czwartek , 8 Grudzień 2016
Home / Informacje / Rozmowa na 96 fm / Przyszłam tu z Anną Kareniną
fot. www.teatr.zgora.pl
Joanna Koc (fot. www.teatr.zgora.pl)

Przyszłam tu z Anną Kareniną

Agnieszka: Asiu, dlaczego wybrałaś akurat aktorstwo jako sposób na życie?

Joanna: Czasami pewne przypadki w naszym życiu nie są przypadkami. Ja przez długi czas mojego licealnego życia myślałam, że będę studiować dziennikarstwo i raczej pójdę w stronę pisania. Właściwie wydawało mi się, że aktorstwo jest nierealnym marzeniem.  Dopiero w klasie maturalnej zdecydowałam się na to, żeby jednak zdawać do szkoły, wcześniej nie myślałam o tym poważnie. Owszem zawsze lubiłam udzielać się scenicznie, należałam do kółka teatralnego w gimnazjum i do amatorskiego teatrzyku pantomimy w Poleskim Ośrodku Sztuki w Łodzi – moim rodzinnym mieście. Któregoś razu, w liceum, pojechałam na warsztaty artystyczne – na Mazury, gdzie były również warsztaty teatralne i tam najbardziej zafascynowałam się teatrem. W czasie tego wyjazdu poznałam również mojego  obecnego, serdecznego przyjaciela Juliusza Dzienkiewicza – aktora, również po łódzkiej szkole filmowej, który mnie zachęcił do działania w kierunku aktorstwa.  Do dziś żartujemy, że przez niego to całe zamieszanie. Uwierzyłam w to, że moje marzenie jest realne, że dam radę. I jako, że jestem z Łodzi, to chodziłam na konsultacje (dla kandydatów do szkół teatralnych), które też mnie w tym utwierdziły. Zostałam tam bardzo ciepło przyjęta. Mam wrażenie, że jest tak, że jak raz podejmiemy dobrą decyzję to później pojawiają się sygnały świadczące o tym, że idziemy w dobrym kierunku. W moim przypadku pojawiały się osoby, zdarzenia, miałam dużo szczęścia. Nigdy nie myślałam, że to będzie mój sposób na życie, jednak poczułam w pewnym momencie, że to mi sprawia największą satysfakcję i jeśli znalazłam ten sposób realizowania siebie, który sprawia mi taką radość, to czemu by nie przekuć tego na dalsze życie?

Dawid: Jak rozpoczęła się Twoja współpraca z Lubuskim Teatrem w Zielonej Górze?

Moja współpraca z LT rozpoczęła się w zeszłym roku. Właściwie mogę powiedzieć, że przyszłam tutaj razem z Anną Kareniną, dlatego, że to była moja pierwsza premiera w tym teatrze. Po raz kolejny pojawił się w moim życiu zbieg okoliczności. W zeszłym roku byłam we Wrocławiu na festiwalu Dialog i wtedy kolega zapytał mnie, czy nie myślałam o Zielonej Górze… To był czas odnajdywania się w rzeczywistości po studiach. Wcześniej nie myślałam akurat o tym mieście ale „czemu nie?”, wysłałam swoje CV i demo, okazało się też, że dyrektor Czechowski widział mnie w jednym spektaklu dyplomowym i dość szybko zadzwonił do mnie. Jako że byłam wtedy we Wrocławiu, czyli dosyć blisko, powiedziałam, że:  „mogę przyjechać na rozmowę nawet jutro”. Przyjechałam. Przedstawiłam Panu dyrektorowi  parę tekstów, zaśpiewałam piosenkę i… dostałam propozycję etatu. Bardzo miło wspominam to spotkanie i pierwszą premierę – Annę Kareninę.

A: Wiążesz swoją przyszłość z Lubuskim Teatrem?
Powiem tak, jako osoba, która niedawno skończyła szkołę, podążam tam, gdzie mam propozycje ciekawych ról,  tam  gdzie mogę się rozwijać artystycznie. To ważne aby po studiach nie wypaść z toku grania. Lubuski Teatr spełnia te wszystkie oczekiwania, z czego się bardzo cieszę i póki co nie zamierzam się stąd wyprowadzać.

A: Wspomniałaś, że nie jesteś rodowitą zielonogórzanką, jak podoba Ci się nasze miasto?

Bardzo mi się spodobała Zielona Góra, jest kompletnie inna niż Łódź, z resztą myślę, że ta zachodnia ściana Polski ma swoją specyfikę, jeśli chodzi o miejską zabudowę. Podoba mi się to, że jak sama nazwa wskazuje – jest dosłownie zielona, jest tu bardzo dużo lasów. Podoba mi się również deptak. Jedynym mankamentem jest  dla mnie fakt, że jest tak bardzo oddalona od mojego rodzinnego miasta, dla mnie to drugi koniec Polski. Gdyby nie to myślę, że to jest miasto w którym mogłabym żyć i mieszkać.

D: Jaka jest Twoim zdaniem przewaga występowania w teatrze, nad filmem czy telewizją?

