Home / Kultura / Film / High Shool Dragonball
fot.
(fot. )

High Shool Dragonball

Umówmy się, „Dragonball: Ewolucja” nie mógł być dobrym filmem. Ekranizacja legendarnego anime od początku wydawała się karkołomnym przedsięwzięciem. Ale tak spektakularnej porażki nie życzyli twórcom nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy filmu. Potencjał oryginału został spłaszczony do jednowymiarowego filmu o miłości, w którym brakuje jedynie Hannah Montana i braci Jonas.

Podstawowym problemem Goku jest totalny brak akceptacji ze strony licealnego środowiska. Tak, dobrze przeczytaliście. Chłopak trenuje w domu pod okiem dziadka Gohana, wkrótce zostanie najpotężniejszym wojownikiem świata, ale w szkole ma opinię frajera. Mógłby nakopać napakowanym tępakom, którzy go gnoją, ale Gohan zdecydowanie mu tego zabrania. Koniec końców to jednak Goku pokaże, kto tu rządzi zdobywając przy okazji serce (i być może nie tylko) pięknej Chi Chi. Z pomocą Mistrza Roshi wojownik rozprawi się z całym złem świata, dowiadując się przy tym kilku ciekawostek na temat swojego alter ego.

Historia smoczych kul powinna opierać się przede wszystkim na akcji. Tymczasem tutaj dominują moralne rozterki Goku i jego problemy z opanowaniem mocy. Kiedy przychodzi moment kulminacyjny, Goku miażdży Piccolo w zaledwie cztery minuty. Żadnej walki wręcz, wymiany ciosów czy co. Dzielny bohater i jego adwersarz pojedynkują się wyłącznie na Kame Hame Ha.

Żeby to chociaż wyglądało efektownie. Nic z tego, efekty specjalne rozczarowują. Scena burzenia domu Gohana wygląda przyzwoicie, ale… to jedyny błysk. 45 mln dolców to nie jest oszałamiający budżet, ale można było chyba uzyskać za to więcej. Zwłaszcza, że aktorzy – sztywni i niekoniecznie rozumiejący charakterystykę swoich postaci – nie dostali wysokich honorariów. (Yun-Fat Chao) Yoshi jakoś daje radę, Emmy Rossum (Bulma) też. Ale Joon Park kładzie postać Yamchy na całej linii, a grający Goku Justin Chatwin uczył się aktorstwa od Zaca Efrona.

Wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? Zakończenie filmu nie pozostawia złudzeń: będzie druga część. „Dragonball: Reborn” trafi do kin w 2011 roku.

Autor: Maciek Kancerek

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close