli udowodnić, że łatka "zespołu jednego przeboju" jest niesprawiedliwa. Udało im się. Wydany w 1995 roku "The Bends" to jeden z najlepszych gitarowych albumów wszech czasów. Kompozycje "High and Dry", "Fake Plastic Trees", "Just" czy "Street Spirit (Fade Out)" pokazały, że grupa ma nie tylko potencjał komercyjny, ale również własną wizję na muzykę gitarową. Jakżeż inną od dominującej wtedy w Zjednoczonym Królestwie fali britpopu.

Ambitnym muzykom było jednak mało. Następny album "OK Computer" to bezdyskusyjnie jedna z 10 najważniejszych płyt w historii muzyki rockowej. I dotyczy to obszaru poza Wyspami Brytyjskimi, gdzie trzecia płyta Radiohead ceniona jest wyżej, niż dokonania The Beatles, The Rolling Stones czy The Clash.

Na "OK Computer", który został już zrecenzowany i wychwalony na wszelkie możliwe sposoby, zmieściły się takie klasyki współczesnej muzyki alternatywnej, jak "Lucky", "Karma Police" czy "Paranoid Android", być może najwybitniejszy utwór w historii rocka.

"OK Computer" nie dało się przeskoczyć, ale muzycy zdecydowali się… obejść swój najlepszy album. Jak głosi legenda, wokalista Thom Yorke zainteresował się muzyką elektroniczną i miał zamówić cały pionierskiej i wizjonerskiej wytwórni Warp Records. W zespole dochodziło do sporów co do artystycznego kierunku, jaki ma obrać formacja. Gitarzysta Ed O’Brien chciał trzyminutowych gitarowych piosenek, Yorke optował za elektronicznymi eksperymentami. Efektem był album "Kid A" (2000), zdecydowanie najmniej komercyjna płyta, która trafiła na 1. miejsce amerykańskiej listy bestsellerów płytowych magazynu "Billboard".

Rok po wydaniu "Kid A" do sklepów trafił siostrzany "Amnesiac" – album łatwiejszy w odbiorze, bardziej standardowy i z singlami, których zabrakło na "Kid A".

Sesja do następnego "Hail to the Thief " (2003) była ponoć sielanką w porównaniu z ciężkimi nagraniami przed "Kid A"/"Amnesiac". Radiohead szóstym studyjnym albumem powrócili do gitarowo-alternatywnych klimatów, co ucieszyło wielu fanów grupy stęsknionych kompozycji w stylu "Karma Police" czy "Just". Płyta spotkała się z ciepłym przyjęciem ze strony krytyków, ale rewolucji muzycznej – co pewnie zawsze jest ambicją Radiohead – nie wywołała. Z perspektywy czasu można z pełnym przekonaniem stwierdzić, że "Hail to the Thief " to jedna z najmniej ciekawych płyt zespołu.

Następny album zaczął powstawać już w 2005 roku, ale sesja nagraniowa szła więcej niż opornie. Wspominając nagrania Yorke używał takich sformułowań, jak "strata czasu" i "frustracja". Kiedy płyta wreszcie była gotowa (sesję wielokrotnie przerywano i wznawiano) Radiohead po raz kolejny zaskoczyli. Muzycy postanowili umieścić album zatytułowany "In Rainbows" w internecie, a cenę za skopiowanie płyty wyznaczyli sami fani! Pomysł może nie był nowatorski, bo muzykę do sieci wrzucało wcześniej wielu niezależnych artystów, ale nigdy wcześniej na taki krok nie zdecydował się zespół z absolutnej pierwszej ligi wykonawców muzycznych. Po raz kolejny za sprawą Radiohead doszło do rewolucji, tym razem w biznesie muzycznym. "In Rainbows" od strony muzycznej zwiastował powrót kwintetu do formy. Album na 5 gwiazdek ocenili m.in. magazyn "Q" czy "The Guardian".

Przez te wszystkie lata Radiohead szerokim łukiem omijali Polskę, choć w naszym kraju mają rzeszę wiernych fanów. Mówiło się, że grupa wystąpi na Open’er Festivalu czy krakowskim Sacrum Profanum. Ostatecznie Thom Yorke i koledzy zagrają we wtorek (25 sierpnia) w stolicy Wielkopolski w ramach festiwalu "Poznań dla Ziemi", a my wreszcie będziemy mogli się delektować zjawiskowością Radiohead, bo koncerty Brytyjczyków to prawdziwa celebracja potęgi muzyki i sztuki w ogóle.

Autor: www.interia.pl

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close