poniedziałek , 5 Grudzień 2016
Home / Informacje / Polska i Świat / Anna Rogowska chlubą Polski
fot.
(fot. )

Anna Rogowska chlubą Polski

Rogowska swój sukces świętowała z tylko ciut-ciut mniej szczęśliwą koleżanką Moniką Pyrek (zdobyła srebro) i Amerykanką Chelsea Johnson, która razem z Pyrek zajęła drugie miejsce.

To był prawdziwy show: dwie odsłony tańca w sukience sporządzonej na chybcika z biało-czerwonej flagi, runda honorowa po bieżni stadionu, balet z misiem – oficjalną maskotką MŚ, a nawet pokładanie się po ziemi z nadmiaru radości, od której Ani ciekły aż łzy.

Kilkanaście metrów od Polki płakała niczym bóbr Caryca Tyczki – Jelena Isinbajewa. Ale lały jej się łzy zupełnie innego rodzaju: wyrażające smutek, bezsilność, złość sportową. Jelena była murowaną kandydatką do zdobycia medalu z najcenniejszego kruszcu, ale w jej skakaniu coś się w środę zacięło. Jeszcze dzień wcześniej na treningach bez trudu pokonywała 4,80 m. W finale konkursu szło jej jak po grudzie. Przed ostatnią próbą urocza Rosjanka długo się mobilizowała, przemawiała sama do siebie, lecz efekt był taki sam, jak wcześniej – strącona tyczka.

– Jelena miała problem z bieganiem. Już po rozbiegu widziałam, że tylko cud ją może uratować przed strąceniem tyczki – analizowała na gorąco nasza wicemistrzyni świata – Monika Pyrek.

Nieszczęście Rosjanki oznaczał eksplozję radości w obozie polskim!

"Mamy dwa medale!" – wiwatowano i nikomu nie przeszkadzało, że poziom konkursu nie był wysoki. Złoto dawał skok na 4,75, podczas gdy rekord Polski (należący również do Rogowskiej) wynosi 4,83 (z sierpnia 2005 r. z mityngu w Brukseli). Anna lepszy wynik osiągnęła nawet na niedawnych mistrzostwach Polski w Bydgoszczy (4,80 m).

– Po medalu, jaki zdobyłam na igrzyskach w Atenach miewałam w karierze górki, ale były też dołki. Nie poddawałam się, pocieszałam się, że czas pracuje na moją korzyść i miałam nadzieję, że jeszcze stanę na najwyższym stopniu podium i usłyszę Mazurka Dąbrowskiego. Nie spodziewałam się jednak, że stanie się to już teraz, na mistrzostwach świata! Wciąż nie mogę w to uwierzyć – mówiła Anna Rogowska.

Mieliśmy już w historii lekkoatletyki kilka polskich dyscyplin, konkurencji. Na olimpiadzie w Atlancie były to zapasy, polską specjalnością okrzyknięto również sztafetę czterystumetrowców, chód sportowy na przełomie wieków zmonopolizował Robert Korzeniowski. Teraz pora na polską tyczkę!

Rogowska jak … Kozakiewicz!

Żaden Polak nie wygrał w tej, jakże trudnej technicznie konkurencji równie mocno obsadzonych i prestiżowych zawodów od Władysława Kozakiewicza na IO w Moskwie (a i tam nie było całej światowej czołówki).

W ten sposób historia zatoczyła koło. 29 lat temu Kozakiewicz za najgroźniejszego konkurenta miał również Rosjanina – Konstanina Wołkowa. Teraz Anna Rogowska musiała zmagać się z wielką Isinbajewą, której w poniedziałek nie udało się zaliczyć żadnej wysokości.

– Gdy już dotarłam do finału, myślałam tylko o tym, żeby zająć miejsce w pierwszej "trójce". Nie interesowało mnie, czy będę trzecia, druga, pierwsza – ta pozycja nawet mi nie przychodziła do głowy – nie ukrywała urocza gdynianka.

Rogowska, jak wszystkie tyczkarki świata, długo pozostawała w cieniu Isinbajewej. Po raz pierwszy pobiła ją w lipcu, na zawodach w Londynie. – Wreszcie udało mi się przerwać nudny schemat, że wszystko wygrywa Jelena – mówiła Anna. Nieśmiało też marzyła o medalu MŚ w Berlinie: – Może uda nam się razem z Moniką wskoczyć na podium. W końcu Isinbajewą boli kolano, a Fieofanowa nawet się nie zakwalifikowała na mistrzostwa – planowała.

Trenerem i mężem Rogowskiej jest fachowiec nie lada – Jacek Torliński.

Wytrwała i pracowita

Przypadek Rogowskiej to potwierdzenie przysłowia: "Bez pracy, nie ma kołaczy". Anna wylewała siódme poty na treningach i nie załamywała się tym, że od pięciu lat (brąz na igrzyskach w Atenach), nie osiągała znaczących sukcesów na stadionie otwartym.

– Nawet gdy miałam słabszy dzień, realizowałam plan treningowy i ćwiczyłam z tak samo dużym obciążeniem – przyznaje.

To daje efekty. Na rozbiegu Rogowska pobijała rekordy szybkości, a do tego wzmocniła się fizycznie. To pozwoliło jej użyć dłuższej o 10 cm i twardszej tyczki. – Jeszcze dwa lata temu bałam się podczas zawodów sięgnąć po najtwardsze tyczki. A teraz biorę te mające 450 cm długości. To pozwala mi na osiąganie lepszych rezultatów – podkreśla Anna Rogowska.

Hart ducha pomógł jej nawet przezwyciężyć kontuzję stawu skokowego, jakiego nabawiła się w minioną środę podczas ostatniego treningu przed pierwszym startem w Berlinie. – Wydawało mi się wtedy, że mistrzostwa mam z głowy – kręci głową na wspomnienie urazu. Teraz faktycznie ma MŚ z głowy. Tyle że z upragnionym złotym medalem na szyi!

Anna Rogowska
Urodzona: 21 maja 1981 r. w Gdyni
Klub: SKLA Sopot

Sukcesy: złoto na MŚ w Berlinie, brąz na IO w Atenach, srebro na halowych MŚ w Moskwie (2006 r.), srebro na halowych ME w Madrycie (2005 r.), mistrzostwo Polski (sierpień 2009 Bydgoszcz).

Autor: Interia.pl

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informcji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close