niedziela , 4 Grudzień 2016
Home / Kultura / Muzyka / Chwytać ludzi za gardło
fot.
(fot. )

Chwytać ludzi za gardło

UZetka: Można powiedzieć: wreszcie. Po wielu staraniach, Terminal wszedł do studia, by nagrać materiał na debiutancką płytę.
Daniel Grupa: No tak, kosztowało nas to trochę czasu, pieniędzy, pracy. Ale wygląda na to, że zmierzamy we właściwym kierunku. Nagrywamy od początku grudnia. Nie wiadomo, ile jeszcze czasu spędzimy w studiu, ale znając nas, posiedzimy w nim trochę (śmiech). O nagraniach albumu myśleliśmy od samego początku, odkąd zaczęliśmy grać próby w Głuchowie (wieś koło Sulechowa – przyp. MK). Dobrze się stało, że nagrywamy ją dopiero teraz w studiu w Lubrzy. Mamy więcej doświadczenia.

W obozie Terminala sporo się dzieje. Zmieniliście wokalistę…
Dawno, dawno temu, kiedy zakładaliśmy zespół, pojawiła się koncepcja, żeby mieć dwóch wokalistów. Jeden miałby rapować, drugi śpiewać.

Czekaj, skądś to znam. Linkin Park?
(śmiech) Nie chciałem tego mówić. Złożyło się tak, że skończyliśmy z jednym wokalistą. Był nim Przemek Puk. Okazało się, że to nie wyjdzie, taka formuła „nie zażarła” w Terminalu. Zdecydowaliśmy się na jednego wokalistę i został nim Przemek. Po jakimś dłuższym czasie okazało się, że… może zrobiliśmy źle?

Puka już z Wami nie ma, bo wybrał polsatowską „Fabrykę gwiazd”?
Nie, to nie dlatego. Wiedzieliśmy o jego udziale na długo przed tym, jak się rozstaliśmy. To wynikało wyłącznie z różnic artystycznych, życzę mu jak najlepiej, bo to naprawdę szalenie zdolny chłopak. Rozstaliśmy się w pełnej przyjaźni, wszyscy podjęliśmy taką decyzję. Z perspektywy czasu myślę, że wszystkim wyszło to na dobre.

No tak, jego obecne wcielenie to pop, muzyka daleka od progresywnego metalu spod znaku Terminala. Niemniej, Wasz obecny wokalista też jest z zupełnie innej bajki…
W okresie, że tak to nazwę „przedmutacyjnym” występował w pewnym zespole (a imię jego Just5 – przyp. MK). Ale to było dawno. Bardzo dawno. Daniel Moszczyński, bo tak się nazywa, to nasz stary znajomy. To właśnie jego braliśmy pod uwagę, kiedy powstała koncepcja dwóch wokalistów. Daniel wprowadził na scenę coś, czego nie mieliśmy wcześniej. Siłę, magnetyzm. On chwyta publiczność za gardło – brakowało nam tego. Jest doskonałym frontmanem. Daniel ma też inny sposób śpiewania. Ma mocniejszy głos. Tę różnicę słychać na koncertach. Podziwiam go, bo miał naprawdę niewiele czasu na opanowanie materiału. Tydzień po tym, jak do nas dołączył, graliśmy zamknięty koncert w studiu w Lubrzy, na którym się zresztą widzieliśmy. Tydzień później pojechaliśmy na koncert do Warszawy, do klubu Progresja i Daniel poradził sobie znakomicie.

Jak Moszczyńskiego odbierają ludzie? Docierają do Was głosy mówiące, że jednak Puk był lepszy?
Oczywiście, pojawiają się. Przy czym dotyczą tego, że Przemek był po prostu inny. Ale nie są to opinie, które mówią, że Daniel jest gorszy. Zawsze tak musi być. Jeśli dowolna kapela zmienia wokalistę, musi się na to przygotować.

Gościem na płycie Terminala będzie Virgil Donati. Człowiek, który gra z najlepszymi muzykami świata. Steve Vai, Tony McAlpine, Billy Sheehan… a teraz będzie Terminal.
Wysłaliśmy do Virgila maila. Odpisał po paru dniach. Spodobała mu się nasza muzyka. On ma masę propozycji współpracy i wybrał nas. Niewiarygodne. Przyjechał na parę dni, odebraliśmy go z Berlina i pojechaliśmy do studia. Na płycie będą dwa utwory z jego udziałem, w tym jeden napisany specjalnie z myślą o Virgilu. Bardziej skomplikowany, jeszcze bardziej progresywny od pozostałych.

