Home / Kultura / Literatura / Klasyka na wakacje: “Kompleks polski”
Co warto przeczytać? (fot. www.sxc.hu)

Klasyka na wakacje: “Kompleks polski”

Konwicki, jak wielu pisarzy i poetów lat 50- tych, 60- tych, 70- tych w Polsce, ma na swoim koncie „produkcyjniaki”, czyli paraliterackie utwory na chwałę systemu. Ale już w późniejszych utworach, takich właśnie jak „Kompleks polski”, patrzy na Polskę tamtych lat z dystansu. „Kompleks…” był pierwszą polską powieścią wydaną w obiegu niezależnym.

Akcja utworu dzieje się w latach 70. w Wigilię. Grupa osób oczekuje pod sklepem jubilerskim na dostawę radzieckich złotych obrączek. Wśród oczekujących są m.in.: właśnie Tadeusz Konwicki, Tadeusz Kojran (niegdyś próbujący zabić Konwickiego na zlecenie podziemia), pan Duszek (ubek, który kiedyś przesłuchiwał Kojrana), pan Grzesio (donosiciel). Kiedy wreszcie pojawia się wyczekiwana dostawa, okazuje się, że nie przywieziono obrączek, ale rosyjskie samowary wraz z losami umożliwiającymi wyjazd do ZSRR. Konwicki omdlewa i zostaje zaniesiony na zaplecze, gdzie przeżywa romans.

W ramach utworu narrator snuje cyniczne i spostrzegawcze refleksje na temat polskości: o literaturze, mówiącej zawsze o sprawach narodowych, o niewoli narodowej i zmarnowaniu przez Polskę szans na utworzenie silnego państwa.

Świat przedstawiony „Kompleksu polskiego” jest nieco oniryczny, motyw poszukiwania, tęsknoty, nadziei, pytania o sens życia przeplata się z ironią – Konwicki kwestie egzystencjalne świetnie tonuje sceptycyzmem, natomiast zgorzkniały pesymizm – romantycznym porywem. Polecamy!

Książki możecie też posłuchać jako słuchowisko na YT:

Cytaty z "Kompleksu polskiego":

„Boże wolnych gwiazd, swobodnych wiatrów słonecznych, niepodległego wszechświata, święty Boże wolności zmiłuj się nad nami niewolnymi, upokorzonymi, zgnojonymi, co zawiśliśmy na wieki między życiem i śmiercią, miedzy niebem i piekłem. Zmiłuj się nad nami i daj nam wieczny odpoczynek od przemocy brata, od tyranii ojca, od zdrady syna”.

„Ja tej swojej prozy nienawidzę. Nienawidzę jak upiora, jak złego wspomnienia, jak wyrzutu sumienia, proza to coś w rodzaju ziarniny cieknącej z mojego organizmu. Niby wskazuje, że coś się zabliźnia, że coś zdrowieje, ale przecież nic się nie zabliźniło i nic nie wyzdrowiało”.

„W tym nieszczęsnym kraju rządziły duszami ludzkimi przez wieki zdeprawowana religia i sprzedajny kościół. Religia na usługach państwa, religia kierowana przez głowę państwa. A istotą tej religii była zawsze forma, rozdęta, zmitologizowana, zabsolutyzowana forma. A w tej formie najważniejsze było słowo.(…) Słowo stało się krwawym tyranem, słowo stało się okrutnym zabobonem i bezlitosnym Bogiem”.

Autor: Kaja Rostkowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close