poniedziałek , 5 Grudzień 2016
Home / Kultura / Film / Gotowanie na ekranie
fot.
(fot. )

Gotowanie na ekranie

Will Atenton, wzięty pisarz, wyprowadza się ze swoją rodziną z Nowego Jorku i osiada z żoną i dwiema córeczkami w domu daleko od zgiełku wielkiego miasta. Wkrótce okazuje się, że ich nowe gniazdko komuś innemu posłużyło pięć lat wcześniej za miejsce do rodzinnej masakry, gdzie pan nazwiskiem Peter Ward z pomocą strzelby pomógł swej żonie i dzieciom odejść z tego świata. Atentonów nie uspokaja fakt, że Warda, z powodu braku dowodów zbrodni, wypuszczono właśnie ze szpitala psychiatrycznego. Co nieco o wydarzeniach wie też sąsiadka z naprzeciwka, Ann Patterson, ale niechętnie dzieli się swoją wiedzą. Nikogo zapewne nie zdziwi, jeśli napiszę teraz, że w domu Atentonów zaczynają się dziać dziwne rzeczy…
 
Czy można mieć bardziej sztampowy pomysł na film? Czy coś takiego można w ogóle nazwać pomysłem? Oryginalność twórcy „Domu snów” próbują odzyskać nieustannie gmatwając intrygę – do tego stopnia, że w końcu sami się w tym gubią i w środkowej części widz przez dwadzieścia minut nie ma pojęcia co się dzieje na ekranie. To jakby cztery filmy zmiksowane w jeden. Damy radę – przecież mamy technologię!
 
Wbrew temu, co dotychczas napisałem, „Dom snów” to jednak nienajgorszy film i chwilami może się podobać. Duża w tym zasługa Davida Craiga, którego posągowa mimika przydaje się akurat w tego typu thrillerze. Nie zawodzą też sekundujące mu Naomi Watts i Rachel Weisz. Mimo szytego grubymi nićmi scenariusza trudno zaprzeczyć, że film pod koniec nabiera tempa (proporcjonalnie do natężenia bzdur w historii, ale nieważne). Zakończenie jest zapewne rozczarowujące, ale szczerze wątpię, by ktoś po 90 minutach „Domu snów” miał nadzieję na coś ambitnego. 
 
„Dom snów” to przede wszystkim propozycja dla wszystkich głodnych takiego kina. Ci powinni znieść niedociągnięcia filmu i jakoś przeboleć parę idiotyzmów, na które pozwolili sobie twórcy. Nie zaspokoi to może naszego apetytu, ale zawsze coś. Pozostali widzowie powinni jednak poszukać innej jadłodajni. 
 

Autor: Michał Stachura

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close