czwartek , 8 Grudzień 2016
Home / Kultura / Film / Kochaj czy tańcz?
fot.
(fot. )

Kochaj czy tańcz?

Tańczyliśmy już na wszelkie możliwe sposoby: na parkiecie, na lodzie, z gwiazdami, bez gwiazd… Nic więc dziwnego, że nasza kinematografia wzięła się za nakręcenie polskiego filmu tanecznego. W końcu na dużym ekranie jeszcze nie tańczyliśmy. Efekt na kolana nie rzuca, pomimo że do współpracy zostali zaproszeni: Ewa Szabatin, Ania Bosak, Rafał "Roofi" Kamiński i wybitny choreograf Jarosław Staniek. Ale fanów tańca taka produkcja może zachwycić. Problem w tym, że tylko tych "nietańczących", którym podoba się samo widowisko, a nie dostrzegają detali.

Fabuła tak banalna i oczywista, jak przystało na polski film. Główna bohaterka, Hania (Iza Miko) dopiero co dostała wymarzoną pracę jako dziennikarka w jednej z poczytniejszych gazet. Warto zaznaczyć, że załapała się na nią, bo rozmowę kwalifikacyjną przeprowadzał z nią najlepszy przyjaciel jej narzeczonego (polskie realia są w filmie dobrze oddane). W tym samym czasie chwilę euforii przeżywa także Wojtek (Mateusz Damięcki), który dostał życiową szansę wzięcia udziału w wielkim przedsięwzięciu tanecznym i trenowania pod okiem samego mistrza Jana Kettlera (Jacek Koman). Hania dostaje zlecenie napisania swojego pierwszego tekstu właśnie na temat tańca i samego Kettlera, który – jak się później okazuje – jest jej ojcem. Losy bohaterów krzyżują się. Początkowa znajomość przeradza się w przyjaźń, a potem – wiadomo – w miłość.

Pierwszoplanowi aktorzy wypadają stosunkowo słabo. Chyba że scenariuszowym założeniem Mateusza Damięckiego było prężenie muskułów i udowadnianie, że – wygina śmiało ciało. Iza Miko wypadła lepiej, choć momentami jej gra aktorska jest przerysowana. Bardzo dobrze zaprezentował się Jacek Koman, który idealnie wpasował się w graną przez siebie postać. Niezaprzeczalnym aktorskim numerem jeden w "Kochaj i tańcz" został Wojciech Macwaldowski – zagrał idealnie.

W filmie o tańcu zabrakło mi… muzyki. Film został napchany banalnymi przebojami typu Timbaland "Apologize" czy A Fine Frenzy "Goodbye my almost lover", których za pół roku nikt nie będzie mógł słuchać.

Momentami film wypada naprawdę światowo. Miałam jednak wrażenie, że twórcy filmu zagubili się w samej jego koncepcji i nie znaleźli odpowiedzi na pytanie: postawić na fabułę czy choreografię. Efekt? Chwilami jedno z drugim kompletnie się nie kleiło.

Wszystkim fanom "gołej klaty" Mateusza Damięckiego lub uroczej Izy Miko polecam "Kochaj i tańcz". Reszta może obejrzeć i przyznać mi rację albo nie obejrzeć… i przyznać mi rację.

 

 

 

Autor: Paula Mościcka

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close