niedziela , 11 Grudzień 2016
Home / Informacje / Uczelnia / Niezatapialna legenda
(fot. )

Niezatapialna legenda

Narodziny Lewiatana

         

„Titanic” powstał w stoczni Harlanda & Wolfa w Belfaście w Irlandii Północnej w 1912 roku na zlecenie kampanii żeglugowej White Star Line. Z chwilą wodowania, 31 maja 1911 roku stał się największym ruchomym obiektem na świecie. Nad potężnym liniowcem przez ponad dwa lata pracowało blisko 3 tys. robotników, a aż 8 osób straciło życie przy jego budowie.
Statek miał 269 m długości (4 boiska piłkarskie); 53 m wysokości (więcej niż Statua Wolności) i 29 m szerokości (dwa korty tenisowe).  Parowiec ważył 46,329 ton, a jego 60-metrowy maszt był najwyższym punktem w całym Belfaście, gdzie „Titanic” został zbudowany. Kadłub statku tworzyło blisko 2 tys. blach stalowych, przymocowanych za pomocą 3 mln nitów, a w jego środku znajdował się labirynt korytarzy o długości 20 km.  Całość napędzały trzy potężne śruby o średnicy średnio 5 m każda. Maszynownia „Titanica” miała wysokość dwupiętrowej kamienicy, a łączna moc silników wynosiła 55 tys. koni mechanicznych. Sam ster transatlantyku ważył 100 ton, czyli więcej niż  cały okręt Krzysztofa Kolumba. Niezwykłe jest to, że na dobę liniowiec zużywał aż 650 ton węgla kamiennego.    
Bliźniacze statki
„Titanic” nie był jednym okrętem tego typu. Należał do liniowców klasy olimpijskiej, do których zaliczamy także bliźniacze statki – „Olympic” i „Britannic” (wcześniej „Gigantic”). Były to największe transatlantyki na świecie. Jako pierwszy powstał „Olympic” (1911), dopiero później zbudowano „Titanica”(1912) i „Britannica”(1914). „Olympic” prosperował przez ponad 24 lata i pomimo licznych przygód nigdy nie zatonął. Statek został rozebrany i pocięty na złom w 1934. „Britannic” zaś poszedł na dno w 1916 po zderzeniu z podwodną miną. Życie straciło wówczas 30 osób.
Pływający pałac
„Titanic” nie bez powodu nazywany był statkiem marzeń. Komfort, który oferował przewyższał oferty najlepszych hoteli i restauracji na lądzie. Na pokładzie znajdował się basen pływacki z podgrzewaną wodą, kort do squash’a, a także w pełni wyposażona sala gimnastyczna. Na statku były też 4 windy, drzwi obrotowe, a także urządzenie do robienia lodów.  Pasażerowie wolny czas spędzali w licznych restauracjach, palarniach i czytelniach. Menu składało się z ośmiu dań. Ponadto bogaci podróżni korzystali również z gabinetu odnowy biologicznej tj.  łaźni tureckiej i strefy saun. Na pokładzie funkcjonował fryzjer i radiostacja, która umożliwiała wysyłanie wiadomości na ląd.  Titanic posiadał także swoją własną pokładową gazetkę o nazwie: „Daily Atlantic Bulletin”, która na bieżąco informowała o tym, co dzieje się na świecie.  Bilet w jedną stronę w tradycyjnej kabinie pierwszej klasy kosztował równowartość współczesnych 40 000 $. Z kolei za komfortowy apartament zamożni pasażerowie musieli zapłacić 1000 funtów szterlingów, czyli ok. 80 tys. dolarów obecnie, co czyni tą kabinę najdroższą powierzchnią do wynajęcia, jako kiedykolwiek pływała po morzach i oceanach świata. W 1912 koszt budowy całego transatlantyku wyniósł 15 mln funtów szterlingów, czyli ponad 500 mln $ współcześnie.


