Home / Kultura / Film / Na miarę „Avatara”
fot.
(fot. )

Na miarę „Avatara”

Już przy zwiastunach filmu można było zauważyć najlepszą rzecz w „Bitwie”, mowa o 3D. Tak, 3D, które w potwornej większości polega na zaciemnieniu i (czasami) uprzestrzennieniu obrazu, tu jest prawdziwym trójwymiarem. Szable świszczą nam przed nosem, armaty wycelowane są wprost w naszą stronę, zaś sami bohaterowie, zdawałoby się, co i rusz mijają nas o włos. Pod tym względem „Bitwę warszawską” można postawić obok „Avatara”. Może nawet polscy twórcy poszli o krok dalej? W końcu znaczna część przeboju Camerona była generowana komputerowo, podczas gdy Hoffman wszystko kręcił w naturalnych plenerach. Również dźwięk stoi na najwyższym poziomie (dźwięk, nie muzyka). Zero płaskich, kartonowych odgłosów wybuchów i uderzenia, tak kojarzących się z rodzimym kinem. Brzmienie jest tłuste i realistyczne. 
 
W obsadzie widzimy nazwiska, które nie powinny zawodzić. Olbrychski wydaje się być stworzony do roli Piłsudzkiego, Szyc też pasuje jako młody żołnierz. Linda niejednokrotnie udowadniał, że potrafi swym kwadratowym jestestwem zrobić różnicę. Poza tym Ferency, Garlicki, Żebrowski (który wystąpił chyba w każdym historycznym filmie XXI wieku)… A jednak poza czynnikami wymienionymi w akapicie pierwszym wszystko jest w tym filmie złe, niedobre i żałosne. I przez to śmieszne.
 
Zacznijmy od absurdu, jakim niewątpliwie było obsadzenie w jednej z głównych ról Nataszy Urbańskiej. Jest ona ciekawym przykładem celebrytki, która jest znana z tego, że jest sławna i po obejrzeniu „Bitwy warszawskiej” wiemy dlaczego. Niby to ładne, ale ani gra, ani śpiewa, nawet z tańcem jest jakoś słabo. Oddać jej trzeba jednak, że to najbardziej feministyczna postać jaką widziałem. Na przestrzeni 120 minut trwania filmu grana przez nią Ola jest artystką (?) kabaretową, karabinierką, pielęgniarką…. Bohaterka Urbańskiej jest tak przerysowana, że gdy tylko pojawia się na ekranie, tracimy przekonanie, że to wszystko na serio i całość nabiera klimatu zgrywy z widza. Niestety, Natasza wyraźnie jest przekonana, że to, co robi na ekranie, to aktorstwo. Jej zachowanie przed kamerą sprawia widzowi ból fizyczny (bo w 3D) i, jakby tego było mało, montażyści tego bólu nam nie szczędzą. Zresztą nikt się na ekranie specjalnie nie wysila. Ferency co prawda się stara, Szyc, jakby zażenowany tym, że płacą mu za udział w czymś takim, również wycisnął ze swojej roli parę przyzwoitych momentów, ale prócz tego mamy totalny pustostan aktorski. 
 
Scenariusz? Twórcy zawierzyli swoim umiejętnościom, jak niegdyś twórcy „Rejsu” i po prostu improwizowali. Efekt? Widz nie ma pojęcia, że ogląda tytułową bitwę, dopóki generał Wieniawa-Długoszewski (Linda) gratuluje Piłsudzkiemu zwycięstwa. Film jest nieczytelny, nielogiczny, nie postarano się tu ani rozwinąć, ani zakończyć któregokolwiek z wątków.
 
Być może będąc świadomym braku jakiejkolwiek treści w swym najnowszym dziele, Jerzy Hoffman przy jego promocji określał się mianem batalisty. I rzeczywiście, sceny walk wyglądają nieźle. Czasem nieczytelne, prawie zawsze za krótkie i z paroma totalnie niepotrzebnymi, patetycznymi scenami z wykorzystaniem slow-motion, ale robiące wrażenie. Zresztą plastycznie „Bitwa warszawska” jest ogólnie filmem nienajgorszym i na etapie zdjęć nic nie zwiastuje katastrofy.
 
Tych parę akapitów to tylko wierzchołek góry lodowej. Wymieniłem wszystkie plusy, za to tylko parę z wielu minusów najnowszego obrazu Hoffmana. Ten film to zdecydowanie najsłabszy polski film roku. Poziom żenady jest wyższy nawet niż w nieszczęsnym „Jak pozbyć się cellulitu”, bo za „Bitwę warszawską” wzięli się poważni ludzie. Oczywiście jest on skazany na sukces kasowy – jak każdy film historyczny/ekranizacja lektury. Wystarczy spojrzeć na największe hity kinowe w Polsce i już wiadomo, co za miesiąc będzie na pierwszym miejscu. Dlaczego? Bo na te film wybiorą się całe szkoły. Patos, kicz, żenada, bezsens, absurd – te słowa walczą między sobą o miano najczęściej wypowiadanego po seansie. To ja już wolę książkę do historii, proszę pani.

Autor: Michał Stachura

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close