Home / Informacje / Polska i Świat / Kciuk do góry!
fot. Wojciech Góralski
Po co jechać do dżungli? Można ją pooglądać na takiej ciężarówce! (fot. Wojciech Góralski)

Kciuk do góry!

Ostatnio pisałem Wam, jak to dotarłem do Opola, gdzie mogłem podziwiać przepiękne dzieła sztuki (czyli po prostu ciężarówki). Początkowo planowałem wracać do Zielonej Góry pociągiem. Jednak podczas takich wyjazdów możemy sobie pozwolić na małe (a czasami nawet na znaczne) zmiany planów. Stwierdziłem, że skoro udało mi się dotrzeć cało i zdrowo w jedną stronę, to dlaczego by nie spróbować w drugą. Spróbowałem.

Z Polskiej Nowej Wsi (bowiem dokładnie tam odbywał się Zlot Tuningowanych Pojazdów Ciężarowych Master Truck) dość szybko złapałem podwózkę do autostrady.

■ Opowieści dziwnej treści

Zabrał mnie bardzo miły kierowca (tego dnia chyba trafiłem na dzień sympatycznego kierowcy, ponieważ każdy kolejny był przyjazny, rozmowny i pomocny).

Podczas krótkiej trasy zdążyłem się jednak dowiedzieć, jak to mój kierowca lubi sobie jeździć „na podwójnym gazie”. Dlatego niezmiernie się cieszyłem gdy, w co prawda miłych nastrojach, ale w końcu się rozstaliśmy. Przed bramkami na autostradę ustawiłem się z moją magiczną kartką „Wrocław”.

Swoją drogą, takie bramki naprawdę sprzyjają autostopowiczom. Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale mnie uratowały niejednokrotnie (ot, ironia losu).

■ Kobieta za kierownicą

Dosłownie po kilku minutach zatrzymała się przemiła pani. To była jedna z tych, która na dzień dobry oznajmia, iż zwykle nie zabiera stopowiczów. Podczas trasy do Wrocławia zdążyliśmy chwilę porozmawiać o moich zainteresowaniach. Następnie przekonałem się, co oznaczają „kobiece pogaduchy”. Podczas gdy pani kierowca mknęła autostradą około 160 km/h, zadzwonił telefon. Rozmowa brzmiała mniej więcej tak:

„Przepraszam, ale nie mogę teraz rozmawiać. Wiozę ze sobą gapowicza i jedziemy 160 autostradą… Mhm… To oddzwonię, jak dojadę… A słuchaj, co tam u ciebie słychać?”.

Sekwencja tych słów powtórzyła się kilka razy. Ostatecznie rozmowa trwała ponad pół godziny!

■ Królowie szos

Gdy byłem już we Wrocławiu, troszkę się pogubiłem. Z pomocą nadszedł (a właściwie nadjechał) młody chłopak w busie. Dowiedziałem się od niego, że to właśnie kierowcy busów są królami szos. Patrząc na styl jego jazdy, rzeczywiście można było odnieść wrażenie, że czuje się królem. W skrócie: klakson i do przodu. Uwierzcie mi, nigdy nie jechałem tak szybko po zakorkowanym mieście. Ów młodzieniec podrzucił mnie do wylotówki, skąd złapałem ciężarowe Volvo.

■ Ale ja tam nie jadę

Kolejny postój czekał mnie w Lubinie. W bezpiecznym miejscu, z kartką „Zielona Góra”, oczekiwałem na kolejnego dobrodzieja. Zatrzymała się starsza kobieta i pierwsze, co od niej usłyszałem, to: „Ale wie pan co, ja tam nie jadę”. Byłem w takim szoku, że za bardzo nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Podziękowałem starszej pani za troskę i czekałem dalej. Po kilku minutach jechałem z panem Robertem (a może Rafałem, nie pamiętam). W każdym razie był to kolejny niesamowicie miły kierowca. Podróż minęła mi bardzo szybko i sympatycznie. W ten oto sposób dostałem się do swojej rodzinnej miejscowości zupełnie za darmo, w około 4 godziny. Podczas tego dnia szczęście sprzyjało mi od wczesnych godzin porannych do samego wieczora. W przypadku takiego pesymisty, jak ja, to było nawet zastanawiające.

Słowo na dziś: wykorzystajcie maj do spełniania marzeń. W czerwcu może być już za późno (zwłaszcza podczas sesji).

