Home / Kultura / Muzyka / Dust Blow – Escape From The Landscape
fot.
(fot. )

Dust Blow – Escape From The Landscape

Po wielu roszadach, skład zespołu ustabilizował się następująco: załęs (Piotr Załęski) – wokal, gitary; ropson (Robert Pękala) – gitary; boro (Grzegorz Sawa-Borysławski) – bas; mieto (Rafał Gmur) – bębny.

Dust Blow zagrał wiele koncertów w Polsce i za granicą ( trasa po Austrii ). W 2006 roku, na 5-lecie zespołum podczas koncertów rozprowadzana była EP-ka "In Rivers" w specjalnej numerowanej edycji zawierającej dodatkowo kilka nagrań koncertowych i demówek. We wrześniu 2007 roku w Opalenicy k/Poznania w ciągu miesiąca, pod czujnym okiem Przemka "Perły" Wejmanna, zespół nagrywa materiał na debiutancki album długogrający "Escape from the Landscape", którego premiera już 1 września, nakładem Lou & Rocked Boys.

Bawiąc się w szufladkowanie, styl zespołu jest połączeniem elementów melodyjnych brzmień Seattle, punk-rocka oraz indie…

1. Runaway
2. Fear
3. A Ballad For Candy
4. Fate
5. Stand Up
6. 10.000 Years
7. Go Away
8. Bloodhoundog
9. There
10. Sweet Side of Suicide
11. Deal
12. Black

Autor:

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Home / Kultura / Muzyka / Dust Blow: Escape from the landscape
fot.
(fot. )

Dust Blow: Escape from the landscape

Zwykle recenzje zaczyna się od banałów takich jak: design, kształt okładki, jakaś historia związana z zespołem. Ja zostawię to sobie na koniec i w myśl zasady, że deser najlepiej smakuje przed obiadem, zacznę od muzyki.

Od początku uderza nas wkręcający się, szybki rytm i hałaśliwa gitara utworu "Runaway".
Jakby muzycy chcieli dać nam ostatnią szansę ucieczki, ale to sytuacja patowa – od pierwszego taktu jedyne na co ma się ochotę, to słuchać dalej. A potem?
    
Potem jest już tylko lepiej…

"Fear" wita nas lekko greenday’owym intro z riffem "zza ściany" i zaciągającym, odrobinę zachrypniętym, wręcz "cobainowskim" głosem wokalisty (Piotr "Załęs" Załęski), nagle przechodząc w szybki, łatwo wkręcający się utwór, w którym rzuca się na uszy frustrację i wyrzut. Następnie jakby w odpowiedzi kawałek "a ballad for candy", w której frustracja rozładowuje się w muzycznym szale i wokalnej drwinie. Po ostrej jeździe bez trzymanki – chwila oddechu – w trakcie "Stand up", ale tylko pozorna, bo "Załęs" znowu robi swoje i „delikatnie” sugeruje nam, że "coś jest nie tak". Znowu nerwy, i upust emocji w "10.000 years" i tak w kółko już do samego końca.
    
Garść faktów
    
"Escape from the landscape" to praktycznie debiutancki* długogrający album chłopaków z Wrocławia, którzy w roku pańskim 2001 postanowili, po wielu krętych drogach i załomach muzycznych, założyć kapelę rockową. Finał tej przygody, czyli wydany w Rockers Publishing świeżutki album grupy, mam właśnie przed sobą. Swoją drogą naprawdę ładny: Kartonowe opakowanie, na awersie jakby stare zdjęciem człowieka na skraju ceglanego falochronu. Na rewersie ceglany mur z drzwiami po prawej stronie, na drzwiach trochę nieczytelne tytuły utworów i w zasadzie tylko do tego można się przyczepić od strony wydania. W środku standard: długie podziękowania, skład, teksty piosenek naniesione na dodaną kartkę w kształcie płyty winylowej i CD z trudnym do określenia psychodelicznym nie pasującym do całości wyglądem, mimo to robiącym miłe dla oka  wrażenie. Ogólnie nic do czego można by się było przyczepić, ale też nie ma fajerwerków.

Ona się nie nudzi

Sam album to 12 kawałków wypluwanych z "prędkością dźwięku" (średnia to ok. 2,5 min) całość trwa jakieś 34 – krótko? A i owszem, ale ile razy by nie wrzucić tego do odtwarzacza, czuje się ten sam dreszcz. Ona po prostu się NIE NUDZI !!!  
    
Jeśli już ktoś upiera się przy szufladkowaniu, to powiedziałbym mu: „polski grunge”. Od siebie powiem jednak, że oni po prostu czują muzykę i to powinno wystarczyć za jakąkolwiek szufladkę. Podsumowując, naprawdę dawno nie wyżyłem się mentalnie tak jak w przypadku "Escape from the landscape", a to z kolei zważywszy na fakt, że podobnie jak muzycy pochodzę z ziemi słowiańskiej, mile łechce moje samopoczucie. Czy trzeba dodawać coś więcej?

* Tak naprawdę jest to pierwszy album wydany w komercyjnej wytwórni (ALE ZA TO JAKIEJ). Wcześniej wyszły wydane własnym sumptem dwie EP’ki i „komercyjny” singiel. Po więcej informacji odsyłam na oficjalną stronę zespołu www.dustblow.com.

PS
Za znalezione błędy z podziękowaniami dla Jana Niezbędnego.
Autor: Adrian Wrona

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close