FILM:

Tak, ten film opatrzono napisem „based on a true story”

Warto przed spotkaniem z tym filmem wiedzieć jedną rzecz – im mniej o wiecie o historii, tym lepiej będziecie się bawić. Dlatego jeśli jeszcze go nie widzieliście, nie czytajcie dalszej części tekstu.

Alan Turing (Benedict Cumberbatch) to wybitny matematyk, a przede wszystkim miłośnik krzyżówek i zagadek. Do tego introwertyk, prawdopodobnie geniusz i outsider. Podczas drugiej wojny światowej zajmował się łamaniem kodu legendarnej Enigmy. Tak, ten film opatrzono napisem „based on true story”. Jeśli reagujecie na takie zagrywki wysypką, drżeniem rąk i bólem brzucha, to spieszę z ważną informacją – nie jest tak źle.

„Gra tajemnic” to nie tylko biografia genialnego matematyka i kryptologa, ale również rzecz o homoseksualizmie, emancypacji, a przede wszystkim samotności. Filmowi brakuje sznytu, który pozwoliłby mówić o kinie wybitnym, ale wciąż pozostajemy w obrębie produkcji bardzo udanych. Olbrzymia w tym zasługa Cumberbatcha, dzielnie ciągnącego cały obraz na własnych barkach. Aktor w końcu doczekał się pierwszego planu, gdzie mógł pokazać cały wachlarz swoich zdolności. Oscara w tym roku mu nie wróżę, ale jeszcze o nim usłyszymy. Dodatkowym i mocno zaskakującym atutem filmu jest humor. Obraz aż skrzy się od ciętych ripost, świetnych żartów rodem z wysp brytyjskich, a tego (przyznaję bez bicia) nie spodziewałem się w ogóle.

Film zalicza kilka potknięć w postaci zbyt dużej łopatologii, epatowania melodramatyzmem, ale ogólny wydźwięk i maestria Cumberbatcha sprawiają, że salę kinową opuścicie z zadowoleniem. Pozostaje jeszcze jedno pytanie: czy o "Grze tajemnic" będziemy pamiętać za kilka lat? Nie sądzę.

Autor: Paweł Hekman

Zobacz więcej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Back to top button
0:00
0:00