Opowiesz co nieco o Donatim?
To fantastyczny człowiek. Bardzo otwarty i pozytywny. I ma niewiarygodny zmysł muzyczny. Ale trudno się dziwić, w końcu jest jednym z najlepszych perkusistów na świecie. I nie mówię tego dlatego, że gra na naszej płycie (śmiech). Samo to, że przyjął naszą propozycję, jest wielką nobilitacją. Ryczeliśmy ze szczęścia.

Na YouTube można znaleźć raport wideo ze studia w Lubrzy. Virgil mówi w nim po polsku, m.in. „kocham cię”. To… do któregoś z Was?
(śmiech) Tego to nie wiem. Ale coś w tym jest. Wczoraj (rozmawialiśmy 15 stycznia – przyp. MK) dostałem od niego życzenia świąteczne. I na końcu też było „kocham cię”. Trochę te życzenia szły… mailem (śmiech). Nauczyliśmy go większej ilości polskich słów, ale były raczej pikantne, więc… może sobie darujemy (śmiech).

Virgil mówi, że marzy mu się wspólna trasa z Terminalem.
No tak, jest na to szansa. Nie chcę na razie zapeszać. W grę wchodzi udział Terminala w trasie projektu Virgila Devils Slingshot, gdzie grają McAlpine (Vai, Planet X) i Sheehan (Mr Big, Vai). Zdecydowanie za wcześnie na jakiekolwiek szczegóły. Najpierw musimy skończyć płytę. Za dwa miesiące powiem Wam więcej.

Lata temu nagraliście strasznie profesjonalne demo. Wiadomo, to już nie są czasy, kiedy takie rzeczy nagrywało się w garażu, niemniej demo Terminala brzmiało naprawdę zawodowo.
Wiele sobie obiecywaliśmy po tamtym materiale, jednak życie trochę z zrewidowało nasz pogląd. Z perspektywy czasu nie uważam, że te nagrania były takie fajne. Siedzieliśmy nad nimi strasznie długo i to w pewnym sensie zaszkodziło piosenkom. Za bardzo je dopieściliśmy, brzmiały dość sterylnie. Myślę, że delikatnie przekombinowaliśmy z tymi nagraniami. To nie był stracony czas. Na pewno dobrze się stało, że te utwory trafią na płytę w zupełnie innych wersjach od tych, które były znane dotychczas. Niemniej, to demo dużo nam dało. Dzięki tym czterem utworom mogliśmy pojechać zagranicę, zagrać trasę z After Forever. Byliśmy z nimi w Berlinie, Paryżu, Londynie. Zobaczyliśmy kawałek Europy, widzieliśmy koncerty na zachodzie od organizacyjnej strony. Poznaliśmy masę ludzi. Nauczyliśmy się dyscypliny. Na scenie i w trasie. Tam wszystko jest perfekcyjnie zorganizowane, zespół buduje dramaturgię występu – niesamowita sprawa. A w trasie? Przyjeżdżamy do miasta. Rozładunek, próba, koncert, załadunek, hotel. Potem dalej w drogę.

Polska ma braki organizacyjne względem zachodnich klubów?
Tam jest inna mentalność. Klub wie, że po jego stronie leży zorganizowanie sprzętu, nagłośnienia i świateł, które są w kontrakcie. W Polsce przyjeżdża się do klubu i trzeba grać na tym, co jest. Albo wozić wszystko ze sobą. Doświadczyliśmy różnicy jeżdżąc po Polsce z zespołem Mech. U nas to taka trochę wolna amerykanka. Ale to nie jest najważniejsze. Bo bez względu na to, czy gramy w Paryżu, czy w Koninie, czy w Zielonej Górze, każdy koncert to jest nowe doświadczenie i świetna, świetna zabawa.

Najbliższy koncert gracie w Poznaniu…
4. marca zagramy w klubie „Johny Rocker”. Zrobimy sobie przerwę w nagrywaniu płyty (śmiech).

 

Autor: Maciek Kancerek

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close