Niezatapialny cud
„Titanic” podzielony był na 16 komór, oddzielonych specjalnymi grodziami wodoszczelnymi. Pod niemal każdym względem był to geniusz ówczesnej technologii okrętowej. Zdaniem konstruktorów liniowiec mógł się utrzymać na wodzie przy zalanych dowolnych dwóch, a także czterech pierwszych przedziałach. Gdyby podzielić statek na trzy równe części, wszystkie utrzymałyby się na powierzchni wody. Nawet jeśli kolos zderzyłby się z górą lodową czołowo i to przy pełnej prędkości nie doszło by do katastrofy, bo właśnie na tą ewentualność został przygotowany przez budowniczych. Dlatego też uważano,  że „Titanic” sam dla siebie jest szalupą i nie widziano potrzeby w zwiększeniu liczby łodzi ratunkowych. Ostatecznie mogła się w nich zmieścić tylko połowa wszystkich pasażerów. Co ciekawe, pogłoski o rzekomej niezatapialności okrętu zostały w znacznej mierze rozpowszechnione nie przez konstruktorów , ale łaknącą sensacji prasę.
Złowieszcza natura
14 kwietnia 1912 roku o godz. 23.40 statek zderzył się z potężną górą lodową, o masie kilkadziesiąt razy większej od niego samego. Obserwatorzy nie byli w stanie zauważyć przeszkody odpowiednio wcześniej, w wyniku złudzenia optycznego, charakterystycznego dla tej strefy północnego Atlantyku.  Ostatecznie kolizja o sile milionów Newtonów  doprowadziła do zalania pięciu sąsiednich przedziałów wodoszczelnych. Był to jedyny podobny przypadek w historii. Nawet współczesne okręty podwodne nie zdołały by przetrwać tak potężnego uderzenia. Aż trudno w to uwierzyć, ale sama skala uszkodzeń nie była specjalnie duża. Kolosa zatopiły bowiem niewielkie otwory przypominające tekst pisany alfabetem Morse’a, o łącznej powierzchni zaledwie 1,5 metra kwadratowego. Sam statek był solidnie zbudowany, a stal użyta do jego produkcji spełniała wszelkie normy, jak na ówczesne czasy. W finalnej części katastrofy potężne naprężenia sprawiły, że kolos był bezradny i rozpadł się na dwie części. Wbrew filmowej ekranizacji przełamanie statku nastąpiło, po kątem zaledwie 23 stopni, między 2. a 3. kominem. Ostatecznie ocean zamknął się nad statkiem o 2.20, następnego dnia 15 kwietnia 1912 roku. Titanic spoczął na dnie północnego Atlantyku na głębokości prawie 4 km, w odległości 640 km od wybrzeży Nowej Fundlandii. Pomimo dystansu fale przez wiele dni wyrzucały szczątki wraku na brzeg. W katastrofie życie straciło ponad 1500 pasażerów i członków załogi. W tym wielu bardzo wpływowych ludzi, a wśród nich najbogatszy człowiek świata John Jacob Astor, który za swój majątek mógł kupić 20 „Titaniców” Tragedię przeżyło zaledwie 705 osób, uratowanych rankiem przez statek „Carpathia”. Katastrofa wywarła olbrzymi wpływ na współczesną historię świata, udowadniając człowiekowi, że z naturą nie można wygrać.
Mity
Historia „Titanica” przez blisko 100 lat obrosła w liczne legendy, które na różny sposób fałszują prawdziwy obraz katastrofy. Wbrew wszelkim pozorom Titanic nie był pierwszym okrętem, który użył sygnału SOS. W 1909 statek linii Cunard „S.S. Slavonia” uderzył o skałę podwodną i wykorzystał kod, aby wezwać ratunek. Katastrofa liniowca nie jest też największą tragedią morską w historii. W grudniu 1945 roku niemiecki statek „Wilhem Gustloff” został storpedowany przez rosyjski okręt podwodny w odległości ok. 40 km od wybrzeży Polski, co doprowadziło do śmierci ponad 10 tys. uchodźców. Od lat poruszana jest także kwestia tajemniczej jednostki, która pojawiła się na horyzoncie podczas katastrofy. Okręt ten o nazwie „Californian” znajdował się w odległości zaledwie 15 km od transatlantyku i doskonale widział tonący statek. Nie przybył jednak z pomocą. Natura zawiniła i w tym wypadku, bowiem złudzenia optyczne utrudniły obserwację „Titanica” i wysyłanych przez niego sygnałów alarmowych. Dlatego też „Californian” nie pospieszył z ratunkiem do tonącego kolosa. Następny mit dotyczy z kolei prędkości z jaką płynął „Titanic”. Ludzie od lat uważali bowiem, że statek