czwartek , 8 Grudzień 2016
Home / Kultura / Muzyka / Jak nie grać
fot.
(fot. )

Jak nie grać

 Utarło się mówienie o Foo Fighters jako o grupie od singli – i trudno temu zaprzeczyć. Kawałki promujące płyty zespołu były bardzo dobre, same płyty – nie aż tak bardzo. Świadczy o tym chociażby fakt, że ich najrówniejszy (i chyba najlepszy) album to zestaw “Greatest Hits”. Jednak w naszych czasach kupowanie singli jest równie popularne, co czytanie książek. Cóż więc pozostaje, trzeba nagrywać longplaye. 
 
Do pracy nad “Wasting Light” usiedli razem z Butchem Vigiem, do dziś nazywanego producentem “Nevermind” Nirvany. Niesłusznie. Krążek został odesłany przez wytwórnię do innego producenta, który miał mu nadać bardziej wygładzone brzmienie, sam Vig tylko i aż nagrał zespół. Poza tym pojawił się jeszcze Krist Novoselic, basista grunge’owej legendy oraz Bob Mould. 
 
Pierwszy utwór to przykład idealnego połączenia melodii i ciężkiego grania: podkład riffowy, w zwrotce krzyki, ale refren przyjemny i melodyjny. Następny po “Bridge Burning” jest singlowy “Rope” i tu już zaczynają się problemy, ale wszystko ratuje refren z rewelacyjną partią perkusji. Kompletnym nieporozumieniem jest “White Limo”, który jest dobrym przykładem na to, jak nie grać, na szczęście sytuację łagodzi “Arlandria”, chyba najbardziej w stylu Foo Fighters na “Wasting Light”. Dalej mamy równie dobre “These Days”, choć zwrotka sprawia wrażenie pisanej na kolanie. 
 
I tak wygląda ta płyta. Raz jest naprawdę dobrze, za chwilę jest źle. Zaczyna się ciekawie, potem wieje nudą. „Rope” rozkręca się naprawdę nieźle, ale potem następują jakieś niepotrzebne instrumentalne popisy. A taka sinusoida nie służy słuchaczowi – by dotrzeć do takiej perełki jak “I Should Have Known”, trzeba się sporo natrudzić. 
 
“Myślę, że się zgubiłem”, śpiewa Grohl w wieńczącym album “Walk” i chyba ma rację – Foo Fighters jakoś nie do twarzy w cięższej estetyce. Świadczy o tym fakt, że najlepsze na tej płycie są momenty melodyjne, typowy mainstreamowy rock, do którego ta grupa nas przyzwyczaiła i na którym zbudowała swoją markę. Szkoda by było, gdyby dopełnili obietnicy złożonej w tytule tego albumu i zmarnowali to światło.
 

Autor: Michał Stachura

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close