Home / Kultura / Muzyka / Gdzie Diabeł mówi dobranoc
fot.
(fot. )

Gdzie Diabeł mówi dobranoc

Koncert pod wymownym szyldem „Old no. 666” rozpoczął zielonogórski zespół Mystherium, który po kilku latach nieobecności powrócił na scenę. Skład kapeli zmienił się zupełnie w porównaniu z tym jak wyglądał przed zawieszeniem działalności. Jedynym członkiem z tamtego okresu jest aktualnie klawiszowiec M. Muzyka wykonywana przez kapelę jest jednak wciąż taka sama, a na imię jej gotycki black metal. Dostaliśmy zatem miksturę ciężkich gitar z budującymi mroczny klimat dźwiękami keyboardu. Za mikrofonem w Mystherium stoi młoda niewiasta, którą kojarzyć można także z występów w grupie Syndrom. Na pierwszy rzut oka robiła wrażenie onieśmielonej tym, że gra koncert. Jednak w momencie gdy zaczęła growlować (sic!), nie było już wątpliwości, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Trzeba przyznać, że niejeden adept sztuki growlingu płci męskiej, mógłby pobierać u niej lekcje tego typu ekspresji wokalnej. Była ona na pewno bardzo mocnym punktem tego zespołu, jeśli nie najmocniejszym. Reszta kapeli zaprezentowała się także całkiem przyzwoicie, ale publika dość statycznie obserwowała ich poczynania na scenie. Niemniej jednak zespół został wywołany na jeden bis. Warto śledzić dalsze poczynania Mystherium, gdyż są chyba jedyną kapelą w naszym mieście (a na pewno jedną z niewielu), uprawiającą klimatyczną odmianę metalu.
 
Po występie zielonogórzan miało być już jednak brutalnie i jeszcze brutalniej. Po kilkunastu minutach przerwy na scenie zainstalował się polsko-niemiecki kolektyw o uroczej nazwie Genital Putrefaction. Kapela ta powróciła na scenę w ubiegłym roku po kilkunastoletniej przerwie, by kontynuować szerzenie death/grindowej zarazy. W Zielonej Górze zmuszeni byli niestety wystąpić w uszczuplonym składzie. Jak zdradził mi przed koncertem ich basista Robert Fedorowitz, na dwa dni przed imprezą opuścił ich drugi gitarzysta. W związku z tym musieli zubożyć niektóre swoje utwory o pewne harmonie i aranżacje, by nie ucierpiało na tym brzmienie. To niestety i tak szwankowało od samego początku występu tej kapeli. Na pierwszy plan wysuwały się bębny, które skutecznie zagłuszyły bas i gitarę, zlewające się w jedną całość. Na domiar złego gitarzysta miał problemy z efektem gitarowym, które jednak po kilku chwilach udało się zażegnać. Poprawiło się także brzmienie i wreszcie można było bez przeszkód delektować się death metalem Genital Putrefaction, który powinien spodobać się wiernym fanom starej szwedzkiej sceny spod znaku Entombed, czy amerykańskich zwyrodnialców z Autopsy.
 
Czarną wisienką na tym piekielnym torcie był występ Demogorgon, którzy pierwotnie mieli wystąpić przedostatni. Jednak z różnych przyczyn przesunięto ich na pozycję headlinera. Po złowieszczym intrze posypały się z głośników brutalne death metalowe dźwięki, charakterystyczne dla amerykańskiej szkoły gatunku. Przestało także szwankować brzmienie. Kapela zabrzmiała ciężko, brutalnie i selektywnie. Zielonogórsko – wrocławskie trio zaprezentowało bardzo szybki i intensywny repertuar, składający się głównie z premierowych kawałków. Lider Demogorgona Astek żartował przed koncertem, że wystąpią niemal jako nowa kapela. Mimo, że utwory nie były jeszcze znane zielonogórskiej publiczności, albo znane były słabo, przybyli na koncert zgotowali zespołowi bardzo ciepłe przyjęcie. Z pozamuzycznych elementów, doszło na scenie także do wydarzenia, które mogłoby przysporzyć Demogorgonowi kłopotów, gdyby na sali znajdował się ktoś pokroju Ryszarda Nowaka. Miejmy nadzieję jednak, że nikt taki na owej imprezie się nie pojawił. Minusem ich występu był na pewno jego czas trwania. Zespół zagrzał miejsce na scenie na nieco ponad pół godziny.
 
Miłośnicy ekstremalnych wrażeń muzycznych powinni być zadowoleni z niedzielnego koncertu. Niestety nie wiadomo, kiedy tego typu event zagości znów na zielonogórskiej mapie imprez. Tym bardziej powinni żałować ci, których nie było… a z przykrością trzeba stwierdzić, że są w większości.
 

Autor: Michał Cierniak

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close