MUZYKA:

Kosmiczne jajo

Najnowsza płyta „Cosmic Egg” przykuwa uwagę nie tylko okładką, ale wystrzałową porcją świeżej energii. Krążek otwiera szybki hardrockowy numer „California Queen” – jednym słowem cudo! Lider zespołu, Andrew Stockdale zdołał zachować ducha Wolfmother. Chciałoby się odetchnąć z ulgą, ale to nie możliwe, bowiem kolejne kompozycje zapierają dech w piersiach. Taneczny i melodyjny  „New Moon Rising” idealnie będzie rozgrzewać publiczność podczas koncertów. Tytułowy utwór to piękna gitarowa jazda. Nastrój trochę psuje „Far Away” za sprawą swojej sennej i powolnej atmosfery. Panowie z Wolfmother w przyszłości powinni trzymać się z dala od takich pomysłów. Dynamika w radosnym stylu zostaje przywrócona za sprawą kolejnych kawałków.
 
„Cosmic Egg” brzmi profesjonalnie i nie rozczarowuje. Krótkie i spójne piosenki cechuje estetyka, która w żaden sposób nie szkodzi muzycznemu szaleństwu. Stockdale zaśpiewał cudownie. Jeśli chodzi o część instrumentalną, melodie przeplatają się z odrobiną ciężaru dodającego pazurów szybkim kompozycjom („10,000 Feet”). Moim faworytem jest bardzo rytmiczny „Phoenix”, którego atutem jest nieco surowe brzmienie.

Nowi członkowie świetnie odnaleźli się w stylistyce Wolmother. Album jest dobry, ale do pięciu gwiazdek chyba czegoś zabrakło. Poprzednia płyta oferowała trochę surowsze  i ostrzejsze brzmienie. Na „Cosmic Egg” muzycy niepotrzebnie zwalniali w niektórych utworach, zmniejszając nieco porcję podawanej adrenaliny. Nie ma jednak powodów do rozczarowań. Radosna i żywiołowa porcja oryginalnych gitarowych dźwięków i starannie dopasowanych solówek jest miłym prezentem o tej porze roku. Wolfmother zdołał utrzymać wysoką poprzeczkę.

Autor: Konrad Zawiślak

Zobacz więcej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Back to top button
0:00
0:00