Home / Kultura / Muzyka / …a jednak Ryby głos mają!
(fot. )

…a jednak Ryby głos mają!

A wszystko przez jednego człowieka. Szkota żeby było precyzyjnie. Gość każe na siebie mówić Fish (naprawdę nazywa się Dereck William Dick) i uznawany jest za właściciela jednego z najbardziej charakterystycznych i charyzmatycznych wokali na świecie. Pan F. wymyślił sobie, że zabierze dwóch zaprzyjaźnionych muzyków i ruszy z nimi w akustyczną trasę. Jakby tego było mało, postanowił zagrać w 11 polskich miastach. Zielona Góra miała szczęście być jednym z nich. Na set złożyły się największe dokonania pana F. zarówno z zespołem Marilion (którego niegdyś był liderem) jak i solowe osiągnięcia.
 
Nie od dziś wiadomo, że ten wokalista z jakiegoś powodu ukochał sobie Polskę i pojawia się w niej bardzo często. Tego wieczora wspominał o pierwszym swoim pojawieniu się w kraju nad Wisłą w 1989 roku. Z rozbrajającą szczerością stwierdził, że niewiele się tu zmieniło od tego czasu ale widać jakiś postęp. Dodatkowo wskazał 3 cechy jakie łączą przeciętnego Polaka ze Szkotem. Po pierwsze (tu nie powinno być zaskoczeń) zamiłowanie do mocnych trunków. Następnie wymienił wrodzony talent do śpiewu i tańca. Ostatnia z cech zyskała największy aplauz zmieszany z wybuchem śmiechu. Mianowicie zarówno Szkocja jak i Polska są beznadziejne w piłkę nożną. Przyznał też, że panowie w kraciastych kiltach zazdroszczą nam organizowania mistrzostw Europy, bo też chcieliby kiedyś w nich zagrać a nie odpadać w eliminacjach jak to mają w zwyczaju. Na tym skojarzenia Fisha z polskim futbolem się nie kończą. On jako wielki kibic piłki nożnej ma jedną zasadę. Dopingować każdej drużynie stającej naprzeciw reprezentacji Anglii. Po tym wyznaniu publiczność była już jego.
 
Wokalista bardzo szybko stworzył atmosferę kumpelskiego spotkania po latach. Sypał licznymi anegdotami, bez przerwy zagadywał do poszczególnych osób z publiczności, popijając w międzyczasie kolejne lampki wina. Cały czas zachowywał w tym wszystkim umiar nie zapominając też o najważniejszym – muzyce. A ta brzmiała pięknie, urzekająco i niezwykle lirycznie. Miałem spore wątpliwości przed występem co do grania przez zespół kawałków Marilion w wersjach akustycznych. Zupełnie niepotrzebnie! Fish w wieku lat 53 brzmi nawet lepiej niż 3 dekady temu. Nowe aranżacje takich utworów jak: „Fugazi”(z dedykacją dla Japonii), „Kayleigh”, „Lavender”, czy „Punch & Judy” zyskały absolutnie inną, kto wie czy nie lepszą jakość. Efekt dosłownie hipnotyzujący. Publiczność na czas utworów zamierała w ciszy chłonąc na każdy dźwięk wypływający z głośników. Wokalista znany jest ze swoich teatralnych wykonów i niesamowitego budowania napięcia. Moment kiedy wyszedł a w zasadzie dostojnie wstępował w tłum jednocześnie śpiewając musiał wzbudzić zachwyt. Oddanie z jakim Fish wyśpiewywał kolejne songi pokazywały jak wysokiej klasy jest wykonawcą. Takich emocji nie da się zagrać! Całkowite zaangażowanie i radość z grania to wszystko cały skład miał wypisany na twarzach. Artysta nie krył też wzruszenia kiedy po każdym utworze rozlegała się burza braw jaką można zwykle usłyszeć na zakończenie przeciętnego koncertu. Jednak słowo przeciętność w odniesieniu do tego co wypełniony po brzegi Kawon zobaczył tamtej nocy to bardzo zły dobór słów, a nawet obelga.
 
Oczywiście nie mogło obyć się bez bisowania. Ostatnia piosenka – „Sugar Mice” znów przeniosła wokalistę prosto w tłum widzów. Tym razem Fish przybijał piątki, ściskał dłonie zebranych, jednocześnie kręcąc swoją kamerą całe zajście. Z obowiązku dodam tylko, że przez cały czas śpiewał bez najmniejszego drgnięcia w głosie. Wielki szacunek panie F.! Koncert zaczął się punktualnie o godzinie 19:00 a skończył o 21:20. Bardzo miłym i w sumie dość niespodziewanym wydarzeniem było pojawienie się wokalisty jakieś 20 minut po koncercie na sali, gdzie czekali spragnieni autografów fani. Nawet niżej podpisany doczekał się tego zaszczytu na bardzo ładnym plakacie. Udało mi się podziękować Fishowi za cudowny wieczór na co ten odpowiedział: „Nie, to ja dziękuje Tobie”. Nie powiem, niezwykle przyjemne uczucie usłyszeć takie słowa od mistrza. Jednak uparcie będę powtarzał: to My dziękujemy panie F. Tak po prostu i za wszystko.
 
 

Autor: Paweł Hekman/fot. Paweł Hekman

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close