Podstawą naszego zawodu, tego czego się uczymy w szkole jest teatr. Praca w filmie jest cudowną przygoda, ale taką która może się przydarzyć lub nie. Kiedy jest się na początku drogi zawodowej regularne granie w filmach jest wielkim luksusem, ale w rzeczywistości nie zawsze  się przytrafia; a regularność pracy jest bardzo ważna. Szczególnie jak się kończy szkołę ważne jest to, żeby być w toku grania, móc się rozwijać i tak naprawdę uczyć się (w szkole dostajemy podstawowy warsztat, natomiast później na scenie nabieramy obycia) to trzeba grać w teatrze. Wiadomo, też że praca w filmie ma zupełnie inną specyfikę od tej w teatrze. W filmie nie zawsze można zbudować rolę „od początku do końca” i podążać za swoim emocjonalnym impulsem. Trzeba się nauczyć pewnej dyscypliny i elastyczności. Nieraz scenę końcową kręci się na początku, ciężko powiedzieć o jakiejkolwiek chronologii. Myślę, że  przewaga teatru nad filmem, leży przede wszystkim w tym, że można bardzo wzbogacić swój warsztat aktorski. Teatr daje możliwość nauki podstaw zawodu, które później można też wykorzystywać również w filmie. Nieoceniony jest też żywy kontakt z publicznością, każde przedstawienie jest inne, nie ma dwóch takich samych. Film oczywiście też mnie bardzo fascynuje, to interesujące medium. Uwielbiam też być na planie to jest zupełnie inny rodzaj pracy, bardzo zespołowy. Mogę powiedzieć, że nawet bardziej, niż w teatrze, ponieważ tam jest też cały dużo bardziej rozbudowany zespół twórców oraz ekipy technicznej: operatorzy, oświetleniowcy, montażyści itd. i też jest bardzo ciekawe.

A: Która z dotychczasowych ról w Lubuskim Teatrze spodobała Ci się najbardziej i dlaczego?

To była moja pierwsza rola w Lubuskim Teatrze – Kitty, z Anny Kareniny. Po pierwsze dlatego, że tą rolą weszłam tutaj do teatru, a po drugie – zawsze chciałam zagrać Kitty. Nawet w szkole, kiedy na drugim roku, mieliśmy monologi z literatury rosyjskiej z prof. Mirosławą Marcheluk, to większość dziewczyn brała Annę Kareninę, a ja usiłowałam zrobić Kitty. Nie dało się niestety, bo Kitty nie ma jednego długiego monologu, takiego, który można skompilować, tylko raczej są to sceny. Zresztą Tołstoj pisze bardzo obrazowo, zdecydowanie obrazem teatralnym i filmowym można więcej oddać w dialogach jeśli chodzi o Kitty. Nie miałam takiej możliwości, ale okazało się, że ta możliwość pojawiła się w teatrze. I to na razie była też moja największa rola, która jest dla mnie szczególnie istotna.

D: 27 kwietnia, na deskach Lubuskiego Teatru będzie miał premierę spektakl „Siostrunie” w którym grasz jedną z głównych ról. Czy mogłabyś zdradzić naszym czytelnikom o czym jest ten spektakl i czego spodziewać się możemy na scenie?
Przede wszystkim można się spodziewać bardzo dobrej zabawy, na dobrym poziomie. Można powiedzieć, że jest to taki standardowy, broadway'owski, amerykański musical. Amerykanie potrafią pisać takie rzeczy.. Jest to historia sióstr zakonnych, które postanawiają wspólnie zrobić musical, po to, by zdobyć pieniądze na pochówek innych sióstr, które w skutek zatrucia zupą grzybową, nie są już na tym świecie. Myślę, że to jest bardzo ciekawy pomysł, w podobnym klimacie jak film „Zakonnica w przebraniu”.

A: Reżyserem spektaklu jest uznany twórca Jan Szurmiej. Jak przebiega Wasza współpraca?

Współpraca przebiega naprawdę fantastycznie. Dla mnie to duża radość, móc spotkać się z takim człowiekiem. Przyznam, że to jest spełnienie jednego z moich marzeń teatralnych w zakresie spektaklów muzycznych. Taki spektakl wymaga naprawdę olbrzymiego nakładu pracy i umiejętności; jest to typowy musical, gdzie trzeba wykazać się zarówno wokalnie jak i tanecznie.  Można się wiele nauczyć. Cieszę się, że akurat jako, że mam do czynienia z takim spektaklem, to właśnie Jan Szurmiej jest jego reżyserem. To człowiek, który zna się na rzeczy, ma olbrzymie doświadczenie i można z tego czerpać.

D: 8 maja odbędzie się premiera studencka „Siostruń”. Jak w kilku słowach przekonałabyś studentów czytających UZetkę aby wybrali się akurat właśnie na ten spektakl?

Będzie to tak jak wspomniałam dobra zabawa na bardzo dobrym poziomie, mamy piękne utwory, świetne muzyczne aranżacje, ciekawą choreografię – przybywajcie!

Autor: Agnieszka Oleśniewicz i Dawid Włodarczyk

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close