przemieszczał się zbyt szybko, bo chciał zdobyć prestiżowe odznaczenie – „Błękitną Wstęgę”, nagrodę przyznawaną za najszybsze pokonanie Atlantyku. W rzeczywistości „Titanic” nie był jednak najszybszym okrętem świata. Konkurencyjne transatlantyki linii Cunard – „Mauretania” i „Lusitania” były o jedną trzecią mniejsze, ale dysponowały właściwościami, które umożliwiały im rozwijanie dużo większych prędkości, nieosiągalnych dla „Titanica”. Nie prawdą jest więc obarczanie winą za katastrofę kapitana statku – E. J. Smitha. Zgodnie z panującymi normami zachowań wśród dowódców, praktycznie wszystkie statki podróżowały przez pola lodowe ze stosunkowo dużą prędkością. Sama szybkość 22,5 węzła nie wpłynęła szczególnie na kolizję, gdyż statek wbrew pozorom był zwrotny i sprawnie reagował na zmiany kierunku.
Nieznana przepowiednia
W 1898 roku, na 14 lat przed katastrofą statku nieznany pisarz Morgan Robertson wydał książkę pt. „Futility” (znaną także jako „The Wreck of Titan) opowiadającą o historii fikcyjnego statku o nazwie „Titan”, który zatonął po kolizji z górą lodową, w niemal tym samym miejscu, co „Titanic”. Co ciekawe opisywany w opowiadaniu statek był praktycznie tej samej wielkości.  W utworze różni się jedynie podawana liczba ofiar i to, że tragedia miała miejsce podczas 13. podróży statku.  Co ciekawe, Morgan Robertson zasłynął także opatentowaniem peryskopu i napisaniem kolejnych powieści, łudząco przypominających wydarzenia z przyszłości.
Niezwykłe postacie
W tej niezwykłej historii z pewnością na uwagę zasługuje bohaterska orkiestra Titanica, która pod przewodnictwem kapelmistrza Wallanca Hartley’a grała do samego końca katastrofy, poświęcając własne życie. Wszyscy muzycy zginęli w tragedii. Ostatni utwór jaki wykonali to protestancki hymn „Bliżej Mój Boże, do Ciebie”. Podobny los spotkał również bohaterską załogę maszynowni, która zginęła zostając na swoich stanowiskach do ostatnich chwil tragedii. Elektrycy za wszelką cenę chcieli utrzymać oświetlenie na tonącym transatlantyku, co przypłacili własnym życiem. Za swój heroizm zostali pośmiertnie odznaczeni przez króla Jerzego. Niewątpliwie postacią godną uwagi jest także bogata pasażerka Margaret „Molly” Brown znana jako „Niezatapialna Molly Brown”. Molly zasłynęła tym, że sama objęła dowodzenia nad łodzią ratunkową, podtrzymując na duchu przerażonych pasażerów. Gdy przybyła do Ameryki otwarcie zeznała dziennikarzom, że przeżyła, bo jest niezatapialna. Historia kolejnej postaci szokuje najbardziej. Choć trudno w to uwierzyć, młoda stewardessa Violet Jessop  była jedyną osobą, która pływała na wszystkich trzech siostrzanych statkach. Pracę zaczęła na bliźniaczym „Olympicu” i uczestniczyła w kolizji statku z mniejszą jednostką admiralicji w 1911. Wypadek na szczęście nie był poważny, dlatego Violet nie zraziła się i przeniosła na „Titanica”. Przeżyła katastrofę, po czym zatrudniła się w charakterze pielęgniarki na bliźniaczym „Britannicu”. Gdy w 1916 roku statek wpadł na podwodną minę i zaczął tonąć, Violet cudem uniknęła śmierci w ostatniej chwili wyskakując z łodzi ratunkowej, wciąganej przez pracujące śruby tonącego kolosa.
Słynny film powraca w 3D
Nagrodzony 11. Oscarami film Jamesa Camerona jest jedną z najdroższych i najbardziej kasowych superprodukcji w historii kina. Gdy wszedł na ekrany w 1997 roku, zarobił 1,8 miliarda $. Koszt filmu wyniósł zaś ponad 200 mln $. Co ciekawe, w produkcji wykorzystano idealnie odwzorowany model „Titanica” w skali 1:1. Romantyczny wątek wpleciony w straszliwą tragedię. Połączenie fikcji z prawdziwą historią, stworzyło niezwykły, okraszony efektami specjalnymi obraz, który znają chyba wszyscy. Z okazji 100. rocznicy katastrofy film ponownie wraca do kin, tym razem w wersji 3D. Co sądzą o tym Zielonogórzanie ? Czy chcieliby obejrzeć film w nowej aranżacji ? Zapraszam do poniższego materiału.

Autor: Maciej Baranowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close