niedziela , 4 Grudzień 2016
Home / Kultura / Film / Przystanek Alaska dla twardzieli
fot.
(fot. )

Przystanek Alaska dla twardzieli

Filmów o grupce ludzi zagubionych w dzikiej i niedostępnej głuszy, skazanych na samych siebie, było w historii kinematografii mnóstwo. Najnowsze dzieło Joe Carnahana jest kolejnym do tej kolekcji, ale jednak jest w nim coś, co go wyróżnia. Po kolei jednak. Bohaterami „Przetrwania” jest ośmioro mężczyzn, którzy wychodzą cało z katastrofy lotniczej. Samolot, którym lecieli miał ich zabrać do domu po zakończeniu pracy na platformie wiertniczej na Alasce. Jednym z nich jest John Ottaway grany przez Neesona. To zgorzkniały i doświadczony życiowo myśliwy, którego praca polegała na zabijaniu wilków zagrażających bezpieczeństwu pozostałych pracujących. Gdy po katastrofie okazuje się, że rozbitkowie znaleźli się w sercu terytorium tych dzikich zwierząt i obrażenia fizyczne wcale nie są ich największym zmartwieniem, John staje się samozwańczym przywódcą ocalałej grupy. Stara się on przeprowadzić ją przez lodowe pustkowia i naszpikowane wilkami lasy, do cywilizacji. Owa dzika otwarta przestrzeń jest kluczowym elementem „Przetrwania”. Po raz kolejny możemy się przekonać, że takie terytoria mogą być jeszcze groźniejsze i bardziej przerażające niż klaustrofobiczne klitki. Zdjęcia świetnie oddają klimat nieprzyjaznej natury i wręcz odczuwamy na karku przeszywający chłód, jaki towarzyszy bohaterom. Innym plusem filmu jest sam Liam Neeson i wykreowana przez niego rola Ottaway’a. Świetnie wcielił się w rolę człowieka po przejściach, który nawet myśli o zakończeniu swojego życia, ale kiedy trzeba potrafi pokazać hart ducha. Generalnie Neeson ma dar to tworzenia takich postaci, z którymi widz, jeśli się nie utożsamia, to zaczyna przeżywać ich losy i tu znowu udała mu się ta sztuka.
    Faktem jest, że w „Przetrwaniu”, nawet ktoś kto nie jest wytrawnym znawcą filmów akcji tudzież katastroficznych, bez problemu znajdzie sporo schematów. Oprócz tego można przyczepić się do zbyt ckliwych retrospekcji z życia Johna Ottawaya, odnoszących się do jego dzieciństwa, czy wspomnień
o tajemniczej kobiecie, która jawi się jako niegdysiejszy anioł stróż bohatera. Nie zmienia to jednak faktu, że zostały one podane w ciekawy sposób i potrafią wciągnąć. A poza tym „Przetrwanie” wcale nie ma hollywoodzkiego happy endu z helikopterami ratowniczymi, oraz głównym bohaterem otulonym w koc i popijającym gorącą herbatę. Zakończenie tego filmu jest jego bardzo dużym atutem, jeśli nie największym
i chociażby dla niego, malkontenci doszukujący się w tej produkcji kolekcji klisz, powinni się z nim zapoznać. Na pewno nie pożałują.
    „Przetrwanie” jest kolejnym przykładem na to, że odgrzewany kotlet może smakować dobrze. Wystarczy tylko umieć go dobrze przyprawić i podać w apetyczny sposób. Zatrucie także nam nie grozi, bo niekiedy nawet świeże dania kinematografii potrafią przyprawić nas o grypę żołądkową. Nowy film Joe Carnhana, mimo że nie najoryginalniejszy jest jednak całkiem smacznym kąskiem… nie tylko dla wilków z lasów Alaski.
 
Słuchaj “Miasta Filmów” w każdy piątek o godz. 13:00 w Radiu Index!

Autor: Michał Cierniak

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close