Autor: Wojciech Góralski

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Home / Informacje / Polska i Świat / Kciuk do góry!
fot. archiwum prywatne
Wojciech Góralski (fot. archiwum prywatne)

Kciuk do góry!

■ Garść zetlałych wspomnień

Gdy przygotowywałem się do swojego egzaminu dojrzałości (tak, wbrew pozorom naprawdę trochę się do niego przygotowywałem), posiłkowałem się artykułem „Garść zetlałych wspomnień” Tadeusza Gierymskiego. Cały materiał opowiadał o niesamowitej polskiej poetce Halinie Poświatowskiej. Co to ma wspólnego z podróżowaniem?

Dziś również chciałbym Wam przedstawić taką garść zetlałych wspomnień z moich małych wypadów!

■ TIR – Turystyka i Rekreacja?

Poznaliście już moje zainteresowania (te dziwne i jeszcze dziwniejsze). Jedną z moich kolejnych miłości są pojazdy ciężarowe, nie mylić z TIRami. TIR to po prostu skrót od Międzynarodowy Transport Drogowy. Ewentualnie możemy powiedzieć, że jest to Turystyka i Rekreacja, co w moim przypadku po części się sprawdziło.

■ Jak połączyć przyjemne z przyjemnym

Od kilku lat stałym punktem moich wakacji jest Międzynarodowy Zlot Tuningowanych Pojazdów Ciężarowych Master Truck w Opolu. W zeszłym roku bardzo chciałem wybrać się tam z paczką znajomych. Ostatecznie jednak moja cała ekipa rozjechała się na wszystkie strony świata, a mnie pozostała jedyna opcja – podróż samemu. Tak zrodził się pomysł wyjazdu do Opola autostopem. W ten sposób połączyłem przyjemne z przyjemniejszym.  

■ 250 km = 3h jazdy, 30 km = 3h jazdy???

Jak widać matematyka nie zawsze ma zastosowanie. W autostopie zdecydowanie musimy ją pozostawić w kalkulatorze, a sami zacząć liczyć… liczyć na siebie i na szczęście.

Stopa zacząłem łapać o porannej porze, w piątek 6 lipca 2012. Na pierwsze auto nie musiałem zbyt długo czekać. Dwaj studenci zdecydowanie nie należeli do niedzielnych kierowców, stąd też podróż minęła nam miło i przede wszystkim szybko. Praktycznie w 3 godziny znalazłem się w Krapkowicach (3 godziny z postojami!). Stamtąd musiałem się dostać do Polskiej Nowej Wsi, gdzie odbywał się zjazd. Zostało mi zaledwie 30 km. Były to baaardzo długie kilometry.

■ Samochodowe mądrości

Kolejny kierowca bardzo mocno chciał mi wyperswadować mój pomysł studiowania kierunku humanistycznego. Ostatecznie skończyło się na miłej rozmowie, a co teraz studiuję, to już wiecie.
Następnie spory kawałek musiałem przedreptać pieszo, co było sporym wyczynem. Chociażby ze względu na lejący się żar z nieba. Wliczając jeszcze błądzenie, po samym Opolu chodziłem chyba ponad godzinę. Ostatecznie udało mi się znaleźć właściwy autobus, którym dotarłem do Mekki ciężarówek tunignowanych w naszym kraju.

■ "A miałam nikogo nie zabierać"

Niesamowita radość mnie opanowała, gdy byłem już na miejscu. Obejrzałem wszystko, co było do obejrzenia, zrobiłem mnóstwo zdjęć. Pierwotnie zakładałem powrót pociągiem. Ostatecznie stwierdziłem, że skoro dojechałem autostopem, to dzieło należy zwieńczyć takim samym powrotem.

"A miałam nikogo nie zabierać" – pierwsze słowa, które usłyszałem od jednej z pań, która zatrzymała się przed wjazdem na autostradę. Jednak o tym, jak udało mi się wrócić, opowiem Wam w kolejnym literackim spotkaniu. Dlaczego musicie aż tyle  czekać na ciąg dalszy? Dlatego, że znów się za bardzo rozpisałem i tymi oto słowami dobrnąłem do magicznej liczby znaków, której nie wolno mi przekroczyć.
PS Maturzyści! Trzymam kciuki!

Autor: Wojciech Góralski

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close